Blog - Strona 1537 z 1813 - Gazeta Ubezpieczeniowa – Portal
Strona główna Blog Strona 1537

„Program odbudowy zdrowia Polaków” – lekarza trzeba odwiedzać?

0
Daniel Zdziński

Jak to jest z tym zdrowiem? Mamy co odbudowywać po, a raczej w trakcie pandemii, wręcz w jej absolutnym szczycie? Tytuł artykułu nie jest wytworem mojej wyobraźni, ale cytatem z wypowiedzi Pana Ministra Zdrowia.

Nie ukrywam, że lekko mnie Pan Minister zaniepokoił. Z dwóch powodów:

  • musi być bardzo źle, skoro potrzebna jest aż odbudowa zdrowia Polaków, i wcale nie jestem przekonany, że problem zrodził się w wyniku pandemii. Ewentualnie pandemia ten problem uwidoczniła;
  • nie do końca rozumiem, co to znaczy, że lekarza trzeba odwiedzać. Do tej pory wydawało mi się, że do lekarza należy chodzić, aby się leczyć, a nie żeby go odwiedzać. Jestem wręcz przekonany, że jednym z problemów służby zdrowia w Polsce są właśnie osoby „odwiedzające” lekarzy, a nie osoby, które wymagają leczenia.

No ale cóż, jak wiemy, nie wszystko trzeba rozumieć, nawet więcej – nie wszystko da się zrozumieć. Problemy te dotyczą nie tylko państwowej służby zdrowia, ale również prywatnej, abonamentów medycznych czy ubezpieczeń zdrowotnych.

Dlaczego pracodawca wykupuje dodatkowe świadczenia dla pracowników?

Generalna zasada była taka, że z jednej strony chce zapewnić swoim pracownikom dostęp do badań medycyny pracy, ale z drugiej strony, i to jest chyba o wiele ważniejsze, zapewnić stosunkowo sprawne podejmowanie przez pracowników leczenia chorób, które statystycznie w każdej grupie pojawić się muszą.

Pracodawca miał mieć z tego tytułu określone korzyści, spowodowane mniejszą absencją chorobową, szybszym powrotem pracownika do pełnej sprawności i oczywiście wzrostu jego zadowolenia względem pracodawcy za zapewnienie tych wszystkich „ekstrasów”. Wiadomo, pracownik zadowolony jest bardziej wydajny, pozytywnie nastawiony i w ogóle szczęśliwy.

I powstaje pytanie, czy dzisiejsza rzeczywistość jest w stanie zapewnić takie właśnie efekty pracodawcy? Według mnie w coraz mniejszym stopniu. Prywatne ubezpieczenia zdrowotne coraz bardziej upodabniają się do tych publicznych.

Coraz częściej pracodawcy zastanawiają się, czy jest nadal sens pokrywać koszty dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego. Jest kryzys, mniej pieniędzy, może lepiej zaoszczędzić lub przeznaczyć te pieniądze na inny cel. Cena usług medycznych rośnie w zastraszającym tempie, a to może oznaczać wzrost składki już od najbliższej rocznicy polisy czy umowy abonamentowej.

Szansa na to, że za wzrostem składki pójdzie wzrost zadowolenia, jest minimalna, bo jedyną rzeczą, na którą ewentualnie wystarczy, będzie pokrycie realnie rosnących kosztów.

Coraz częściej pracodawca będzie się zastanawiał, czy to ma sens i czy stać go na to, żeby nadal finansować pewną fikcję. Z drugiej strony wszystkie badania wskazują, że pracownicy właśnie dodatkową opiekę medyczną podają (w ponad 70%) jako najbardziej pożądany benefit pracowniczy.

A może to szansa dla ubezpieczycieli?

Od dawna uważam, że ubezpieczenie zdrowotne w Polsce to fikcja. Tak naprawdę produkty, które rzeczywiście mogą być uznane za ubezpieczenia zdrowotne, można zliczyć na palcach jednej ręki.

Większość oferowanych produktów stanowi lepszą lub gorszą opiekę ambulatoryjną, która coraz bardziej upodabnia się do publicznej służby zdrowia. Dlaczego? Bo problemy są identyczne. Brak lekarzy, brak pielęgniarek i wiele innych czynników.

Mam pełną świadomość, że potrzebne są zmiany systemowe, prawne, które mogą ułatwić rozwój prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych. Koszyk świadczeń podstawowych. Wiadomo, że gdy wszystkim pod względem prawnym należy się wszystko, to wszyscy dostają namiastkę opieki medycznej. Bardziej obrotni i ze znajomościami może trochę więcej, ale to nie rozwiązuje jakichkolwiek problemów. Ani Jana Kowalskiego, ani szeroko pojętej opieki zdrowotnej.

Może warto spojrzeć na to z trochę innej perspektywy, bo pracodawcy w obecnej sytuacji będą coraz mniej skłonni, żeby opłacać rosnące w szybkim tempie składki. Nie zmieni też sytuacji ograniczanie zakresu szczególnie diagnostyki. Co mi to da, że mam wielu lekarzy, a diagnostyki jak na lekarstwo. To nie jest wcale tak, że lekarze to cudotwórcy – bez badań diagnostycznych nie są za bardzo w stanie ocenić naszych dolegliwości i stanu zdrowia. A coraz więcej ubezpieczycieli próbuje iść właśnie w tym kierunku.

Może uda się lekko obniżyć cenę, ale jest obawa, że będzie wzrost niezadowolenia osób ubezpieczonych. Bo tak czy inaczej, za diagnostykę muszą zapłacić z własnej kieszeni.

Na pewno nie są szansą tego rozwoju produkty, pewnie nośne dzisiaj, czyli testy na Covid. Po pierwsze, trudno uznać, że jest to produkt ubezpieczeniowy. Nie widać w nich jakiegokolwiek sensu i logiki.

Właściwie już dzisiaj widać, że pomysł na szybkie zebranie w ten sposób składki okazał się płonny. Nagły wzrost zakażeń wystraszył ubezpieczycieli i równie szybko zaczęli się z tych produktów wycofywać, bo pojawiło się coś, czego oni bardzo nie lubią, czyli ryzyko, że na tych umowach można stracić i przy takim tempie rozwoju pandemii te straty mogą być całkiem duże, a przecież nie o to chodziło.

Z punktu widzenia klienta to mało ważne, że ubezpieczyciel czy operator medyczny chwali się wspieraniem walki z Covid. Udostępnia szpitale, organizuje jakieś określone działania. Robi to, bo podpisał kontrakt z NFZ, pewnie ze względu na wsparcie w walce z Covid wyższy, niż by podpisał normalnie, i ma gwarantowane pieniądze, których nie straci. Nijak nie wpływa to pozytywnie na moją opiekę medyczną.

A to ja – jako pracodawca czy klient – za tę opiekę medyczną płacę i jeżeli mam płacić dalej, to muszę mieć świadomość wynikających z tego korzyści. Jeżeli nie, to przestanę płacić, bo dokładnie taką samą teleporadę mam w publicznej służbie zdrowia, ograniczenia diagnostyki też, więc po co płacić za to samo.

Może jednak czas na zmiany?

Może warto zastosować rozwiązania bardzo dobrze znane na rynku ubezpieczeń, czyli udział własny. To może pozwolić obniżyć ceny za pakiety medyczne w stosunku do dzisiaj obowiązujących i pozwoli bardziej otworzyć się na ryzyko, bo dzisiaj to otwarcie jest towarem deficytowym.

Teleporada nie jest niczym złym. Tak naprawdę sprawdziła się dosyć dobrze w czasach pandemii. Klienci złoszczą się, gdy staje się jedyną formą leczenia, nie zawsze skuteczną. I niech pozostanie nadal bez dodatkowych dopłat ze strony klienta.

Poszedłbym nawet dalej: jeżeli lekarz w ramach teleporady uzna, że powinien pacjenta zobaczyć, to wystawi skierowanie i klient nadal nie będzie musiał ponosić dodatkowych opłat. I to bez względu na to, czy będzie to lekarz pierwszego kontaktu, czy specjalista. To lekarz najlepiej wie, czy jest w stanie nas zdiagnozować na podstawie rozmowy, czy powinien nas jednak zobaczyć i zbadać.

Jeżeli z drugiej strony sami nie będziemy chcieli skorzystać z teleporady, tylko chcemy mieć wizytę stacjonarną, to wiąże się to z dopłatą do wizyty. Ważne, żeby ta dopłata nie była wysoka. 20 czy 30 zł nie jest barierą dla większości klientów.

Takie podejście ma szansę rozwiązać przynajmniej kilka problemów: klient nie będzie chodził do lekarza po to, żeby go odwiedzić – do czego namawia niestety Pan Minister Zdrowia – tylko dlatego, że chce się wyleczyć.

Zniknie problem konsultowania jednego schorzenia u pięciu lekarzy, co bardzo często się odbywa, tworząc niestety dodatkowe koszty, które ostatecznie odbijają się na cenie dla wszystkich klientów.

Pozwoli to uporządkować jeszcze jeden problem: nieprzychodzenie na umówione wizyty. Tylko opłata musi być pobrana od razu przy rejestracji online.

To samo dotyczy diagnostyki – dopłaty do badań diagnostycznych, jasno określone, nie jako procent zniżki za badanie, tylko kwota. I co ważne, kwota, która nie jest wyższa niż koszt badania zrobiony samodzielnie.

Oczywiście jak to jest w standardzie u dobrych ubezpieczyli – udział własny można wykupić, wtedy po prostu składka jest wyższa. I to jest oferta dla tych, których stać, ale tak jest na całym świecie. A w pakietach VIP dokładać otwartą diagnostykę i niech klienci za to płacą, jeśli ich stać na określony wydatek comiesięczny.

Co ważne, takie dofinansowanie pozwoli rozszerzać zakresy: liczbę lekarzy i diagnostyki, czyli zwiększa szansę na odbudowanie zdrowia Polaków, o co apeluje Pan Minister Zdrowia.

Na pewno wymaga to zmian w systemach informatycznych operatorów i ubezpieczycieli, ale dzięki pandemii wiele się zmieniło na plus pod tym względem i raczej dalej będzie się zmieniać.

Niewątpliwie w tej skomplikowanej sytuacji jeszcze bardziej ważne staje się dobre pilnowanie zapisów umowy, żeby wyeliminować niespodzianki. Czyli wzrasta rola brokera doradcy.

Daniel Zdziński
prezes zarządu Certo Broker sp. z o.o.

Zawodowa odpowiedzialność cywilna adwokatów

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Adwokat, po łacinie advocatus, oznacza wzywany na pomoc, niosący pomoc. Używając języka bardziej prawniczego, adwokat to prawnik z wykształcenia, świadczący pomoc prawną, w szczególności polegającą na udzielaniu porad prawnych, sporządzaniu opinii prawnych, opracowywaniu projektów różnych aktów prawnych oraz występowaniu przed sądami i urzędami.

Z funkcji reprezentowania przed sądem, rzadziej urzędem, jest adwokat powszechnie bardziej znany. Dlatego adwokatów nazywa się potocznie – choć nieprecyzyjnie – obrońcami sądowymi oraz mecenasami. Tytuł „mecenasa” nie jest tytułem zawodowym, tylko zwrotem grzecznościowym.

W Polsce zawód adwokata wykonywany jest obecnie na podstawie ustawy z 26 maja 1982 r. Prawo o adwokaturze (Dz.U. z 2019, poz. 1513, tekst jednolity).

Adwokaci mogą wykonywać swój zawód: indywidualnie w ramach kancelarii adwokackiej, w zespołach adwokackich, np. w formie spółek cywilnych lub osobowych, np. komandytowych. Natomiast nie mogą prowadzić swojej działalności, zakładając spółki kapitałowe: z ograniczoną odpowiedzialnością lub akcyjne. 

Adwokat musi mieć ukończone wyższe magisterskie studia prawnicze, odbyć trudną, minimum trzyletnią aplikację adwokacką w formie praktyki w adwokaturze oraz zdać egzamin adwokacki.

Osoby posiadające tytuł naukowy profesora lub stopień naukowy doktora habilitowanego w dziedzinie nauk prawnych są zwolnione z konieczności odbycia aplikacji i zdawania egzaminu adwokackiego.

Natomiast adwokaturę w Polsce stanowi ogół adwokatów i aplikantów adwokackich. Prawo wykonywania zawodu adwokata ma tylko ten, kto spełnił wszystkie wymogi określone prawem i został wpisany na listę adwokatów przez okręgową radę adwokacką.

Adwokat a radca prawny

Bardzo często nie rozróżniamy w praktyce zawodu adwokata od radcy prawnego, zwłaszcza po korektach ich uprawnień. Dlatego kilka wyjaśnień na ten temat, a o ubezpieczeniu radców prawnych napiszę w oddzielnym materiale.

Adwokat i radca prawny to tytuły zawodowe przyznawane osobom, które ukończyły pięcioletnie magisterskie studia prawnicze, odbyły trzyletnią aplikację radcowską lub adwokacką prowadzoną przez ich samorządy zawodowe, a następnie zdały egzamin zawodowy przeprowadzany przez Ministerstwo Sprawiedliwości i uzyskały wpis na listę radców prawnych lub adwokatów.

Oba te tytuły zawodowe są równoważne, znajdują się pod ochroną prawną i uprawniają do reprezentowania osób fizycznych, osób prawnych i jednostek organizacyjnych przed wszystkimi sądami, w każdego rodzaju sprawach: karnych, cywilnych, rodzinnych, administracyjnych, karno-skarbowych itd.).

Dla przypomnienia, na sali sądowej radcowie prawni noszą togi z niebieskim żabotem, natomiast adwokaci z zielonym. Zgłaszane są wnioski, aby oba te zawody – ze względu na zbieżność zadań i kompetencji – połączyć w jednej izbie samorządowej.

Kancelarię adwokacką lub kancelarię radcy prawnego mogą prowadzić tylko osoby posiadające te tytuły zawodowe i jest to chronione prawem.

W praktyce spotykamy jednak podobne, ale różne kancelarie prawne, kancelarie odszkodowawcze (szczególnie w ubezpieczeniach) czy kancelarie doradztwa podatkowego. W tych kancelariach usługi świadczą prawnicy niebędący adwokatami lub radcami prawnymi i wynikają z tego faktu bardzo istotne różnice i konsekwencje dla osób korzystających z ich usług. Najważniejsza jest ta, że prawnik oferujący usługi w ramach takiej kancelarii nie może reprezentować klienta przed żadnym sądem.

Ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej

Jednym z ważnych instrumentów ochronnych jest obowiązkowe ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej adwokatów. Każdy adwokat wykonujący zawód podlega obowiązkowemu ubezpieczeniu odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone przy wykonywaniu czynności polegających na świadczeniu szeroko pojętej pomocy prawnej.

Obowiązek posiadania przez adwokatów obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej przewidziany jest w ustawie Prawo o adwokaturze oraz wynika z przepisów Ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych.

Stanisław Kuta

Zakres obowiązkowego ubezpieczenia OC adwokatów został określony w rozporządzeniu ministra finansów z 11 grudnia 2003 r. (DZ.U. z 2003 r., nr 217, poz. 2134) i obejmuje odpowiedzialność cywilną ubezpieczonego adwokata za szkody wyrządzone czynem niedozwolonym oraz powstałe w wyniku niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, o ile są one następstwem zdarzenia powstałego w okresie ubezpieczenia określonym na polisie.

Ubezpieczenie to obejmuje ponadto szkody wyrządzone w ramach wykonywanego zawodu powstałe w wyniku rażącego niedbalstwa i dotyczy to nie tylko samego ubezpieczonego, ale również osób, za które ponosi on odpowiedzialność, np. pracowników kancelarii.

Obok rozporządzenia MF także ustawa Prawo o adwokaturze w art. 8a i 8b określa wymogi tego ubezpieczenia. Wynika z nich, że każdy adwokat podlega obowiązkowemu ubezpieczeniu odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone przy wykonywaniu czynności zawodowych.

W praktyce powyższy obowiązek oznacza, że adwokat czynny zawodowo (nie obowiązuje adwokatów niewykonujących zawodu, np. emerytów) zobowiązany jest do posiadania ważnej polisy OC na wypadek popełnienia ewentualnych błędów przy wykonywaniu zawodu adwokata i wyrządzenia tym samym szkody reprezentowanemu klientowi.

Obowiązek ubezpieczenia OC powstaje w ciągu 30 dni od dnia wpisu na listę adwokatów i nie później niż w dniu poprzedzającym dzień rozpoczęcia wykonywania przez ubezpieczonego czynności, o których mowa w art. 4 ust. 1 ustawy z 26 maja 1982 r. – Prawo o adwokaturze.

Minimalna suma gwarancyjna ubezpieczenia OC, w odniesieniu do jednego zdarzenia, którego skutki są objęte umową ubezpieczenia OC, wynosi równowartość w złotych 50 000 euro. Suma ubezpieczenia w złotych jest ustalana przy zastosowaniu kursu średniego euro ogłoszonego przez Narodowy Bank Polski po raz pierwszy w roku, w którym umowa ubezpieczenia została zawarta.

Do 2011 r. każdy z adwokatów zawierał indywidualne umowy ubezpieczenia lub korzystał z pomocy okręgowych rad adwokackich, do których należał. To one co roku negocjowały warunki ubezpieczenia obowiązkowego OC z ubezpieczycielami dla swoich członków. Wywiązanie się z tego obowiązku, zgodnie z ustawą Prawo o adwokaturze, kontrolował samorząd adwokacki i każdy musiał co roku przedstawić dowód ubezpieczenia w postaci kopii polisy.

Od 2011 r. obowiązek ten przejęła Naczelna Rada Adwokacka i to ona zawiera umowę generalną ubezpieczenia swoich członków – adwokatów. Umowa generalna zawierana jest na trzy lata i obecnie (do 2021 r.) jest zawarta z STU ERGO Hestia SA (wcześniej PZU SA i Warta TUiR SA).

Warunki ubezpieczenia całej grupy zawodowej w kraju w formie ubezpieczenia grupowego są lepsze niż oferowane dla każdego indywidualnie. Między innymi:

  • wprowadzono obok minimalnej sumy gwarancyjnej (50 tys. euro) dziesięć dodatkowych sum ubezpieczenia OC obowiązkowego od 100 tys. do 2 mln euro, co eliminuje konieczność zawierania ubezpieczeń nadwyżkowych przy szerszych zakresach ochrony;
  • zapewniono bardzo dobre ceny ubezpieczenia: dla przykładu przy SG minimalnej – 120 zł, przy 100 tys. euro – 300 zł, 400 tys. euro – 2400 zł, oraz 2 mln euro – 4 872 zł;
  • wszystkie wyższe sumy gwarancyjne (ponad minimalną) są objęte dodatkowym grupowym ubezpieczeniem OC adwokatów (dobrowolne, nadwyżkowe) z sumą na jedno i wszystkie zdarzenia i każdego adwokata na 250 tys. euro.

Dodatkowo oferta tego ubezpieczenia obejmuje automatycznie inne dodatkowe rozszerzenia w każdym wariancie dla każdego adwokata nieodpłatnie, czyli bez dodatkowych kosztów.

Oferta jest bardzo atrakcyjna dla każdego adwokata, przy bardzo łatwym dostępie (akces do ubezpieczenia grupowego, najczęściej przy wpisie na listę zawodu), dlatego prawie nie występują ubezpieczenia indywidualne tego OC. Praktycznie adwokat opłaca tylko składkę, a szkody likwiduje broker.

Pomimo najlepszej staranności, przestrzegania wszystkich norm i zasad etyki, zdarzają się w praktyce błędy i włączana jest odpowiedzialność ubezpieczycieli. Obowiązkowe zawodowe ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej, ale także nadwyżkowe, są więc bardzo potrzebne i przydatne.

dr Stanisław Kuta
doradca zarządu
Alwis & Secura

2 mln osób oszczędza w PPK i PPE

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Obecnie ponad 2 mln osób oszczędza na emeryturę w ramach Pracowniczych Planów Kapitałowych i Pracowniczych Programów Emerytalnych – powiedział 17 grudnia prezes Polskiego Funduszu Rozwoju Paweł Borys. Liczy on, że po pełnym wdrożeniu PPK będzie to ponad 3 mln uczestników. Z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że po 3 kwartałach w PPK bierze udział 1,15 mln osób.

Podczas webinarium w związku z drugą rocznicą działalności PFR Portal PPK, prezes PFR przypomniał, że w pierwszej fazie wdrażania PPK, obejmującej duże firmy, do programu zapisało się 40% pracowników – podał stooq.pl za PAP.

– Spodziewaliśmy się, że małe i średnie firmy, zwłaszcza w kryzysie, to będzie trudniejszy sektor rynku. Udział jest tam średnio o prawie 10 pkt proc. niższy. Uważam, że to jest dobry początek. Pozytywne jest to, że mimo pandemii liczba uczestników PPK wśród dużych firm bardzo się zwiększa w ostatnich miesiącach. Przekroczyła już milion 200 tys. – mówił Paweł Borys. Dodał, że jeśli trend się utrzyma, „to rok za rokiem partycypacja będzie rosła, wraz z tym, jak pracownicy będą widzieli realne korzyści wynikające z uczestnictwa w PPK”.

Prezes PFR nie spodziewa się dużego udziału wśród mikroprzedsiębiorstw, natomiast przewiduje większy poziom w PPK w sektorze publicznym.

– Łącznie na ten moment jest ponad 2 mln osób, które oszczędzają długoterminowo na emeryturę. Jest to wzrost o ponad 1,7 mln w stosunku do tego, co mieliśmy przed startem PPK. Mówię tutaj łącznie o uczestnikach PPK i PPE. Liczę, że zakończymy całe wdrożenie PPK z ponad 3 mln uczestników. Mniej więcej wyjdzie na to, że startujemy z partycypacją na poziomie około jednej trzeciej i jeśli praca edukacyjna będzie w kolejnych latach wykonywana, mamy szansę osiągnąć pełne upowszechnienie – stwierdził Paweł Borys. Jego zdaniem, jeśli w perspektywie najbliższych lat uda się przekroczyć poziom 50%, będzie to dobry wynik.

Prezes PFR dodał, że w firmach, w których odbyły się szkolenia nt. PPK, poziom uczestnictwa w programie jest o 10-15 pkt proc. wyższy. – To jest dowód na to, jak ważna jest edukacja, informacja o korzyściach wynikających z PPK – zaznaczył.

Według informacji upublicznionych 17 grudnia przez Komisję Nadzoru Finansowego, liczba uczestników PPK gromadzących środki wzrosła do 1,15 mln na koniec września – z 1,07 mln trzy miesiące wcześniej. Z kolei wartość aktywów netto funduszy zdefiniowanej daty zwiększyła się z 1433,87 mln zł na koniec czerwca do 1976,42 mln zł po 9 miesiącach 2020 roku.

Więcej:
https://stooq.pl/n/?f=1394759&search=ppk

(AM, źródło: stooq.pl, PAP)

PZU chce podzielić się z akcjonariuszami jak największą częścią zysków

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

W wypowiedzi dla PAP Biznes członek zarządu ds. finansowych PZU SA (CFO) Tomasz Kulik stwierdził, że jego firma „jest zadowolona” z zaprezentowanego przez Komisję Nadzoru Finansowego podejścia do możliwości dystrybucji zysku. Zadeklarował, że ubezpieczyciel chce wypłacić akcjonariuszom jak najwyższą dywidendę

CFO PZU SA przyznał, że w celu określenia rekomendowanej dywidendy do wypłaty w roku 2021 zakład będzie się poruszać się w ramach wyznaczonych przez stanowisko KNF, przez własną politykę dywidendową oraz przez „ustawiczne dążenie” do spełnienia celów strategicznych.

– Pamiętajmy też, że rok 2020 nie jest jeszcze zamknięty, więc trudno odnosić się wartościowo do zysku, który będzie podlegał podziałowi. Stale monitorujemy sytuację związaną z pandemią Covid-19, jej wpływ na bezpieczeństwo kapitałowe i wyniki prowadzonej przez nas działalności zarówno w bieżącym, jak i w kolejnych latach oraz wskaźniki, na które zwraca uwagę regulator w swojej rekomendacji. Wszystkie te czynniki będą wpływały na ostateczną rekomendację zarządu dotyczącą podziału zysku. Niemniej podtrzymujemy naszą deklarację, że chcemy wypłacić akcjonariuszom jak najwyższą dywidendę – powiedział Tomasz Kulik.

Zwrócił też uwagę, że stanowisko KNF odnosi się do zysku jednostkowego każdej ze spółek grupy oddzielnie.

Więcej:
http://biznes.pap.pl/pl/n…

(AM, źródło: PAP Biznes, Twitter)

Ergo Hestia ponownie uczy pracowników programowania

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Rusza Bootcamp 2.0 – program Ergo Hestii, którego celem jest kształcenie projektantów botów. Kurs umożliwia rozwój zawodowy pracownikom interesującym się technologią, którzy nie mają doświadczenia zawodowego w tym obszarze. Uczestnicy przez 6 miesięcy będą uczyć się tworzenia rozwiązań IT wspierających obsługę klientów.

Bootcamp 2.0 zostanie poświęcony projektowaniu botów konwersacyjnych, w tym chatbotów i voicebotów. W ramach półrocznego, nastawionego na praktykę kursu, uczestnicy zapoznają się m.in. z zasadami działania silników rozumienia języka naturalnego (NLU) oraz metodami integracji botów z zewnętrznymi systemami. Absolwenci Bootcampu będą mogli wykorzystać zdobytą wiedzę i umiejętności, projektując boty wspierające typowych spraw, z którymi zgłaszają się klienci.

– Celem Bootcampu jest wzmocnienie kompetencji cyfrowych umożliwiających usprawnianie procesów operacyjnych. Jednak równie ważne jest dla nas tworzenie możliwości rozwoju dla pracowników, którzy wykazują zainteresowanie i predyspozycje do rozwoju w obszarze technologii informatycznych, a nie mają wykształcenia kierunkowego – komentuje Monika Wroniszewska z Biura Doboru i Rozwoju Kadr Ergo Hestii, opiekunka Bootcampu.

To już drugi Bootcamp organizowany przez sopockiego ubezpieczyciela. We wcześniejszej odsłonie przeszkolił on pracowników w obszarze tworzenia robotów RPA.

– Dzięki kształceniu pracowników jesteśmy w stanie szybko odpowiedzieć na konkretne potrzeby biznesowe firmy, które wymagają wzmocnienia w organizacji i są na pograniczu obsługi klienta oraz IT. Taka możliwość jest nie do przecenienia szczególnie dziś, kiedy tak wiele procesów podlega digitalizacji – dodaje Oskar Jedynasty, dyrektor Działu Automatyzacji w Departamencie IT Ergo Hestii.

Więcej na temat pierwszej edycji programu oraz zastosowania robotów w Ergo Hestii:

(AM, źródło: prnews.pl)

Samo OC nie zapewni architektowi bezpieczeństwa

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Eksperci ubezpieczeniowi zwracają uwagę, że samo obowiązkowe ubezpieczenie OC zawodowej może nie wystarczyć osobom tworzącym projekty i nadzorującym proces budowlany, jeśli dojdzie do poważnych szkód – zauważa „Puls Biznesu”.

Źródłem problemów w OC inżynierów i architektów jest niska suma gwarancyjna, jaką wyznacza rozporządzenie Ministra Finansów do ustawy o samorządach zawodowych architektów oraz inżynierów budownictwa – 50 tys. euro. „PB” zwraca uwagę, że zakłady niechętnie proponują wyższe pułapy odpowiedzialności ze względu na ograniczony zakres wyłączeń odpowiedzialności w ustawie. Marek Brejwo, menedżer produktów ubezpieczeniowych Warty, wyjaśnia, że dlatego raczej nie zdarza się, aby zakłady oferowały ochronę na sumę wyższą niż minimalna. Wolą stosować własne, szersze wyłączenia w dobrowolnych polisach.

Konsekwencją niskich sum jest to, że w przypadku szkody polisa może nie wystarczyć na pokrycie wszystkich strat. Bernard Rożek, wiceprezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych (SPBUiR), przyznaje, że w przypadku niewielkich przedsięwzięć 50 tys. euro może wystarczyć. Ale przy większych inwestycjach jest to zaledwie kropla w morzu potrzeb. Dlatego eksperci ubezpieczeniowi polecają zawarcie dodatkowego, dobrowolnego ubezpieczenia.

Więcej:
„Puls Biznesu” z 20 grudnia, Sylwia Wedziuk „Jak ubezpieczyć architektów i inżynierów”:
https://www.pb.pl/jak-ubezpieczyc-architektow-i-inzynierow-1103563

(AM, źródło: „Puls Biznesu”)

Listopadowy spadek barometru cenowego Ubea

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Z barometru cenowego Ubea.pl, sporządzonego na postawie ponad 100 tys. kalkulacji wykonanych w listopadzie przez internautów, wynika, że w ubiegłym miesiącu wartość średniej składki OC posiadaczy pojazdów mechanicznych (ppm.) w analizowanej grupie ubezpieczycieli uległa kolejnemu obniżeniu.

Opracowując listopadowy barometr, eksperci Ubea.pl wzięli pod uwagę średnią składkę w OC ppm. oferowanych w kalkulatorze online przez firmy i marki ubezpieczeniowe. Podstawą analizy była średnia składka wyliczona łącznie dla wszystkich wspomnianych podmiotów.

Z analizy ekspertów porównywarki wynika, że ceny OC w listopadzie spadły wyraźnie w porównaniu do października. Listopadowy barometr uplasował się na poziomie 97. W poprzednim miesiącu było to 99. Średnia składka była także niższa od odnotowanej w styczniu (100).

– Prawdopodobnie w grudniu zaobserwujemy kolejne spadki cen OC. Na skalę tych obniżek może jednak negatywnie wpłynąć obecna sytuacja związana z koronawirusem i kryzysem gospodarczym – zwraca uwagę Paweł Kuczyński, prezes Ubea.pl.

(AM, źródło: Ubea.pl)

Francja: Cytryna na dojrzałym rynku

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Lemonade, firma ubezpieczeniowa z Nowego Jorku oparta na sztucznej inteligencji i ekonomii behawioralnej, wystartowała we Francji. Jest to trzeci kraj Unii Europejskiej, w ktorym Lemonade rozpoczyna działalność – po Holandii (2020) i Niemczech (2019).

Mieszkańcy Francji mogą teraz uzyskać ubezpieczenie dla wynajmujących mieszkanie natychmiast, o każdej porze i za pomocą dowolnego urządzenia. Za pośrednictwem Lemonade mogą też w ciągu kilku sekund zgłosić szkodę i otrzymać wypłatę. Inaczej niż w tradycyjnym modelu ubezpieczeniowym, Lemonade utrzymuje stałą opłatę za swoje operacje, a pozostałe, niewykorzystane pieniądze ze składek przekazuje wskazanym organizacjom non profit w swoim dorocznym programie.

Firma wystartowała z ubezpieczeniami dla właścicieli mieszkań i wynajmujących pod koniec 2016 r. w Nowym Jorku i od tej pory jest jedną z najszybciej rosnących firm ubezpieczeniowych. Od lipca 2020 r. jest notowana na nowojorskiej giełdzie.

– Ubezpieczenie mieszkania jest często prawnie wymagane we Francji, dlatego ten kraj stwarza przekonującą możliwość dla Lemonade – powiedział Daniel Schreiber, dyrektor generalny i współzałożyciel Lemonade. – Podczas gdy francuski rynek ubezpieczeniowy należy do najbardziej rozwiniętych, jedyne w swoim rodzaju połączenie wartości i technologii oferowane przez Lemonade sprosta oczekiwaniom francuskich konsumentów, dając im możliwość szybkiego uzyskania spersonalizowanego i kierowanego misją ubezpieczenia.

Polisa 2.0 to krótki, zrozumiały i transparentny dokument dla zwykłych ludzi (a nie tylko dla prawników). Polisa dla wynajmujących, którą można uruchomić i zastopować w dowolnym momencie przez aplikację, kosztuje od 4 euro miesięcznie.

(AC, źródło: Insurance Journal) 

PFR TFI: Polacy preferują zachowawcze metody oszczędzania na emeryturę

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Z badań przeprowadzonych przez PFR TFI oraz raportu „Motywacja do oszczędzania i uczestnictwa w Pracowniczych Planach Kapitałowych”, opublikowanego wspólnie z agencją badawczą Difference, wynika, że PPK cieszą się zainteresowaniem respondentów. Choć z drugiej strony wykazują się oni małą aktywnością w poszukiwaniu metod dodatkowego oszczędzania na przyszłość, zazwyczaj wybierając dobrze znane, ale mało efektywne produkty finansowe. 

– Nasze badania pokazują, że już 75% Polaków oszczędza środki z myślą o przyszłości. Jest to dobra wiadomość, zwłaszcza że osoby, które odkładają dodatkowe środki na emeryturę, zazwyczaj robią to regularnie – mówi Ewa Małyszko, prezes zarządu PFR TFI. – Jednocześnie preferujemy proste i dobrze znane metody oszczędzania, takie jak lokaty bankowe. Rzadziej decydujemy się na korzystanie z produktów emerytalnych, jak PPK i PPE bądź IKE lub IKZE. Stronimy zaś od inwestowania naszych środków, co wynika głównie z wysokiego skomplikowania instrumentów dostępnych na rynku finansowym oraz niezrozumienia tego, jak działają, np. fundusze inwestycyjne czy giełda – dodaje.

Preferowane zachowawcze formy oszczędzania

Najczęściej wybieraną przez badanych formą oszczędzania na emeryturę jest deponowanie środków finansowych w banku (42% wskazań). W opinii respondentów jest ona bezpieczna i gwarantuje niski, ale pewny zysk. Mniejszą popularnością cieszą się produkty emerytalne. Nieco rzadziej respondenci wybierają ubezpieczenia – sięga po nie 16% ankietowanych. Co czwarty badany (24%) deklaruje uczestnictwo w Pracowniczych Planach Kapitałowych, a 16% osób odkłada środki w ramach Pracowniczych Planów Emerytalnych (PPE). Z dodatkowych programów emerytalnych, takich jak IKE lub IKZE, korzysta 14% przyszłych emerytów. 

W swoich odpowiedziach respondenci wskazali liczne zalety wspomnianych produktów emerytalnych. Istotny jest dla nich realny wpływ, jaki mają na sposób obracania środkami, np. możliwość wyboru instytucji finansowej, której powierzą środki. Ważna jest także możliwość dziedziczenia środków oraz uzyskanie ulg podatkowych, jak to ma miejsce w przypadku korzystania z IKZE czy IKE. Wśród wad wymieniają przede wszystkim niemożność wcześniejszego wycofania środków bez straty części zgromadzonych pieniędzy.

Zdecydowanie najrzadziej badani decydują się na aktywne inwestowanie środków za pomocą funduszy inwestycyjnych (jedynie 7%). Podobnie tylko 8% respondentów inwestuje na giełdzie, a 10% w nieruchomości. Ankietowani korzystający z produktów inwestycyjnych doceniają mnogość opcji, jakie stawia przed nimi rynek finansowy, oraz możliwość dopasowania produktów do ich skłonności do podejmowania ryzyka. W inwestowaniu w nieruchomości, na giełdzie lub poprzez fundusze inwestycyjne cenią możliwość samodzielnego decydowania. Jednocześnie wskazują wysokie bariery wejścia oraz wyższe ryzyko jako główną wadę tych form inwestowania.

Pracownicze Plany Kapitałowe w oczach uczestników

PFR TFI i Difference postanowiły zbadać, jak program PPK oceniają jego obecni i byli uczestnicy.

– Uczestnicy naszych badań wskazali szereg korzyści z przystąpienia do PPK. Wśród najczęściej wymienianych zalet programu była wygoda oraz motywacja do utrzymania długookresowej dyscypliny, wynikające z automatycznych i regularnych wpłat, które stanowią niewielkie obciążenie dla miesięcznego budżetu. Pozytywnie oceniany jest także comiesięczny wkład pracodawcy oraz środki od państwa w postaci wpłaty powitalnej oraz corocznych dopłat. Ważna dla badanych była także prywatność środków i możliwość wykorzystania ich w sytuacji kryzysowej, takiej jak choroba członka rodziny, lub jako wkładu własnego do kredytu hipotecznego podczas zakupu nieruchomości. Respondenci doceniają także dużą transparentność i elastyczność programu, w tym możliwość zmiany wysokości wpłat dodatkowych, a także alokacji dodatkowych aktywów – podkreśla Ewa Małyszko.

Obok zalet Planów respondenci wymienili także kilka niedostatków. W ich ocenie wadą programu jest niepewność zysków. Badani nie mają przekonania, że gromadzone w PPK środki będą dobrze zarządzane, przyniosą zyski, a nawet jeśli to, czy nie zostaną one pochłonięte przez koszty administracyjne. Co ciekawe, w opinii respondentów wysokość wpłat na poczet Planów jest zbyt niska. Uważają oni, że niewielkie kwoty odkładane w ramach PPK mogą być niewystarczające do zapewnienia godnego poziomu życia na emeryturze.

Partycypacja w PPK i powroty do programu

74% badanych deklaruje, że zamierza pozostać w PPK do osiągnięcia 60. roku życia, co pozwoli na maksymalne wykorzystanie zalet i korzyści programu. Bardziej zdecydowani są mężczyźni oraz osoby w wieku 50–55 lat, a więc ta grupa uczestników, której do 60. urodzin pozostało stosunkowo niewiele. Wśród badanej grupy niewielu uczestników zdecydowało się na odprowadzanie dodatkowych wpłat na PPK. Zarówno pracownik, jak i pracodawca mają możliwość zwiększenia wpłat do poziomu maksymalnie 4% wynagrodzenia. 83% pracowników odprowadza jedynie wpłaty podstawowe, tylko 14% osób decyduje się na zwiększenie wpłat (3% brak lub odmowa odpowiedzi).

16% osób, które zrezygnowały z uczestnictwa w PPK, widzi szansę na to, aby powrócić do programu w przyszłości. Jedna piąta respondentów nie ma zdania, a pozostałe 63% nie jest zainteresowanych powrotem do programu. Rozważając ewentualny ponowny udział w PPK, respondenci wymieniają szereg oczekiwań zarówno wobec programu, jak i dotyczących ich sytuacji życiowej.

– Najczęściej wymienianą przez uczestników badania kwestią jest gwarancja prywatności i nienaruszalności środków. Mimo że prywatność środków jest jedną z podstawowych zasad PPK, badani obawiają się, że nie będą mogli sami decydować o swoich oszczędnościach. Respondenci chcieliby także mieć pewność, że zgromadzone środki przyniosą zyski. Inwestowanie środków za pomocą funduszy inwestycyjnych jest wciąż mało popularną formą pomnażania pieniędzy, do której Polacy podchodzą z rezerwą. Tymczasem po pierwszych kilku miesiącach istnienia programu PPK większość funduszy zanotowała znaczne wzrosty –mówi Ewa Małyszko.

Wiele oczekiwań dotyczy bardziej elastycznych zasad dotyczących wypłaty środków zarówno przed, jak i po ukończeniu 60. roku życia, a także ograniczenia bądź wyeliminowania podatku od zysków kapitałowych. Niemal co trzeci respondent wspomina, że uczestniczyłby w PPK, gdyby jego zarobki były wyższe. Część respondentów (15%) stwierdza, że istotna jest dla nich stabilność zawodowa i brak obaw o utratę pracy.

O badaniu:

Przedstawione wyniki pochodzą z badania „Motywacja do oszczędzania i uczestnictwa w Pracowniczych Planach Kapitałowych” przeprowadzonego we wrześniu przez agencję badawczą Difference na zlecenie PFR TFI S.A. Badanie zrealizowano na reprezentatywnej próbie osób w wieku 18–55 lat, pracujących w dużych firmach, zatrudniających ponad 250 osób. W badaniach wykorzystano pogłębione wywiady indywidualne oraz ankiety internetowe zrealizowane metodą CATI. Próba wyniosła 417 osób. Celem badania było poznanie metod oszczędzania przez Polaków na emeryturę oraz postrzeganych przez nich wad i zalet różnych metod gromadzenia i inwestowania środków.

AM, news@gu.home.pl

(źródło: PFR TFI)

KNF: Ubezpieczyciele mogą wypłacić dywidendę. Ale pod pewnymi warunkami

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

16 grudnia Komisja Nadzoru Finansowego jednogłośnie przyjęła stanowisko w sprawie polityki dywidendowej zakładów ubezpieczeń, reasekuracji oraz ubezpieczeń i reasekuracji. Bezpośrednim celem polityki dywidendowej KNF jest zapewnienie stabilności polskiego sektora finansowego poprzez dostosowywanie bazy kapitałowej podmiotów nadzorowanych do poziomu ponoszonego przez nie ryzyka oraz ochrona odbiorców usług finansowych tych podmiotów.

Mając na względzie sytuację sektora ubezpieczeń oraz stan bazy kapitałowej poszczególnych zakładów ubezpieczeń, zakładów reasekuracji oraz zakładów ubezpieczeń i reasekuracji, Komisja zaleciła, aby dywidendę mogły wypłacić wyłącznie zakłady, które spełniają:

  1. dla wypłat z zysku roku 2019 – kryteria określone w komunikacie KNF dotyczącym stanowiska organu nadzoru w sprawie założeń polityki dywidendowej banków komercyjnych, banków spółdzielczych i zrzeszających oraz zakładów ubezpieczeń, zakładów reasekuracji oraz zakładów ubezpieczeń i reasekuracji w 2020 r. z dnia 3 grudnia 2019 r.;
  2. dla wypłat z zysku roku 2020 następujące kryteria łącznie:
  • ocena ryzyka dobra lub zadowalająca w ramach BION za 2019 rok;
  • w poszczególnych kwartałach 2020 r. nie wykazały niedoboru środków własnych na pokrycie wymogu kapitałowego (MCR) oraz kapitałowego wymogu wypłacalności (SCR);
  • w 2020 r. nie były objęte krótkoterminowym planem finansowym lub planem naprawczym, o których mowa w art. 312 i 313 ustawy z dnia 11 września 2015 r. o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej;
  • według stanu na dzień 31 grudnia 2020 r. wielkość środków własnych bez odliczenia przewidywanych dywidend kształtowała się na poziomie co najmniej 175% wysokości wymogów kapitałowych dla wspomnianych powyżej zakładów z działu I oraz co najmniej 150% dla zakładów z działu II.

KNF postanowiła, że podmioty spełniające powyższe kryteria mogą dokonać wypłaty dywidendy w wysokości maksymalnej równej 100% wielkości zysku wypracowanego w 2019 r. oraz 50% w 2020 r., przy czym pokrycie wymogów kapitałowych (po odliczeniu od środków własnych przewidywanych dywidend) na dzień 31 grudnia 2020 r. oraz dla kwartału, w którym wypłacono dywidendę, będzie na poziomie co najmniej 175% dla zakładów działu I oraz co najmniej 150% dla zakładów działu II. Według nadzoru podmioty spełniające w/w kryteria przy podejmowaniu decyzji w sprawie wysokości dywidendy powinny uwzględnić dodatkowe potrzeby kapitałowe w perspektywie 12 miesięcy od momentu zatwierdzenia sprawozdania finansowego za 2020 rok, wynikające m.in. ze zmian w otoczeniu rynkowym i prawnym, a w szczególności z dużej niepewności co do dalszego rozwoju pandemii, a tym samym możliwymi dalszymi negatywnymi konsekwencjami tego stanu dla zakładu.

(AM, źródło: KNF)

22,758FaniLubię
822ObserwującyObserwuj

Aktualne wydanie