Młodzi przetrwają

0
320

Po prawdzie zastanawiałem się, Czytelniku, czy nie zatytułować inaczej dzisiejszej Ryzykonomii. A mianowicie „Umrą tylko starzy”. Bo taki mniej więcej przekaz, wyjątkowo głupi, słyszymy od pewnego czasu i w mediach, i – o zgrozo – od różnych oficjeli.

To prawda, że groźny koronawirus jest najgroźniejszy dla osób 70+, ale uwaga, nowina: i oni są ludźmi. To nasi ojcowie, matki, babcie, dziadkowie, krewni, znajomi. Argument więc jest wyjątkowo durny i uczynił już mnóstwo szkód.

Choćby na tym poziomie, że „młodym” już i tak z natury swojej młodości bardziej (delikatnie mówiąc) beztroskim cała ta epidemia wydaje się żałosnym nudzeniem starych ramoli (w erze Insta i Fejsa to zdaje się już od 40+). Mało sobie więc robią z ostrzeżeń i choćby dzisiaj rano widziałem stojących w radosnej kolejce po promocyjne śniadania, w tłoku. A co tam! Młodzi przeżyją! Ale i to nie do końca jest prawdą, bo i młodzi, choćby obciążeni chorobami umierają.

Żarty się skończyły – i młodzi, i starzy! Mamy globalną epidemię, nawet jeżeli Światowa Organizacja Zdrowia (WHO, polecam śledzenie strony w internecie) jeszcze tego nie ogłosiła.

Nie będziemy podawać danych, bo jak wspomnieliśmy, zmieniają się z godziny na godzinę, więc polecimy kolejne źródło, interaktywną mapę „Johns Hopkins”, którą jeżeli dodacie jeszcze „map” i „COVID-19”, łatwo wygooglujecie w sieci. Nie jest dobrze i już sama lektura „mapy” budzi zastanowienie.

Widzimy choćby i słyszymy właśnie, że Chińczycy nie tyle opanowali, co (jak twierdzą) „kontrolują” postępy wirusa. Ale tu pytanie: na jak długo? Co będzie, kiedy ruszą do fabryki, bo ruszyć muszą i bardzo chcą, bo gospodarka „pada”? Bo przecież wirus tam nie zniknął i zarażonych są ciągle dziesiątki tysięcy, a kraj ludny…

Fakt, że Chiny pierwsze pokazały, że żarty się skończyły, młodzi i starzy. Wdrożyły drakońskie kroki, de facto zamykając całe miasta. Teraz tym tropem idą Włochy, gdzie epidemia sieje po Chinach największe spustoszenie. I inne kraje.

Bo jak mówi WHO ustami swojego szefa, doktora Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa możemy (My, ludzkość!) mieć tę epidemię jako pierwszą w historii pod kontrolą. Ale musimy działać proaktywnie i agresywnie. Żarty się skończyły.

Konieczne są drastyczne kwarantanny całych obszarów, zamykanie (jak Izrael) albo ścisła kontrola granic, przy czym słowo „ścisła” zdaje się bywa różnie rozumiane. Konieczne są „agresywne” działania podejmowane przez państwa i społeczności. Zakaz imprez, spotkań, wydarzeń publicznych. Ba, we Włoszech w rejonach epidemii zakazano nawet wesel! Ale i kto by się tu weselił…

W Polsce słyszymy właśnie o zakazie imprez masowych, przy czym w terminologii ustawy to na przykład mecz na stadionie powyżej 1000 osób. A 998? To wystarczy?

Musimy się pogodzić, że nasze życie na jakiś (jaki?) czas się zmieni, że trzeba ograniczyć kontakty, a zamiast podawać ręce, stukać się „żółwikiem” albo lepiej wymieniać „znak pokoju”. Oczywiście młodzi wiedzą, że przetrwają, ale co z ich rodzicami, dziadkami?

Konieczne jest przejście od osobistej „świadomości ryzyka” do „społecznej świadomości ryzyka”. Oczywiście przy założeniu, że jakaś świadomość ryzyka, choćby na poziomie instynktu samozachowawczego istnieje. Trzeba więc ludzi uświadamiać, także młodych (oni przetrwają!), że to, co robią, może mieć skutki dla ich rodzin, całej społeczności. I nie jest to wcale sprawa łatwa, w Polsce, gdziekolwiek. Konieczny jest WSPÓLNY wysiłek.

Żarty się skończyły. Dla biznesu ta pandemia, dawno zresztą przewidywana przez szaleńców od ryzykonomii, naukowców i wiele osób świadomych zagrożeń współczesności, to gigantyczne wyzwanie, dramat.

Na giełdach widzimy historyczne spadki, sypią się łańcuchy dostaw, niestety masowo „zakotwiczone” w Chinach i regionie. Pada transport, turystyka wręcz znika w oczach. Gospodarka wchodzi w czasy recesji. To jest ten czas, kiedy należy zarządzać ryzykiem, bo żarty się skończyły.

Co należy robić ? Mówimy o tym w rozmowie z redaktor naczelną w podcaście „Gazety Ubezpieczeniowej” oraz piszemy już wkrótce w kolejnym tekście Ryzykonomii.   

dr Jerzy Podlewski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here