Blog - Gazeta Ubezpieczeniowa – Portal

Wielkie zmiany w ERGO 4

0
Źródło zdjęcia: ERGO Hestia

16 grudnia ERGO Hestia wprowadziła modyfikacje w swoim flagowym ubezpieczeniu życia i zdrowia – ERGO 4. Zmiany obejmują m.in. szybsze przyjęcie odpowiedzialności za niezdolność do pracy oraz rozszerzenie zakresu ochrony o trwałą utratę samodzielności, spowodowaną między innymi zaawansowanym otępieniem czy chorobą Alzheimera.

W zmodyfikowanym ERGO 4 ubezpieczony otrzyma rentę w przypadku całkowitej niezdolności do pracy trwającej już 7 miesięcy. Dodatkowo renta z tytułu trwałej utraty samodzielności może być wypłacana do 85. roku życia. W ramach obu rozszerzeń zarówno ochrona, jak i wysokość składki są zagwarantowane i niezmienne przez cały okres trwania umowy, który może wynosić nawet kilkadziesiąt lat. 

Nowości zakresowe dotyczą również Global Doctors – ubezpieczenia zapewniającego pełną organizację i finansowanie leczenia za granicą. Polisa w nowej odsłonie obejmuje innowacyjne metody leczenia szczególnych postaci nowotworu złośliwego, m.in. takich jak leczenie off-label czy udział w badaniach klinicznych ukierunkowanych na terapię konkretnego rodzaju nowotworu. 

 Nowe spojrzenie na niezdolność do pracy 

– To znaczące zmiany, pozycjonujące ERGO 4 jako ubezpieczenie wyjątkowe w skali polskiego rynku. Tylko w ERGO Hestii ubezpieczony może otrzymać rentę przy całkowitej niezdolności do pracy trwającej już 7 miesięcy. Znaczenie tej zmiany najlepiej oddają liczby. W 2023 r. aż 73% orzeczeń dotyczących całkowitej oraz czasowej niezdolności wydawanych było na okres krótszy niż 24 miesiące – mówi Sylwester Poniewierski, dyrektor Biura Ubezpieczeń Detalicznych i Programów Partnerskich ERGO Hestii. – Już dziś ubezpieczenie niezdolności do pracy w ERGO 4 miało wiele zalet. Zależało nam jednak, aby jak najszybciej wesprzeć finansowo naszych klientów zmagających się z tego typu problemami. Wbrew ogólnemu przekonaniu, to właśnie choroby są główną przyczyną ograniczenia aktywności zawodowej, a te często generują dodatkowe koszty związane z leczeniem. Przy nowej odsłonie produktu to klient sam zadecyduje, czy chce dokupić rozszerzenie na wypadek niezdolności do pracy krótszej niż 24 miesiące, czy też pozostać przy podstawowym zakresie ochrony i otrzymywać wsparcie finansowe w razie całkowitej niezdolności do pracy orzeczonej na minimum 24 miesiące – dodaje.

Długoterminowa ochrona na wypadek trwałej utraty samodzielności 

Istotną zmianą w ERGO 4 jest wprowadzenie możliwości dokupienia do ubezpieczenia niezdolności do pracy dodatkowej ochrony na wypadek trwałej utraty samodzielności do 85 roku życia.  

– Nasze społeczeństwo się starzeje. Rok temu mieliśmy 7,85 mln emerytów. Za 10 lat będzie ich blisko 10 milionów. Tymczasem potrzeby finansowe nie kończą się po 65. roku życia. Czasem właśnie wtedy jeszcze bardziej zaczynają rosnąć. Żeby uświadomić sobie skalę niepełnosprawności osób starszych w Polsce, podajmy tylko dwie liczby: ponad 2 mln osób po 60. roku życia posiada orzeczenie o niepełnosprawności, z czego 36% to orzeczenia o znacznym stopniu niepełnosprawności. 400 tys. osób choruje na demencję, a ona – podobnie jak choroba Alzheimera czy trwała utrata możliwości wykonywania czynności życia codziennego – wymaga konieczności ciągłej opieki nad chorym. To potrafi generować naprawdę znaczące koszty, m.in. rehabilitacji czy domowej opieki. Tymczasem współczynnik zastępowalności wynagrodzenia emeryturą spadnie z 52,5% w 2025 r. do 26,2% w 2045 r. Nowe ERGO 4 odpowiada na te problemy i na finansowe wyzwania jesieni życia – dodaje Sylwester Poniewierski. 

Ubezpieczony ma swobodę w wyborze wysokości renty, którą chciałby otrzymywać w przypadku wystąpienia trwałej utraty samodzielności. Może to być kwota od 500 do 5000 zł. Wypłata świadczenia jest dostosowana do indywidualnych potrzeb i oczekiwań ubezpieczonego. 

Jeżeli trwała utrata samodzielności nastąpi przed ukończeniem 65. roku życia, ubezpieczony otrzyma dwie renty – z tytułu niezdolności do pracy i z powodu trwałej utraty samodzielności.

Produkt jest dostępny dla osób w wieku od 18 do 59 lat. Ponadto ERGO 4 oferuje obniżenie wysokości składki po 65. roku życia, kiedy to kończy się ochrona z tytułu całkowitej niezdolności do pracy.

Innowacyjne metody leczenia przy szczególnej postaci nowotworu 

Od 16 grudnia zmieni się również zakres świadczeń w ubezpieczeniu Global Doctors. W przypadku wystąpienia szczególnej postaci nowotworu u ubezpieczonego oraz rekomendacji ekspertów, będzie możliwe podjęcie leczenia w ramach medycyny precyzyjnej (m.in. leczenie eksperymentalne, procedury off-label, terapia CART-T zatwierdzona protokołem) lub udział w badaniach klinicznych ukierunkowanych na terapię konkretnego rodzaju nowotworu. 

Global Doctors w ERGO 4 dostępny jest w dwóch wariantach: 

  1. Podstawowym – ukierunkowanym na leczenie nowotworów złośliwych z limitem pokrywanych kosztów do kwoty 1 mln euro, 
  2. Rozszerzonym – z sumą ubezpieczenia 2 mln euro i zakresem obejmującym poważne stany chorobowe, takie jak: nowotwór złośliwy w stadium przedinwazyjnym lub nowotwór in situ, ciężka dysplazja przednowotworowa, wymiana lub naprawa zastawek serca, operacja pomostowa tętnic wieńcowych, operacja neurochirurgiczna, przeszczepienie narządów od żywego dawcy, przeszczepienie szpiku kostnego. 

Oba warianty zostaną rozszerzone o możliwość skorzystania z konsultacji psychologicznych. 

Artur Makowiecki

news@gu.com.pl


POBIERZ | SUBSKRYBUJ W APPLE PODCASTS | SUBSKRYBUJ W SPOTIFY

Grupa PZU: Przychody z ubezpieczeń oraz przypis składki w górę mimo trudnego otoczenia

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

W I kwartale tego roku przychody Grupy PZU z ubezpieczeń wzrosły o 243 mln zł w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku. O ponad 120 mln zł zwiększył się także przypis składki brutto. Z kolei zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej obniżył się o blisko jedną czwartą względem poprzedniego roku. W analizowanym okresie PZU rozwijał projekty realizujące strategię, w tym połączenie z LINK4.

– Początek roku był dla nas szczególnie intensywny: pracowaliśmy nad kolejnymi etapami realizacji naszej strategii i wzmocnieniem pozycji Grupy PZU. Ogłosiliśmy połączenie PZU i LINK4 – mówi Bogdan Benczak, prezes PZU SA. – Pierwszy kwartał zakończyliśmy solidnym wynikiem finansowym, osiągniętym w trudnych warunkach geopolitycznych – dodaje.

Kwartalne przychody brutto Grupy PZU z ubezpieczeń wzrosły o 3,2% (243 mln zł) względem poprzedniego roku – do 7,78 mld zł. Zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki wyniósł 1,36 mld zł, co było rezultatem o 22,6% niższym od uzyskanego dwanaście miesięcy wcześniej (1,76 mld zł). PZU wypłacił 4,23 mld zł odszkodowań i świadczeń netto, o 5,6% więcej niż przed rokiem (4 mld zł).

Skorygowana rentowność kapitału własnego (aROE) uplasowała się na poziomie 15,7%, a współczynnik wypłacalności na koniec 2025 r. sięgnął 239% dla Grupy PZU oraz 237% dla PZU SA.

Wzrost przychodów w kluczowych obszarach

W ubezpieczeniach na życie odnotowano wzrost przychodów we wszystkich liniach biznesowych. Dzięki temu rezultat biznesu życiowego (tylko Polska), tj. 2,41 mld zł, był o 7,6% wyższy od odnotowanego przed rokiem (2,02 mld zł). W ubezpieczeniach grupowych, które odpowiadały za 88% przychodów z obszaru życiowego w Polsce, przychody wzrosły o 5,5%, do 2,13 mld zł, przy jednoczesnej poprawie rentowności do 21,7%.

W ubezpieczeniach majątkowych przychody wyniosły 5,56 mld zł (+0,1 r/r). W tym obszarze Grupa PZU zanotowała 7,8% wzrost z ubezpieczeń pozakomunikacyjnych masowych, do 1,3 mld zł. Był on napędzany m.in. rozwojem produktów mieszkaniowych, takich jak nowa odsłona ubezpieczenia PZU DOM oraz wzrostem sprzedaży ubezpieczeń dla małych i średnich przedsiębiorstw.

– Konsekwentnie rozwijamy obszary, w których klienci najszybciej widzą realną wartość: ochronę życia i majątku oraz bezpieczeństwo finansowe. Szczególnie zadowolony jestem ze wzrostu w segmencie indywidualnych ubezpieczeń na życie. Cieszy nas okazywane nam zaufanie klientów – powiedział Bogdan Benczak.

Pomimo presji cenowej i konkurencyjnej w ubezpieczeniach komunikacyjnych, odnotowano poprawę w obszarze ubezpieczeń komunikacyjnych korporacyjnych (+9,4% r/r), zarówno w OC posiadaczy pojazdów mechanicznych (205 mln zł, +18,5% r/r), jak i AC (272, +3,4% r/r). Wskaźnik COR dla ubezpieczeń majątkowych wzrósł o 4,3 punkty procentowe, do poziomu 86,8%, głównie w wyniku utrzymującej się presji cenowej i kosztowej.

Realizacja strategii i kluczowe inicjatywy

– Pierwszy kwartał 2026 roku był dla nas okresem intensywnej realizacji kluczowych inicjatyw strategicznych. Kontynuujemy proces konsolidacji działalności w Polsce, w tym planowane połączenie PZU z LINK4, które pozwoli nam w pełni wykorzystać komplementarność obu marek. Widzimy w tym potencjał do dalszego rozwoju kanałów dystrybucji oraz istotnej poprawy efektywności operacyjnej i wykorzystania kapitału – powiedział Bogdan Benczak. Rejestracja fuzji prawnej obu podmiotów jest planowana na I kwartał 2027 roku.

Równolegle Grupa PZU rozwijała inicjatywy wspierające wzrost i konkurencyjność, koncentrując się m.in. na programie „Partnerstwo odNowa”, który wzmacnia efektywność sieci agentów wyłącznych poprzez nowoczesne narzędzia, w tym CRM. Jednocześnie w obszarze likwidacji szkód wdrażane są zmiany procesowe skracające czas obsługi i przyspieszające cały proces.

Lekkie wzrosty przypisu

W pierwszym kwartale Grupa PZU zebrała 8,25 mld zł składek brutto, o 1,5% więcej niż przed rokiem. Przypis z ubezpieczeń majątkowych i osobowych w Polsce spadł o 0,1% r/r, do 4,67 mld zł. Szybciej rozwijał się natomiast biznes życiowy, którego przypis na poziomie 2,71 mld zł był o 2,6% wyższy od ubiegłorocznego. O 12%, do 500 mln zł, spadł natomiast przypis składki w kanale bankowym.

Artur Makowiecki

news@gu.com.pl

Marcin Sroka dołącza do zarządu Arrant

0
Marcin Sroka

Marcin Sroka, dyrektor Departamentu Rozwoju Sieci Sprzedaży CUK Ubezpieczenia, dołączył do zarządu Arrant, spółki należącej do Grupy CUK. Menedżer będzie odpowiadać za rozwój biznesu i marki. Marcin Sroka będzie pełnił również dotychczasową funkcję.

Wspomniana decyzja personalna jest elementem strategii Grupy CUK, zakładającej ścisłą współpracę spółek wchodzących w jej skład i wspólne budowanie przewagi konkurencyjnej na rynku. Powierzenie Marcinowi Sroce nowych zadań w Arrant ma pozwolić na pełniejsze wykorzystanie potencjału spółki, zarówno w obszarze rozwoju biznesu, wzmocnienia sieci sprzedaży, jak i długofalowego rozwoju marki.

Marcin Sroka dołączył do CUK Ubezpieczenia na początku 2026 roku jako dyrektor Departamentu Rozwoju Sieci Sprzedaży. Menedżer jest związany z branżą ubezpieczeniową od wielu lat. Doświadczenie zawodowe zdobywał m.in. w PZU, gdzie odpowiadał za obszar sprzedaży w kanale multiagencyjnym i brokerskim. Przez lata nadzorował współpracę z CUK Ubezpieczenia. Posiada ekspercką wiedzę w zakresie funkcjonowania multiagencji ogólnopolskich oraz specjalizuje się w budowaniu efektywnych sieci sprzedaży i wdrażaniu nowoczesnych programów rekrutacyjnych.

Aktualny skład zarządu Arrant przedstawia się następująco:

  • Arkadiusz Saganowski, członek zarządu – realizacja strategii sprzedaży, zarządzanie siecią sprzedaży oraz współpraca z agentami
  • Aleksander Rozman, wiceprezes zarządu– finanse i administracja
  • Marcin Sroka, członek zarządu – rozwój biznesu i marki Arrant

(AM, źródło: CUK, Arrant, gu.com.pl)

Rafał Kiliński zrezygnował z członkostwa w zarządzie PZU SA

0
Rafał Kiliński

13 maja 2026 r. Rafał Kiliński złożył rezygnację z funkcji członka zarządu PZU SA. W specjalnym oświadczeniu menedżer wskazał, że powodem rezygnacji były doniesienia medialne, które mogłyby być wykorzystane przeciwko Grupie PZU.

Informacje medialne, o których mowa, dotyczyły m.in. wyników kontroli przeprowadzonych w Grupie PZU. Miały one wykazać, że TUW PZUW kierowany wówczas przez Rafała Kilińskiego miał zatrudnić w lipcu 2023 roku byłego współpracownika prezesa PiS. Jako doradca miał zarobić on w dziewięć miesięcy ponad 400 tysięcy złotych, a w siedzibie towarzystwa spędzić zaledwie 37,5 godziny. Kontrolerzy w jego przypadku stwierdzili także „brak dokumentów potwierdzających realizację zadań”. Rafałowi Kilińskiemu zarzucano również podanie nieprawdy w formularzu odpowiedniości.

W specjalnym oświadczeniu Rafał Kiliński stwierdził, że doniesienia medialne zawierają szereg fałszywych tez i sugestii, a ich autorzy nie dali mu szansy na przedstawienie stanowiska, gdyż nie podjęli nawet próby kontaktu. Menedżer przypomniał, że w trakcie swojej 20-letniej kariery w Grupie PZU pełnił funkcje, jakie mu powierzano w transparentnych konkursach, przeprowadzanych przez zewnętrznych headhunterów. Odnosząc się do zarzutu nieprawidłowego wypełnienia formularza odpowiedniości w postępowaniu kwalifikacyjnym, Rafał Kiliński zaznaczył, że wypełnił go zgodnie z metodyką przyjętą przez Komisję Nadzoru Finansowego i dysponuje opinią prawną potwierdzającą prawidłowość działania. Menedżer zaznaczył, że w przypadku zatrudniania określonych osób proces ten odbywał się w oparciu o obowiązujące w grupie procedury, a zatrudnieni byli rozliczani tak samo jak inni pracownicy. Zapowiedział też podjęcie odpowiednich działań prawnych wobec podmiotów „rozpowszechniających nieprawdziwe informacje” na jego temat.

Rafał Kiliński został wybrany do zarządu PZU SA 14 kwietnia 2026 r. w wyniku przeprowadzonego konkursu. Wcześniej był związany z grupą od 2004 r. do maja 2024 r., kiedy to został odwołany z funkcji prezesa TUW PZUW. 

Obecnie zarząd PZU SA tworzą:

Bogdan Benczak – prezes zarządu,

Maciej Fedyna – członek zarządu odpowiedzialny za obszar ryzyka i finansów,

Elżbieta Häuser-Schöneich – członkini zarządu odpowiedzialna za obszar klienta indywidualnego,

Kazimierz Karolczak – członek zarządu odpowiedzialny za obszar zarządzania zasobami ludzkimi i dialogu społecznego,

Tomasz Tarkowski – członek zarządu odpowiedzialny za obszar likwidacji szkód,

Jan Zimowicz – członek zarządu odpowiedzialny za obszar dystrybucji.

(AM, źródło: PZU, media)

Jak zmienią się ubezpieczenia mieszkań w Polsce. Nie pieniądze, a pomoc

0
Katarzyna Barszcz-Mrozicka

Naturalną koleją rzeczy zawsze była wypłata odszkodowania po szkodzie. A co jeśli oczekiwania klientów przesuwają się w innym kierunku? Kluczowe pytanie przestaje brzmieć „ile ja dostanę?”, a zaczyna „czy ktoś mi realnie pomoże wrócić do normalności?”.

Największą obawą klientów nie jest już samo zdarzenie losowe, takie jak zalanie czy pożar, lecz jego finansowe konsekwencje oraz obawa przed trudnościami, jakich mogą doznać podczas przechodzenia przez proces likwidacji szkody. Ta obawa bywa tak silna, że znam nawet skrajne przykłady klientów, którzy odstąpili od zgłoszenia szkody z tego powodu.

Z badania zrealizowanego na zlecenie Mondial Assistance wynika, że aż 66% respondentów boi się, czy otrzymane odszkodowanie wystarczy na pokrycie kosztów remontu. Co więcej, 62% badanych deklaruje, że wolałoby, aby to ubezpieczyciel zorganizował im proces naprawy, a 66% chciałoby, aby taka usługa była dostępnym elementem w ich polisie.

Klienci chcą pomocy, parafrazując klasyka – pieniądze to nie wszystko

Zmiana podejścia klientów wynika z kilku czynników. Po pierwsze, rosną koszty remontów i usług budowlanych, nie ma więc pewności, czy wypłacona kwota będzie wystarczająca. Po drugie, zmienia się styl życia – coraz mniej osób chce lub potrafi samodzielnie zorganizować naprawy w domu.

Ludzie nie chcą już poświęcać swojego czasu na żmudne szukanie ekipy remontowej. Ponadto zrobienie i przedstawienie kosztorysu napraw do procesu likwidacji też nastręcza im pewnych trudności. Z kolei duże zapotrzebowanie na fachowców i usługi remontowe sprawia, że sami fachowcy chcą prowadzić prace płynnie i szybko. Za starym modelem likwidacji przemawia jedynie fakt, że często usługi budowlane rozliczane są z ekipami wyłącznie za gotówkę.

Jeszcze kilkanaście lat temu naturalne było, że właściciel mieszkania sam szukał fachowca i nadzorował remont lub osobiście dokonywał naprawy zniszczonego mienia. Dziś dla wielu osób jest to proces czasochłonny, stresujący i trudny. W efekcie rośnie oczekiwanie, aby ubezpieczyciel przejął rolę organizatora procesu.

Assistance – kiedyś to był dodatek, dzisiaj fundament produktu

Obecnie niemal każda polisa mieszkaniowa w Polsce zawiera to ryzyko w różnej formie – szacuje się, że dotyczy to nawet ok. 99% ofert rynkowych.

Przez lata assistance kojarzył się nam głównie z interwencją hydraulika, elektryka czy ślusarza. Nadal są to najczęstsze przypadki, jednak oczekiwania klientów wyraźnie ewoluują. Wg badania Mondial Assistance najbardziej pożądanym elementem jest dziś organizacja i koordynacja remontu – wskazuje ją 69% respondentów (wzrost z 54% rok wcześniej).

Na kolejnych miejscach znajdują się dopiero: interwencja specjalisty (56%), organizacja noclegu zastępczego (49%) oraz transport i przechowywanie mienia (42%). Co istotne, rośnie także zainteresowanie bardziej zaawansowanymi usługami, takimi jak osuszanie po zalaniu, prace wykończeniowe czy wykrywanie źródła wycieku.

To sygnał, że klienci nie oczekują już pojedynczych usług, rośnie zainteresowanie kompleksową obsługą szkody: od znalezienia problemu, przez naprawę, aż po przywrócenie mieszkania do stanu sprzed zdarzenia.

Bezgotówkowa likwidacja szkód – kierunek przyszłości

Naturalną konsekwencją tych oczekiwań jest rosnące zainteresowanie bezgotówkową likwidacją szkód. W tym modelu klient nie otrzymuje środków na konto, lecz korzysta z usług organizowanych i opłacanych przez towarzystwo ubezpieczeniowe.

Mimo rosnącego zainteresowania, rozwiązania tego typu wciąż nie są popularne. Wśród największych ubezpieczycieli w Polsce tylko jeden zdecydował się na wdrożenie w produkcie mieszkaniowym opcji, w której klient otrzymuje w ramach likwidacji szkody usługę remontową zamiast tradycyjnego odszkodowania. To pokazuje, że rynek dopiero odkrywa potencjał tego typu produktów.

Nowe ryzyka, nowe potrzeby

Na zmianę podejścia klientów wpływa także ewolucja samych ryzyk. Chociaż nadal najczęstszą szkodą pozostaje zalanie (ok. 64% przypadków), to jednocześnie dynamicznie rośnie znaczenie ekstremalnych zjawisk pogodowych. W ciągu roku ich udział w strukturze szkód wzrósł z 7% do 14%. To efekt coraz częstszych anomalii pogodowych, jakich doświadczamy nieprzerwanie od kilku lat.

Przykre doświadczenia związane z powodzią czy deszczami nawalnymi i towarzyszącymi im często gwałtownymi porywami wiatru skłania coraz więcej osób do zawarcia umowy ubezpieczenia. Z drugiej strony, nie gaśnie wśród klientów obawa, czy ubezpieczenie okaże się skuteczne. Nie pomaga nam też nagłaśnianie w mediach (często bez podania pełnego kontekstu) kontrowersyjnych sporów klientów z towarzystwami. Ludzie budują sobie często opinię o produktach w oparciu o komentarze i błędne źródła.

Ubezpieczenie nie jako produkt, lecz usługa

Wszystkie te zmiany prowadzą do jednego wniosku: ubezpieczenie mieszkaniowe dotychczas było produktem, ale pojawiają się oczekiwania klienckie, by stało się usługą.

Kluczową wartością nie jest już sama ochrona majątku, lecz zdolność do szybkiego i sprawnego rozwiązania problemu. Klienci oczekują: szybkiego czasu reakcji, minimalnego zaangażowania z ich strony, dostępu do sprawdzonych wykonawców i przewidywalności kosztów.

Co będzie dalej?

Rynek ubezpieczeń mieszkaniowych w Polsce stoi dziś przed wyraźnym wyborem. Z jednej strony funkcjonuje tradycyjny model oparty na wypłacie odszkodowania. Z drugiej – coraz silniej rozwijać się będzie podejście usługowe, w którym ubezpieczyciel staje się partnerem w rozwiązaniu problemu.

Wszystko wskazuje na to, że to właśnie drugi model będzie zyskiwał na znaczeniu. Zmieniający się styl życia młodszego pokolenia wyraźnie pokazuje, że klienci nie chcą angażować się osobiście w poszukiwania pomocy po szkodzie.

Może to oznaczać dla ubezpieczycieli konieczność inwestycji nie tylko w produkty, ale także w sieci wykonawców, technologie oraz procesy obsługi klienta.

Jedno jest pewne: przyszłość ubezpieczeń mieszkaniowych nie będzie opierać się wyłącznie na wypłacie pieniędzy. Będzie opierać się na pomocy.

Katarzyna Barszcz-Mrozicka
KBM Ubezpieczenia

Generali świętuje otwarcie 500 placówek partnerskich

0
Źródło zdjęcia: Generali

Marzec i kwiecień 2026 r. upłynęły w Generali pod znakiem cyklu trzech spotkań z właścicielami placówek partnerskich. Wydarzenia odbyły się w Opalenicy, Radomsku oraz Ostródzie i zgromadziły przedsiębiorców współpracujących z ubezpieczycielem z całej Polski.

Trzy miasta. Trzy różne energie. Jedno wspólne poczucie, że uczestnicy są częścią czegoś, co ma realną wagę i wpływ na rozwój całej sieci.

Na każdej z gal uhonorowano agentów w dziewięciu kategoriach – za wyniki, jakość pracy, obsługę klienta, skuteczność oraz wkład w rozwój sieci. Była elegancka oprawa i momenty docenienia najlepszych, ale równie ważne były rozmowy o strategii, wymiana doświadczeń i konkretna dyskusja o przyszłości modelu partnerskiego.

– 500 placówek partnerskich to dla mnie powód do ogromnej dumy. Dzisiejszy wynik pokazuje, jak wiele można osiągnąć dzięki konsekwencji i partnerskiej współpracy – podkreślał Roger Hodgkiss, prezes Generali.

Spotkania pokazały, że projekt, który dekadę temu był eksperymentem organizacyjnym, dziś stał się jednym z ważnych filarów sprzedaży firmy. Ubezpieczyciel świętuje osiągnięcie poziomu 500 placówek partnerskich, ale jednocześnie sygnalizuje, że najważniejszy etap dopiero się zaczyna.

Od pomysłu do ogólnopolskiej sieci

Historia programu rozpoczęła się w 2016 r., gdy Generali postawiło na model, w którym agent miał być lokalnym przedsiębiorcą, a nie wyłącznie sprzedawcą produktów. Założenie było proste: połączyć samodzielność biznesową partnerów z siłą marki, procesów i zaplecza dużego ubezpieczyciela.

– 500 placówek to nie tylko liczba. To 500 historii przedsiębiorczości, odwagi i konsekwencji ludzi, którzy każdego dnia budują zaufanie klientów na swoich lokalnych rynkach – mówił Mateusz Jarkowski, dyrektor Departamentu Rozwoju Placówek Partnerskich.

Pierwsze lata oznaczały budowę standardu działania. Powstawały biura, identyfikacja wizualna, procesy wsparcia sprzedaży oraz systemy szkoleniowe. W 2019 r. sieć osiągnęła poziom 100 placówek, co potwierdziło, że model można skalować.

Kolejne lata przyniosły rozwój całego ekosystemu współpracy. Obok sprzedaży pojawiły się narzędzia marketingowe, systemy leadowe, szkolenia kompetencyjne oraz nowe ścieżki rozwoju partnerów.

– Za sukcesem 500 placówek stoją tysiące codziennych działań: rozmowy z klientami, otwieranie nowych biur, szkolenia, inwestycje i wspólne pokonywanie trudniejszych momentów. To sukces wypracowany krok po kroku – zaznaczył Mateusz Jarkowski.

500 placówek to nie meta

Podczas spotkań mocno wybrzmiewał przekaz zarządu, że osiągnięcie poziomu 500 placówek nie jest zakończeniem projektu, lecz początkiem nowego etapu.

– Jesteście najlepsi z najlepszych. Dzięki wam Generali rośnie szybciej niż rynek i umacnia swoją pozycję w Grupie Generali. To sukces wspólny, bo za liczbami zawsze stoją ludzie i codzienna praca z klientem – mówił Roger Hodgkiss.

Firma chce dziś przejść od etapu rozbudowy sieci do etapu zarządzania jakością przy dużej skali działania. To naturalny moment dojrzewania modelu partnerskiego.

– Nie traktujemy tego jubileuszu jako mety. To potwierdzenie, że warto dalej inwestować w jakość, efektywność, rozwój oferty i nowoczesne wsparcie dla partnerów, którzy chcą rosnąć jeszcze szybciej – dodał Mateusz Jarkowski.

Step UP. Program dla ambitnych

Jedną z najważniejszych zapowiedzi cyklu spotkań był program Step UP, skierowany do partnerów planujących dynamiczniejszy rozwój biznesu. To nie jednorazowe szkolenie, lecz długofalowy, systemowy program pracy z agentami, nastawiony na realną poprawę wyników i jakości działania.

Program ma opierać się na czterech obszarach: bardziej systemowym podejściu do sprzedaży, rozwoju kompetencji w zakresie pracy z bardziej złożonymi produktami, wykorzystaniu nowych technologii oraz profesjonalizacji zarządzania placówką. W praktyce oznacza to większą pracę na danych, rozwój portfela firmowego i życiowego oraz wdrażanie narzędzi AI wspierających codzienną pracę agenta.

Całość realizowana jest w formie rocznego cyklu spotkań stacjonarnych uzupełnionych o spotkania online z ekspertami, uzupełnianych materiałami i elementami wdrożeniowymi. Kluczowe jest to, że program nie kończy się na wiedzy – jego celem jest realna zmiana sposobu pracy i przełożenie jej na wyniki.

– Chcemy dalej inwestować w nasze placówki partnerskie i tworzyć rozwiązania, które pomogą agentom rozwijać biznes w kolejnych latach – zapowiadał Roger Hodgkiss.

Generali wyróżniło podczas gali wybrane osoby. Co istotne, oprócz kryteriów biznesowych związanych ze sprzedażą ubezpieczeń i prowadzeniem placówki partnerskiej, ubezpieczyciel wziął też pod uwagę zaangażowanie społeczne.

Z ogromną wdzięcznością wręczamy dziś statuetki „Zaangażowany Partner THSN” agentom, którzy swoją postawą pokazują, że relacje mogą oznaczać coś więcej niż biznes. Dziękuję za wrażliwość społeczną, realne działania i obecność tam, gdzie wsparcie naprawdę zmienia ludzkie życie – powiedziała Justyna Szafraniec, prezeska fundacji The Human Safety Net w Polsce.

Elegancja z jasnym komunikatem

Spotkania w Opalenicy, Radomsku i Ostródzie były wyjątkową okazją do świętowania w eleganckim stylu, ale najważniejszy był ich biznesowy przekaz. Sieć została zbudowana, teraz czas na drugi rozdział. Mniej liczy się sama liczba placówek, bardziej jakość zarządzania, kompetencje i zdolność wzrostu w coraz trudniejszym rynku.

Aleksandra E. Wysocka

Rzecznik Finansowy powołał Radę Naukową

0
Źródło zdjęcia: RzF

Rzecznik Finansowy dr Michał Ziemiak powołał członków Rady Naukowej przy Rzeczniku Finansowym. RN tworzy 27 ekspertów o różnorodnych specjalizacjach w obszarach prawa, ekonomii, zarządzania i psychologii.

– Rada Naukowa ma być miejscem, w którym bieżące doświadczenia Biura Rzecznika spotkają się z refleksją akademicką. Wierzę, że to połączenie będzie pozwało lepiej projektować narzędzia ochrony klientów korzystających z usług rynku finansowego – mówi dr Michał Ziemiak.

Kluczowe rozwiązania na przyszłość

Dodaje, że jego ambicją jest, żeby Rada była przestrzenią do formułowania wieloletnich kierunków badań i wskazywania nowych wyzwań regulacyjnych. Ma też proponować rozwiązania, które z wyprzedzeniem odpowiadają na ryzyka, jakie przynoszą innowacje technologiczne czy zmiany społeczne. Podkreśla, że postrzega RN jako partnera strategicznego, zaangażowanego w prace biura na możliwie wczesnym etapie.

– Chcę, żeby Rada miała realny wpływ na kierunki działań Rzecznika Finansowego, szczególnie w obszarach wymagających głębszej refleksji naukowej i analizy danych. Dlatego liczymy na otwarty dialog, krytyczne uwagi, a czasem także na wskazanie nam perspektyw, których z poziomu praktyki nie dostrzegamy – mówi Michał Ziemiak.

Interdyscyplinarny charakter zespołu

Radę tworzą czołowi eksperci i reprezentanci wiodących ośrodków naukowych w Polsce, specjalizujący się w obszarach prawa, ekonomii, zarządzania i psychologii.

– Współpraca ekspertów reprezentujących różne dziedziny nauki sprzyja wypracowywaniu bardziej trafnych rekomendacji i rozwiązań odpowiadających na dynamicznie zmieniające się realia rynku. Pozwala również dostrzegać zjawiska, które z perspektywy jednej dyscypliny mogłyby pozostać niezauważone – mówi Michał Ziemiak.

Wsparcie działań edukacyjnych

Zadania Rady obejmują diagnozowanie kluczowych problemów ochrony klientów na rynku finansowym wraz z przedstawianiem propozycji ich rozwiązania. W tym celu analizuje ona rozwiązania przyjmowane w Polsce, a także w innych państwach. Rada sygnalizuje dostrzeżone rozbieżności w wykładni przepisów prawa w zakresie ochrony klientów rynku finansowego w orzecznictwie sądów powszechnych lub Sądu Najwyższego. Uczestniczy i zapewnia wsparcie przy realizacji projektów edukacyjno-informacyjnych Rzecznika Finansowego.

Pracami Rady kieruje prezydium w składzie:

  • prof. dr hab. Ewa Bagińska, Uniwersytet Gdański
  • dr hab. Ilona Kwiecień, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu
  • dr hab. Damian Walczak, prof. Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

Skład RN w kadencji 2026–2029:

  • prof. dr hab. Ewa Bagińska, Uniwersytet Gdański
  • dr hab. Teresa Bednarczyk, prof. Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie
  • dr hab. Dariusz Fuchs, prof. Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie
  • dr hab. Jakub Górka, prof. Uniwersytetu Warszawskiego
  • dr hab. Tomasz Jedynak, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie
  • prof. dr hab. Krzysztof Jajuga, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu
  • dr hab. Ewa Kowalewska, prof. Uniwersytetu Szczecińskiego
  • dr hab. Beata Kucia-Guściora, prof. Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II
  • dr hab. Robert Kurek, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu
  • dr hab. Ilona Kwiecień, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu
  • dr hab. Dominika Maison, prof. Uniwersytetu Warszawskiego
  • dr hab. Michał Mariański, prof. Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie
  • prof. dr hab. Monika Namysłowska, Uniwersytety Łódzkiego
  • prof. dr hab. Tomasz Nieborak, prof. Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu
  • dr hab. Marcin Orlicki, prof. Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu
  • prof. dr hab. Jerzy Pisuliński, Uniwersytet Jagielloński
  • dr hab. Michał Polasik, prof. Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu
  • dr hab. Joanna Rutecka-Góra, prof. Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie
  • dr hab. Edyta Rutkowska-Tomaszewska, prof. Uniwersytetu Wrocławskiego
  • dr hab. Małgorzata Serwach, prof. Uniwersytetu Łódzkiego
  • dr hab. Monika Szaraniec, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie
  • dr hab. Beata Świecka, prof. Uniwersytetu Szczecińskiego
  • dr hab. Damian Walczak, prof. Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu
  • dr hab. Krzysztof Waliszewski, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu
  • dr hab. Monika Wałachowska, prof. Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu
  • dr Aleksandra Wiktorow, Rzecznik Ubezpieczonych (2011–2015) i Rzecznik Finansowy (2015–2019)
  • dr hab. Konrad Zacharzewski, prof. Akademii Leona Koźmińskiego

(AM, źródło: RzF)

Kwiecień miesiącem rekordowych osiągnięć PPK

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Maj był historycznym miesiącem dla Pracowniczych Planów Kapitałowych. Partycypacja w programie przekroczyła bowiem poziom 60%, natomiast wartość aktywów netto zgromadzonych w PPK wyniosła ponad 50 miliardów złotych.

Według najnowszego Biuletynu PPK WAN na koniec kwietnia wynosiła 50,33 mld zł, wobec 46,87 mld zł miesiąc wcześniej. Partycypacja w PPK osiągnęła poziom 60,28% (59,8% w marcu), a liczba aktywnych rachunków przekroczyła 5,36 mln (5,31 mln przed miesiącem). Z możliwości oszczędzania w systemie korzystało już 4,31 mln osób (4,28 mln).

Najwyższy poziom partycypacji miał miejsce w podmiotach, które zatrudniają ponad 1000 osób, i wyniósł 87,74%. Zarządzaniem PPK zajmowało się 16 instytucji finansowych. Średni koszt to 0,363% w skali roku.

Na koniec kwietnia na rachunku oszczędzającego w programie od grudnia 2019 r. (zarabiającego do końca 2023 r. 5300 zł i od 2024 r. 7000 zł), w zależności od grupy FZD znajdowało się średnio od 12 731 zł do 19 668 zł więcej niż on sam wpłacił do PPK. To oznacza dla uczestnika programu od 140% do 216% zysku.

(AM, źródło: PFR Portal PPK)

Zarząd PZU SA wnioskuje do akcjonariuszy o wypłatę 4,14 mld zł dywidendy

0
Źródło zdjęcia: Canva

13 maja 2026 roku zarząd PZU SA postanowił wystąpić do Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia spółki z wnioskiem w sprawie podziału zysku netto za rok zakończony dnia 31 grudnia 2025 roku, zwiększonego o środki z kapitału zapasowego z zysku netto za rok poprzedni.

Na ogólną kwotę do podziału w wysokości ponad 6,15 mld zł (dokładnie 6 151 339 369,63 zł) składają się:

  • 5,06 mld zł (5 062 317 928,62 zł) zysku netto za rok zakończony dnia 31 grudnia 2025 roku,
  • 1,09 mld zł (1 089 021 441,01 zł) przeniesione z kapitału zapasowego utworzonego z zysku netto za rok zakończony 31 grudnia 2024 r.

Zgodnie z wnioskiem zarządu PZU SA, wyżej wymieniona kwota miałaby być podzielona w następujący sposób:

  • 4,14 mld zł (4 144 910 400 zł), tj. 4,8 zł trafiłoby na wypłatę dywidendy;
  • 8,48 mln (8 478 000 zł) zostałoby przeznaczone na Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych;
  • niemal 2 mld zł (1 997 950 969,63 zł) zasiliłoby natomiast kapitał zapasowy.

Dniem dywidendy miałby być 17 września 2026 r., a dniem wypłaty dywidendy – 8 października 2026 r.

PZU SA podkreślił w komunikacie, że proponowany podział zysku jest zgodny z polityką kapitałową i dywidendową Grupy PZU na lata 2025–2027, przyjętą 28 listopada 2024 r. oraz uwzględnia zalecenia zawarte w stanowisku Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie polityki dywidendowej w 2026 r. z dnia 17 grudnia 2025 r.

Wniosek zarządu został przekazany 13 maja do oceny radzie nadzorczej PZU SA. Tego samego dnia RN wystawiła mu pozytywną ocenę i zarekomendowała Zgromadzeniu jego przyjęcie, zarówno w zakresie podziału zysku, jak i dnia dywidendy oraz dnia jej wypłaty.

(AM, źródło: PZU)

KRiR chce zmiany zasad przyznawania pomocy przez ARiMR

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

11 maja 2026 r. zarząd Krajowej Rady Izb Rolniczych wystąpił do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi z wnioskiem o zmianę przepisów dotyczących zasad przyznawania pomocy przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, tak aby przy ocenie prawa do pełnego wsparcia brano pod uwagę wyłącznie datę zawarcia umowy ubezpieczenia upraw.

W swoim wystąpieniu KRiR zwróciła uwagę, że obecna interpretacja ARiMR powoduje, iż pomoc jest obniżana o 50%, jeśli w dniu szkody uprawy nie były jeszcze objęte ochroną ubezpieczeniową, nawet gdy umowa została podpisana i opłacona. To efekt ustawowej karencji – odpowiedzialność ubezpieczyciela za szkody spowodowane m.in. gradem czy przymrozkami zaczyna się dopiero po 14 dniach od zawarcia umowy. Rolnicy uważają, że karencja powinna dotyczyć wyłącznie relacji z ubezpieczycielem, a nie wpływać na wysokość pomocy krajowej.

„Przykładem jest rolnik z Mazowsza, któremu grad zniszczył uprawy 5 czerwca 2025 r., mimo że polisę podpisał 27 maja; ARiMR przyznała mu wsparcie, ale obniżone o połowę. Rolnik nie zgodził się z decyzją, argumentując, że spełnił wymóg posiadania ważnej umowy ubezpieczenia w dniu szkody” – wskazała Izba.

KRIR podkreśla, że taka interpretacja jest krzywdząca i niezgodna z intencją przepisów. W związku z tym wnosi o zmianę regulacji, tak aby ARiMR honorowała datę zawarcia polisy, niezależnie od daty rozpoczęcia ochrony ubezpieczeniowej.

(AM, źródło: KRiR)

Zapomniany element każdego projektu IT

0
Łukasz Nienartowicz

W trakcie niedawnej rozmowy z menedżerem danych z dużej organizacji finansowej w naszym kraju usłyszałem następujące stwierdzenie: „Nasza firma rozpoczyna wdrożenie kluczowego systemu informatycznego, co wiąże się z dużymi kosztami finansowymi oraz dodatkowym zaangażowaniem wielu pracowników i przez to inwestycje w obszar danych są zamrożone. Realnie to nawet nie jestem zaangażowany w ten projekt”.

Na pierwszy rzut oka to zupełnie naturalne. Obecne czasy nie pozwalają na inwestowanie w wiele równoległych projektów IT. Zresztą skupienie się na jednym, ale konkretnym zapewne da lepsze rezultaty. Jest tylko jeden, wielki wykrzyknik przy tym zdaniu. Jak to możliwe, że człowiek odpowiedzialny za dane w organizacji nie jest włączony w tak ważny projekt? A kto będzie odpowiadał za migrację danych?

Zapomniany element

Wiele organizacji przymierzających się do wdrażania nowych i transformacyjnych rozwiązań IT, które oczywiście pochłaniają większą część budżetu inwestycyjnego firmy, zapomina o jednej malutkiej i nic nieznaczącej części projektu, jaką jest migracja danych. A takie podejście może powodować nie tylko spore nieprzewidziane koszty, ale również zagrozić powodzeniu całego przedsięwzięcia.

Wielokrotnie spotykałem się z sytuacją, gdy w trakcie wdrożenia rozwiązania CRM lub automatyzacji marketingu okazywało się, że nikt nie pomyślał o przygotowaniu danych klientów i ich historii, które trzeba pobrać z dotychczasowo wykorzystywanych systemów.

I tu pojawiają się dwa scenariusze. W pierwszym rozpoczynamy osobny projekt migracji, który będzie trwał dodatkowy rok, ponosimy koszty opóźnienia choćby w postaci opłat za licencje działających równolegle systemów. W gorszym scenariuszu zamykamy całe przedsięwzięcie, bo nasze uzasadnienie biznesowe przestaje się kalkulować.

Ale my nie będziemy migrować danych

Sytuacja taka jak powyższa, czyli pominięcie migracji danych klientów do systemu CRM, jest oczywistym (ale bardzo powszechnym) błędem w planowaniu projektu. Z drugiej strony zdarzają się sytuacje, gdy mówimy sobie na przykład: danych z systemu obsługi klienta nie będziemy przenosić do nowego rozwiązania. Ono zacznie działać z „czystą kartą”. Nie będzie więc potrzebna migracja danych.

Tyle że to nie do końca prawda. W dobie szybko rozwijających się rozwiązań sztucznej inteligencji dane historyczne mają olbrzymią wartość. W wielu przypadkach to właśnie te dane stają się podstawą do prawidłowego wnioskowania, jakiego oczekujemy od algorytmów machine learning. Nikt z nas nie chciałby usłyszeć, że oczywiście możemy zautomatyzować ten obszar biznesowy, ale musimy poczekać pięć lat, aż zbiorą się dane historyczne.

Z tego powodu, nawet jeśli nie planujemy migracji danych z dotychczasowego systemu IT do nowego, należy zawsze rozważyć potrzebę zbudowania archiwum, w którym będziemy przechowywać dotychczas zebrane dane w sposób, który umożliwi nam łatwy dostęp do nich w razie zaistnienia potrzeby biznesowej.

Migracja, głupcze

Z powyższych przykładów łatwo wysnuć wniosek, że w przypadku każdego wdrożenia systemu IT należy zaangażować osoby, które w naszej organizacji odpowiadają za dane. Choćby po to, żeby mieć 100% pewność, że nie chcemy ich migrować do nowego systemu. Bo nie ma gorszej sytuacji, niż przypomnieć sobie o tym na tydzień przed go-live.

Łukasz Nienartowicz
Data by Example

22,720FaniLubię
822ObserwującyObserwuj

Aktualne wydanie