Reklama

Jeśli nie wzrost, to co?
wtorek, 26 marca 2019 10:18

No i zaczęło się, wartość rynku ubezpieczeniowego po raz pierwszy od 2015 r. spadła. Te spadki czuć w powietrzu, widać w zmarszczonych brwiach i chmurnych minach menedżerów odpowiedzialnych za sprzedaż. Bo przecież są plany, cele i generalnie trzeba rosnąć. A może jednak nie trzeba?

Gdy popatrzymy na światową gospodarkę, to widzimy wyraźnie, że rosnąć jest coraz trudniej. Stopy zwrotu to właściwie stópki i nic nie wskazuje na to, że sytuacja miałaby się odwrócić. Na początku lat 90. filozof Francis Fukuyama przedwcześnie ogłosił koniec historii, pewnie przedwczesne okazałoby się również ogłaszanie końca ery kultu powszechnego wzrostu. Coś się jednak zmieniło. Światowe korporacje, ale nasze rodzime również, bardziej eksponują wartości społeczne, odpowiedzialność za środowisko naturalne, pochodzenie swoich produktów, dobrostan pracowników. Do ideału na pewno jeszcze długa droga, ale stopniowa zmiana w mentalności jest niewątpliwa.

Nowe pokolenie nie jest gotowe z równym zaangażowaniem, co poprzednie, wypruwać żyły dla pompowania globalnego i lokalnego wzrostu. Warren Buffett ponoć powiedział, że „zajęty to nowy głupi”. Wolno mu, w końcu jest jednym z najbogatszych ludzi świata. Ale przecież jeszcze nie tak dawno to zajętość świadczyła o prestiżu. Menedżerowie pracowali po 14 czy 16 godzin ze specyficznym poczuciem misji. Człowiek sukcesu miał być zajęty i na 120% zaangażowany. Ten etos zaczął się stopniowo rozkruszać. Najpierw pod postacią dość mętnej idei work-life balance, która próbowała pogodzić ogień z wodą i tak naprawdę nakładała na sferę życia prywatnego podobną zadaniowość, jaka panowała w świecie korpo. Życie rodzinne i tak zwany „rozwój osobisty” to były dodatkowe projekty, rządzące się podobnymi regułami, jak te firmowe. Efektywność, ergonomia, wydajność to wciąż kryteria rodem z XIX-wiecznych fabryk i linii produkcyjnych.

Kultura globalnego wzrostu wiązała osobiste szczęście z rosnącą konsumpcją. Jeśli zarobisz więcej, będziesz szczęśliwszy. Jeśli kupisz X, Y, Z, będziesz szczęśliwszy. Te obietnice były jednak na wyrost. Pogoń za materialnym szczęściem doprowadziła część z nas do bezsenności i depresji, a innych do dezercji. Pojawiły się ruchy związane z minimalizmem i ekologią, a korporacje przestały zapraszać na swoje doroczne kongresy wyłącznie speców od osobistej wydajności z wybielonymi zębami. Ze scen zaczęli przemawiać ludzie mówiący o sensie życia, a nie tylko o posiadaniu. Teoretycy zarządzania zauważyli, że ludzie traktowani podmiotowo, z szacunkiem i mający przestrzeń do rozwoju, pracują jednak lepiej od poniewieranych wyrobników tyrających za najniższą możliwą stawkę. Zaczęto dostrzegać, że znaczenie ma szczere zaangażowanie czy wyznawane wartości.

Ponownie przypomnę badania profesora Rafała Ohme, przeprowadzone na sieci sprzedaży pewnego zakładu ubezpieczeń. Agenci rzeczywiście troszczący się o dobro klienta i rzeczywiście wierzący w jakość swojej oferty (z akcentem na rzeczywiście) sprzedają aż pięć razy więcej od kolegów i koleżanek, którzy takie wartości tylko fasadowo deklarują.

Międzynarodowe instytuty badawcze zaczęły poważnie mierzyć wartość zaufania, a dokładniej gigantyczne straty, jakie gospodarki ponoszą, gdy tego zaufania brakuje. To brak zaufania jest jednym z największych kosztów we współczesnym świecie. Audyty, kontrole, nadzory – to wszystko kosztuje grube miliardy. Być może, zamiast inwestować w kolejne formy sprawdzania się nawzajem, warto by było inwestować we wzrost wzajemnego zaufania. Trudna sprawa, ale ważna. Potrzebna również w naszej branży, gdzie towarzystwa nie ufają agentom, agenci towarzystwom, towarzystwa klientom, a klienci towarzystwom. Naszą branżę ta nieufność też drogo kosztuje.

Przedstawiciele pokolenia X urodzeni w latach 60. i 70. nie mają już takiej pary, jak kiedyś, żeby wypruwać z siebie całą życiową energię dla realizacji celów biznesowych korporacji. Ich młodsi koledzy z lat 80. i 90. nigdy takiej pary nie mieli. Nie ma więc komu pompować wzrostu. I może to wcale nie jest tragedia, ale właśnie szansa, bo wszyscy mamy okazję do pewnych przewartościowań. Korporacje i mniejsze firmy mogą uwzględnić w swoich strategiach nie tylko zwiększanie udziału w rynku, ale także inne kwestie, które dla współczesnego człowieka są coraz istotniejsze.

Aleksandra Wysocka

 

Rynek ubezpieczeń: Wiener TU zamiast Gothaer TU

Po prawie siedmiu latach z polskiego rynku ubezpieczeń znika marka Gothaer. Za kilka tygodni przejęte przez Vienna Insurance Group towarzystwo...


czytaj dalej

Aviva TUnŻ: Mariusz Grendowicz przewodniczącym rady nadzorczej

Mariusz Grendowicz został powołany na przewodniczącego rady nadzorczej Aviva TUnŻ. To pierwszy niezależny członek RN firmy w Polsce, który objął...


czytaj dalej

Lloyd’s: Plan przechodzenia na platformę elektroniczną

Ubezpieczyciele z rynku Lloyd’s of London przenieśli już 45% swojego biznesu na platformę elektroniczną, wyprzedzając plan.

Branża...


czytaj dalej

Insurance Europe: Frédéric de Courtois wiceprezesem nowej kadencji

Frédéric de Courtois, dyrektor generalny Grupy Generali, został wybrany 22 maja na trzyletnią kadencję na stanowisku wiceprezesa Insurance Europe....


czytaj dalej

Warta odstępuje od oferowania PPK

Na nieco ponad miesiąc przed startem Pracowniczych Planów Kapitałowych z uczestnictwa w programie wycofała się jedna z firm zarejestrowanych już w...


czytaj dalej

Rynek ubezpieczeń: Powódź zalewa południową Polskę

Kilka dni intensywnych opadów deszczu sprawiło, że Polska, zwłaszcza południowa, zaczęła zmagać się z nadmiarem wody. Doszło już do kilkuset...


czytaj dalej

 

Adres redakcji

ul. Bracka 3 lok. 4
00-501 Warszawa

email redakcja@gu.com.pl

Gazeta

Prenumerata
E-wydanie

Firma

Redakcja
Reklama

Ogłoszenia

Podcast

Zamów newsletter
Facebook