Reklama

Xelion. Doradcy Finansowi: Zagadkowe zachowanie dolara i akcji w USA
wtorek, 03 lipca 2007 09:53
W piątek reakcję rynków europejskich na słabe zachowanie giełd w USA było wejście w marazm z lekką tendencją do osuwania się. Rynek walutowy jednak nie próżnował. Kurs EUR/USD rósł. Niczego nie zmieniły publikowane przed południem dane europejskie. Były zresztą (inflacja dla strefy euro i indeksy nastroju) dokładnie zgodne z prognozami. Sesje zakończyły się (dzięki początkowi sesji w USA) blisko jednoprocentowymi wzrostami indeksów.

Zachowanie dolara i amerykańskich akcji było w piątek niezbyt zrozumiałe. Przede wszystkim dziwiło to, co działo się na rynku walutowy. Od rana kurs EUR/USD szybko rósł, mimo że nie było żadnych, poważnych powodów do takiego ruchu, a z pewnością nie do takiej skali wzrostu. Równie dziwnie zachowały się akcje w USA. O tym w szczegółach niżej, ale w ostatnim dniu półrocza, przy dobrych danych makro i sprzyjających informacjach ze spółek, tak słabe zachowanie giełd jest co najmniej dziwne.

Waham się, czy to pisać, ale cóż… Może trochę spiskowej teorii dziejów w sezonie ogórkowym nie zaszkodzi. Przypominam sobie jak dziwnie zachowywały się rynki przed atakiem na WTC w 2001 roku (choćby nurkujące ceny akcji linii lotniczych). Gdyby wtedy, ktoś zaczął coś podejrzewać to może do ataku by nie doszło. Chodzi mi oczywiście o to, że w piątek w samochodzie, w centrum Londynu znaleziono duży ładunek wybuchowy. Okoliczności tego znaleziska były wręcz kuriozalne. Potem znalazł się drugi podejrzany samochód, a potem zaczęto mówić o trzecim. W sobotę płonący samochód uderzył w drzwi lotniska w Glasgow. To oczywiście na rynki finansowe nie wpłynęło, ale wprowadzenie stanu najwyższego alertu w Wielkiej Brytanii może pogorszyć nastroje na rynkach w poniedziałek. Niby „normalka”, ale mnie to trochę dziwi. Tak nieudolni terroryści, zachowujący się gorzej niż dzieci? Nie potrafią odpalić żadnego z ładunków w ciągu wielu godzin? Na odległość pachnie to działaniem mającym na celu odwrócenie uwagi. Wcale się nie zdziwię, jeśli prawdziwy cel znajdzie się w USA. Wtedy to dziwne zachowanie amerykańskich aktywów miałoby sens. Jeśli jednak wkrótce nic się nie wydarzy (czego oczywiście należy sobie życzyć) to proszę potraktować ten akapit jako wyraz zawodowej podejrzliwości analityka, a nie paranoi ;-).

Wróćmy do realiów, czyli do danych makro. W maju wydatki i przychody Amerykanów wzrosły mniej niż tego oczekiwano (odpowiednio o 0,5 i 0,4 proc.). Bazowy wskaźnik wydatków osobistych też (PCE core) wzrósł mniej niż prognozowano (0,1 proc.). Takie dane co prawda nie zapowiadają kontynuacji ożywienia gospodarczego, ale inwestorzy byli bardzo zadowoleni, że presja inflacyjna zmniejsza się. Okazało się też, że indeks Chicago PMI, który pokazuje jak rozwijała się gospodarka w regionie Chicago co prawda spadł, ale mniej niż oczekiwano (z 61,7 do 60,2 pkt.). Ten indeks ostatnio zmienia się z miesiąca na miesiąc bardzo gwałtownie raz sygnalizując stagnację, a za chwilę szybki rozwój, ale rynek przyjął te dane życzliwie. Nieco zaskakujące były dane o wydatkach na konstrukcje budowlane. Wzrosły o 0,9 proc. (oczekiwano wzrostu o 0,2 proc.). Problem w tym, że wzrost wynikał nie z aktywności rynku budowy domów, a z wydatków federalnych oraz wzrostu aktywności budownictwa niemieszkalnego. Ostateczna weryfikacja indeksu nastroju Uniwersytetu Michigan pokazała, że nastroje w stosunku do połowy marca poprawiły się (ale w porównania do maja indeks spadł).

Ceny obligacji rosły reagując na dane o inflacji i lekceważąc inne raporty. Wyglądało to tak jakby gracze uciekali w bezpieczne instrumenty. Kurs EUR/USD teoretycznie zachowywał się klasycznie to znaczy rósł reagując na spadek rentowności obligacji, ale problem w tym, że ten szybki wzrost rozpoczął się przed południem. Wcześniej niż zaczęły drożeć obligacje. Tylko surowce zachowały się tak jak powinny. Tracący dolar poprowadził ceny na północ. Jednak miedź i złoto podrożały jedynie nieznacznie. Najmocniej podrożała ropa. Cena baryłki w USA zbliża się do 70,5 USD.

Wzrost ceny ropy ostatnio pomagał rynkowi, bo rosły ceny akcji w sektorze paliwowym. Tym razem nie pomógł. Nie bardzo działały też dobre informacje ze spółek. Najmocniej rósł kurs RIM i Apple (skutek debiutu mocno przereklamowanego iPhone). Tracił sektor finansowy podobno dlatego, że gracze ciągle obawiają się skutków ochłodzenia na rynku ryzykownych kredytów hipotecznych. Słabo też zachowywał się sektor sprzedaży detaliczne. Powodem był raport Office Depot. Spółka poinformowała, że sprzedaż w drugim kwartale była bardzo słaba z powodu pogarszania się sytuacji gospodarczej.

Indeksy zaczęły sesję od dużego wzrostu, a potem było już tylko gorzej. Każda próba podniesienia indeksów spotykała się z kontrą. Próbowano to tłumaczyć tym, że część inwestorów przed środowym Dniem Niepodległości bierze sobie już wolne, ale mnie to nie przekonuje. Zanosiło się na całkiem dużą przecenę, ale w ostatnich 30 minutach byki wzięły się do roboty i udało się zamknąć sesję jedynie niewielkimi spadkami. Tak słabe zakończenie zdecydowanie nie jest tym, czego by sobie byki życzyły. Ten tydzień może być dla posiadaczy akcji trudny.

Poniedziałek rozpoczyna okres, w którym rynki amerykańskie będą mniej aktywne (przynajmniej w jego pierwszej części) z powodu środowego Dnia Niepodległości. Nie znaczy to jedna, że nic się nie będzie dzisiaj działo, bo mniejszy wolumen sprzyja gwałtownym ruchom kursów i indeksów. Rano dowiemy się, jaka jest sytuacja w sektorze produkcyjnym w poszczególnych krajach Europy i w całej strefie euro (pokażą to indeksy PMI). Dane te będą miały jednak bardzo umiarkowany wpływ na zachowanie rynków finansowych. Po południu zostanie opublikowany podobny indeks (instytutu ISM) dla amerykańskiego sektora produkcyjnego i ta właśnie publikacja na decyzje graczy może wpłynąć. Co prawda ten segment gospodarki to mniej niż 20 procent całości, ale oczywiste jest, że dane lepsze od prognoz doprowadziłyby do umocnienia dolara i wzrostu rentowności obligacji. Nie musi to jednak pomóc rynkowi akcji.


Rozgrywki funduszy doprowadziły do spadku indeksów

W piątek na naszym rynku walutowym złoty wzmacniał się w stosunku do euro i dolara reagując w ten sposób na wzrost kursu EUR/USD. Niczego nie zmieniła publikacja bilansu płatniczego Polski za 1. kwartał. Decydujące znacznie miał duży wzrost kursu EUR/USD. Był na tyle duży, że wymusił znaczne umocnienie złotego do dolara, ale do euro złoty jednak trochę stracił. co sygnalizuje, że gracze są niepewni. W chwilach świetności złotego wzrost kurs EUR/USD doprowadzał do spadku kursów obu głównych walut na naszym rynku. Dzisiaj gracze nadal wpatrywać się będą w to, co będzie się działo na rynku USD/JPY i EUR/USD.

GPW poszła w piątek (ale tylko rano) śladem innych giełd europejskich. Słabe zakończenie sesji w USA najwyraźniej zaniepokoiło graczy. Być może psuł też nastroje debiut akcji LC Corp. Spory spadek w stosunku do oferty pierwotnej było dla wielu inwestorów zaskoczeniem. Przecież to jest nie tylko spółka tak modnego od dłuższego czasu sektora deweloperskiego, ale miała też działać magia nazwiska Leszka Czarneckiego. Taki słaby debiut może sygnalizować, że szaleństwo na tym rynku może się już kończyć. Nic więc dziwnego, że MWIG40 zachował się przez czas dłuższy gorzej niż WIG20.

Niepokoić mogło również to, że cena ropy kontynuowała zwyżkę, a jednak nasz sektor paliwowy na to reagował niejednoznacznie. Zwracał uwagę zmniejszony obrót. Najwyraźniej fundusze postanowiły dowieźć do końca półrocza dobre wyniki i nie paliły się do kupna akcji. Nie było też widać większej ochoty do sprzedaży akcji. Sytuacja praktycznie nie zmieniła się po publikacji dobrych danych w USA, kiedy to indeksy w Eurolandzie szybko ruszyły do góry, a Amerykanie na początku swojej sesji też wykazali się znacznym optymizmem. WIG20 jednak spadł, co świadczy albo o tym, że niektórzy zarządzający są jasnowidzami i przewidzieli jak skończy się sesja w USA albo (co rzecz jasna jest zdecydowanie bardziej prawdopodobne) fundusze pilnowały się nawzajem, a nawet starały się zaszkodzić konkurencji w dobrym zakończeniu półrocza.

Nie ma to już dzisiaj większego znaczenia. Sesja w USA zakończyła się niedobrze (a mogło być dużo gorzej), a nastroje są tam kiepskie. Dla nas jednak istotne powinno być to, że rośnie cena ropy i miedzi. W końcu musi to przecież przełożyć się na wzrost cena akcji naszego sektora surowcowego. Gdyby jednak nastroje w Eurolandzie były słabe (a powinny) to indeksy i u nas będą się osuwały. Wydaje się, że czeka nas marazm z małym obrotem i skłonnością do nadmiernych reakcji na zewnętrzne impulsy. Typowy okres wakacyjny.


Komentarz przygotował
Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

 

Supra Brokers: Rafał Holanowski przestał pełnić funkcję prezesa

Firma brokerska Supra Brokers poinformowała, że wraz z wkroczeniem w nowy etap rozwoju, którego kierunek wyznacza ekspansja na nowe rynki i nowe...


czytaj dalej

Signal Iduna: Krzysztof Konstanciuk szefem Biura Sprzedaży Korporacyjnej

4 listopada Krzysztof Konstanciuk objął stanowisko Managera Sprzedaży Korporacyjnej Signal Iduna Polska. W ramach swoich obowiązków będzie...


czytaj dalej

UE: Koniec prania na zielono

Ministrowie finansów Unii Europejskiej są gotowi przyjąć nowe zasady wymagające od zarządzających aktywami, ubezpieczycieli i funduszy...
czytaj dalej

Lloyd’s: Jedno ciało kierownicze

Ubezpieczeniowy i reasekuracyjny rynek Lloyd’s ogłosił swoją decyzję połączenia Rady Lloyd’s i Zarządu Franczyzy. Połączenie wejdzie w życie 1...


czytaj dalej

Rynek ubezpieczeń: PZU przyjrzy się AXA i mBankowi

Grupa PZU rozważy możliwość przejęcia aktywów AXA, które ewentualnie zostałyby wystawione na sprzedaż, oraz mBanku. Zakład nie myśli o sprzedaży...


czytaj dalej

UFG: Powstanie nowy system przekazywania akt szkodowych

Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG) rozpoczyna budowę systemu ułatwiającego ubezpieczycielom przekazywanie akt szkodowych. Pierwszym etapem...


czytaj dalej

 

Adres redakcji

ul. Bracka 3 lok. 4
00-501 Warszawa

email redakcja@gu.com.pl

Gazeta

Prenumerata
E-wydanie

Firma

Redakcja
Reklama

Ogłoszenia

Podcast

Zamów newsletter
Facebook