Rozmowa z Tomaszem Kukułą, CEE Regional Chief Underwriting Officer, Generali
Aleksandra Wysocka: – Zacznijmy od mapy inwestycji w regionie. Gdzie dziś naprawdę „dzieje się” budowlanka i energetyka?
Tomasz Kukuła: – Z perspektywy Europy Środkowo-Wschodniej Polska wciąż jest rynkiem kluczowym pod względem wolumenu nowych projektów. W innych krajach regionu, może poza Serbią, liczba inwestycji jest znacznie mniejsza, co ma duży związek z sytuacją geopolityczną, a więc i dostępnoscią kapitału czy funduszy UE.
Mimo tej ogólnej dosyć trudnej sytuacji cały region nadal mocno inwestuje w odnawialne źródła energii. W Polsce jest podobnie, przy czym siłą rzeczy realne projekty offshore, które toczą się tu dziś, zlokalizowane są na Bałtyku. W kilku krajach równolegle trwają przygotowania do wzmocnienia systemu energetyki jądrowej. W Czechach i Rumunii prace idą pełną parą, Polska powoli dołącza do tego grona.
Warto wspomnieć, że na Węgrzech projekt oparty na technologii rosyjskiej został zatrzymany po wybuchu wojny w Ukrainie. W Serbii nadal widać dużo inwestycji w infrastrukturę drogową i kolejową, gdzie mocno obecni są chińscy wykonawcy, jednak bieżąca sytuacja polityczna wewnątrz tego kraju może istotnie wpłynąć w najblizszym czasie na stabilność tego sektora.
Podsumowując, sytuacja w regionie w obszarze inwestycji jest dynamiczna i dosyć złożona, ale nadal postrzegam ją jako pozytywną.
Generali w CEE chwali się stabilnym portfelem. O jakiej skali biznesu w ubezpieczeniach przemysłowych mówimy?
– W całym regionie przekraczamy dziś 600 mln euro składki w ubezpieczeniach korporacyjnych. Konsekwetnie realizujemy naszą politykę underwritingową we wszystkich krajach regionu, stawiając na stabilność i przewidywalność underwritingu, jakość ryzyka i relacje z partnerami.
Portfel jest rentowny, stabilny i wzrasta w oczekiwanym tempie, a 2025 r., odpukać, także ułożył się solidnie, choć pamiętamy, że rok wcześniej powódź w Czechach, Polsce i Słowacji istotnie wpłynęła na wynik techniczny.
Polscy brokerzy mają opinię bardzo wymagających partnerów. Co wyróżnia ich na tle kolegów z regionu?
– Polski rynek jest postrzegany w regionie jako bardzo nowoczesny i dynamiczny. Ma to moim zdaniem związek zarówno ze skalą, jak i z koncentracją dużych ryzyk przemysłowych, dla których potrzebna jest duża pojemność ubezpieczeniowa, a także z naszą znaną na świecie przedsiębiorczością i innowacyjnością. Jest to też zasługa brokerów i ich bliskich relacji z Londynem oraz innymi rynkami międzynarodowymi.
Mniejsze rynki, na przykład Czechy czy Węgry, gdzie lokalna pojemność ubezpieczeniowa jest w dużej mierze wystarczająca, są zakorzenione bardziej w modelu niemieckim, w związku z czym słabiej korelują z globalnymi cyklami. Polska na ich tle reaguje błyskawicznie na każdy ruch rynków światowych.
Szkody katastroficzne coraz częściej stają się punktem zwrotnym dla całych portfeli. Ma Pan przykład, który najlepiej oddaje skalę tego wyzwania?
– Jeszcze kilka lat temu ekspozycja na ryzyka katastroficzne w naszym regionie miała dużo mniejszy wpływ na politykę underwritingową. Dziś to one definiują ryzyko w ubezpieczeniach majątkowych czy budowlano-montażowych. Ostatni przykład w jednym z krajów CEE mówi sam za siebie: gradobicie zniszczyło praktycznie wszystkie ogniwa fotowoltaiczne dosłownie tuż przed odbiorem bardzo dużej farmy fotowoltaicznej. 30 minut i ponad 100 mln euro znika z bilansu.
To pokazuje, jaką zmienność potrafią generować katastrofy naturalne, także w sektorze OZE. Dla rynku ubezpieczeniowego to jest ogromne wyzwanie – z jednej strony słusznie oczekuje się od ubezpieczycieli zapewnienia realnej ochrony ubezpieczeniowej, a z drugiej – stabilności finansowej oraz osiągania przewidywalnych wyników technicznych.
Rynek mówi, że cykl cenowy przyspieszył. Jak wygląda dziś poziom cen w Polsce w porównaniu z sąsiadami?
– Londyn obniża oferty o 20–30% w stosunku do ubiegłego roku i Polska reaguje na to najszybciej w regionie. Czechy pozostają raczej stabilne, co wynika z większej lokalności rynku, na którym nadal widać korektę w związku z ubiegłorocznymi powodziami, które bardzo mocno odbiły się na wynikach wszystkich ubezpieczycieli.
W innych krajach sytuacja rozwija się mniej dynamicznie, na razie nie ma tak dużej tendencji spadkowej, rynki koncentrują się raczej na utrzymaniu dotychczasowych poziomów wyceny ryzyka.
Często słyszy się zarzut, że proces underwritingowy trwa za długo i wymaga zbyt wielu danych. Jak chcecie to zmienić?
– Pracujemy nad tym bardzo intensywnie. Rozwój technologii pozwala na znacznie szybsze dopasowanie systemów informatycznych i ich integrację, co daje duże możliwosci zautomatyzowania procesu underwritingowego, szczególnie w odniesieniu do standardowych, średniej wielkości ryzyk. To oznacza krótszy czas, mniej pytań, więcej elastyczności.
Ciężką, wielowątkową analitykę i pełną granulację danych zostawiamy dla ryzyk największych i najbardziej złożonych. To prosty sposób na szybszy obrót i lepsze doświadczenie rynku, bez kompromisu w procesie kontroli dużych ekspozycji.
OZE to dziś pole walki o uwagę inwestorów. Czy Generali chce być jednym z głównych graczy w tym segmencie?
– Jak każdy poważny gracz chcemy być w OZE i jesteśmy. Podaż pojemności jest jednak bardzo duża, więc warunki są ambitne i mocno konkurencyjne. Uczestniczymy w projektach, kierując się przede wszystkim kryterium adekwatności warunków do ryzyka, czyli w granicach rentowności. Konkurenci, rzecz jasna, mają swoje własne podejścia do ratingu i różne logiki budowy portfela.
Produktowo podchodzimy elastycznie, ale zgodnie z międzynarodowymi standardami: CAR/EAR/ALOP, Project CARGO/MDSU, OC w procesie inwestycyjnym, a potem ubezpieczeniami operacyjnymi z machinery breakdown włącznie. Najważniejsze to właściwe dopasowanie zakresu do profilu projektu i tu rola brokerów jest kluczowa i nie do przecenienia.
Brokerzy coraz częściej pytają o klauzule i elastyczne sumy ubezpieczenia. Ile swobody dajecie inwestorom?
– Jesteśmy otwarci na rozmowę zarówno o konstrukcji klauzul, wordingu, jak i o różnym podejściu do kalkulacji sumy ubezpieczenia ALOP czy BI w projektach OZE. Zachęcamy wszystkie spółki Generali w regionie, aby aktywnie rozmawiały z brokerami o tym, co da się dopasować do realiów inwestycji, jednakże ważne jest, żeby robić to z zachowaniem założonej dyscypliny underwritingowej.
Na koniec – za co polskich brokerów ceni Pan najbardziej, a co, Pana zdaniem, powinni jeszcze przemyśleć?
– Na pewno za dynamikę, międzynarodową trakcję, czyli szybkie łączenie kropek między Warszawą a rynkami zagranicznymi, i za odwagę w poszukiwaniu nieszablonowych, nowoczesnych rozwiązań.
A do przemyślenia? Zdarzenia katastroficzne wszystkich uczestników rynku uczą pokory. Pół godziny żywiołu potrafi zweryfikować najbardziej ambitne założenia.
Dziękuję za rozmowę.
Aleksandra E. Wysocka