Na początku września razem z Altkomem zorganizowaliśmy śniadanie underwritingowe poświęcone automatyzacji i sztucznej inteligencji. Frekwencja i zaangażowanie uczestników pokazały, że temat jest ważny i że potrzebujemy rozmowy wychodzącej poza granice jednej organizacji.
Choć punktem wyjścia był underwriting, wniosek dotyczy nas wszystkich. Coraz częściej przekazujemy technologii część własnej pracy. Nie ma już wyboru, czy wejść do tej rzeki. Wszyscy już w niej jesteśmy. Możemy nauczyć się pływać albo łapać przepływające kłody, ale trudno udawać, że siedzimy bezpiecznie na brzegu i sprawa nas nie dotyczy.
Podczas spotkania rozmawialiśmy zarówno o możliwościach automatyzacji, jak i o ryzykach, które pojawiają się razem z nią. Jedna z najciekawszych analogii prowadziła do lotnictwa. Współczesny pilot pracuje zupełnie inaczej niż kilkadziesiąt lat temu. Ogromną część zadań przejęła technologia. Historia katastrof lotniczych pokazała jednak, że człowiek nadal musi mieć kompetencje, które uruchomi, gdy system zawiedzie.
Odpowiedzią nie jest wyrzucenie technologii z kokpitu i powrót do awionetek czy szybowców. Nie chodzi o wybór: człowiek albo maszyna. Potrzebujemy świetnie wyszkolonego człowieka wyposażonego w narzędzia, także przygotowanego na sytuację, w której narzędzie nagle przestaje współpracować.
Najgorszy wariant to pilot obecny jedynie formalnie. Siedzi w kabinie, lecz przez lata nie ćwiczy sytuacji, w których musi przejąć stery. Sama obecność człowieka w procesie niczego jeszcze nie gwarantuje. Znaczenie ma to, czy nadal potrafi on samodzielnie ocenić sytuację i zareagować, kiedy automat się myli.
Tak samo dzieje się w każdej pracy, do której wprowadzamy nowe technologie. Obrażanie się na nie, pisanie gęsim piórem i wpinanie wydruków do segregatorów nie daje gwarancji jakości. Gdy wszystko od początku do końca wykonuje człowiek, nadal zostają z nami ludzkie pomyłki, przeoczenia, a czasem zwyczajne lenistwo. Człowiek nie staje się nieomylny tylko dlatego, że pracuje ręcznie.
Przekazując część procesu technologii, rozwiązujemy jedne problemy i tworzymy nowe. To dość niewygodna prawda, bo znacznie przyjemniej byłoby kupić system, wdrożyć go i odhaczyć temat. Tymczasem każde nowe narzędzie wymaga uczenia się także jego błędów.
Automatyczna sygnalizacja świetlna czasem się psuje. Nie oznacza to jednak, że powinniśmy ją zlikwidować i na każdym skrzyżowaniu ustawić policjanta z drogówki. Byłoby to niewykonalne, a policjant również może się pomylić.
Technologię trzeba więc adaptować mądrze, bez zachwytu odbierającego zdolność samodzielnego myślenia, ale też bez sentymentu do starych rozwiązań tylko dlatego, że są dobrze znane. Każdy z nas powinien obserwować nowe błędy, wyciągać wnioski i dbać o kompetencje potrzebne do przejęcia sterów.
Nie zatrzymamy tej rzeki. Możemy natomiast coraz lepiej w niej pływać. I na razie zadbać o to, żeby pilot wciąż z nami leciał.
Aleksandra E. Wysocka
redaktorka naczelna „Gazety Ubezpieczeniowej”







