Jeszcze stosunkowo niedawno agencja pachniała drukarką. Polisy wypełniało się na papierze, potem przeszliśmy na generowanie dokumentów w systemach i druk „do podpisu”. Następny etap to podpis elektroniczny i obieg plików bez biegania z teczką. Dziś coraz częściej zamiast podpisu jest akceptacja w systemie, dokument przychodzi PDF-em, a składka bywa opłacona od razu, np. BLIKIEM, Google Pay czy Apple Pay.
Nie wszyscy pracują w ten sposób, ale kierunek jest jasny: mniej ręcznej roboty, więcej automatyzacji. Czy teraz obserwujemy kolejny skok do przodu dzięki AI?
Doświadczony agent i pułapka pamięci
Klient wysyła OWU i jedno pytanie: „Czy to obejmuje odwołanie wyjazdu, skoro sam organizuję hotel i wynajmuję auto?”. Doświadczony agent często zna odpowiedź albo myśli, że zna, bo zakłada, że OWU „nie zmienia się aż tak bardzo”… A potem przychodzi aktualizacja: drobna zmiana definicji, doprecyzowanie wyłączenia, inne brzmienie limitu. I pojawia się problem, którego nie da się zagadać doświadczeniem. Trudno kontrolować na bieżąco zapisy w kilkunastu towarzystwach ubezpieczeniowych, wersje OWU, aneksy i wyjątki. Pytanie brzmi: czy w 2026 r. musimy robić to sami?
Legenda o „kłamiącej AI”
Zacznijmy od miejskiej legendy: AI kłamie i zmyśla, więc nie można na niej polegać w tak poważnych kwestiach. To półprawda. Ogólnie rzecz biorąc, model potrafi fantazjować, zwłaszcza gdy bazuje na wiedzy z internetu. Ale AI ustawiona do pracy na konkretnych dokumentach (aktualne OWU, IPID, aneksy, tabele limitów) potrafi wskazać paragraf, porównać warianty i wyłapać wyłączenia szybciej niż człowiek skaczący po PDF-ie. Warunek jest jeden: finał należy do doradcy. Weryfikacja w dokumencie musi zostać po naszej stronie, bo odpowiedzialności nie da się „zautomatyzować”. Nie zmienia to jednak faktu, że przy odpowiednio skonfigurowanym narzędziu zyskujemy czas i dostajemy jakościową odpowiedź na większość pytań.
Moim zdaniem to rozwiązanie jest jak automatyczna skrzynia biegów w samochodzie: wiele osób woli manualną – do czasu korzystania z automatu. Wtedy wiernych „starej szkole” zostaje dużo mniej.
AI w korespondencji: mniej chaosu, lepszy ton
Wiele osób kojarzy sztuczną inteligencję ze śmiesznymi (albo i nie), ale na pewno sztucznymi wygenerowanymi obrazami, które stają się coraz lepsze (i coraz trudniej je odróżnić od prawdziwych zdjęć), albo z rozmowami o sensie życia czy przejęciu kontroli nad światem… To chwytliwe tematy, ale AI ma też bardzo przyziemne zastosowanie – bywa świetnym redaktorem naszej korespondencji.
Wiadomości e-mail, podsumowania rozmów, prośby o dokumenty, odpowiedzi na reklamacje – wszędzie tam, gdzie musimy albo chcemy formalnie odpisać, zachować poprawność językową i nie stracić w oczach klienta czy instytucji, AI działa naprawdę dobrze. Znów zyskujemy czas albo po prostu ułatwiamy sobie pracę. Tak jak wcześniej: na końcu jest weryfikacja, ale i tak jest szybciej i czyściej. To nie jest „marketingowy gadżet”, tylko higiena jakości: mniej literówek, mniej chaosu, lepszy ton, krótsze zdania.
Mała agencja, duże narzędzia
A co z tymi „sztucznymi postami”? Nie zawsze są już takie sztuczne. Fakt, gdy przegląda się LinkedIn, można mieć wrażenie, że nikt już sam nie pisze swoich przemyśleń, tylko wszystko jest generowane – jak w teorii „martwego internetu”. Ale jest też druga strona medalu.
Wcześniej tylko duże organizacje, mające działy i budżety, mogły sobie pozwolić na branding, SEO, specjalistów od marketingu i konsekwentne budowanie wizerunku. Mniejsze agencje zwykle nie miały na to czasu, pieniędzy i zasobów. Teraz AI trochę zmieniła zasady także w tej kwestii. Oczywiście nie zastąpi ludzi od strategii i doświadczenia, ale żeby zbudować spójną, jakościową markę ubezpieczeniową, nie trzeba milionowego budżetu i kilku osób na etacie, pomaga nam AI. I robi to coraz lepiej.
Ewolucja, nie fajerwerki
Sztuczna inteligencja – AI, chat GPT, Gemini, Grok i inni – to po prostu nowe narzędzia. Trochę jak kiedyś Excel czy Word, trochę jak wyszukiwarka: zmieniają nawyki, skracają procesy i podnoszą jakość, jeśli używa się ich z głową. Deloitte opisywał, że 76% badanych menedżerów ubezpieczeniowych deklaruje wdrożenie gen AI w co najmniej jednej funkcji biznesowej. To sygnał, że branża przeszła etap „pobawmy się pilotażem” i zaczyna wdrażać rozwiązania na serio.
Dla agencji najważniejsze jest to, że AI skraca drogę od pytania klienta do decyzji doradcy, a to w praktyce oznacza lepszą obsługę i mniej pomyłek wynikających z pośpiechu.
AI nie zastąpi doradcy. Zastąpi go ten doradca, który umie pracować szybciej i czyściej z AI pod ręką, ale z głową na karku.
Allan Pasternak
agent ubezpieczeniowy i założyciel agencji LICHO NIE ŚPI ubezpiecz wszystko