Rozmowa z Aleksandrą Friedel, prezeską Unilink i Fundacji Zacznij od Siebie
Aleksandra E. Wysocka: – Fundacje firmowe często kończą jako ładny slajd na gali. Jak jest u Was?
Aleksandra Friedel: – Mamy bardzo konkretne cele: mówić szeroko o profilaktyce zdrowia i znaczeniu ubezpieczeń w Polsce. Stworzyliśmy wzór mocy: Plan A + Plan B = życie i zdrowie. Plan A to dbanie o zdrowie, dobry sen, ruch, dieta, profilaktyka. Plan B to przygotowanie na kryzysowe sytuacje, rozmowa o zabezpieczeniu finansowym, ubezpieczeniach.
Start Fundacji został ogłoszony podczas Gali 15-lecia Unilink. Wspólnie z Ewą Chodakowską, symbolem planu A, rozpoczęłyśmy rozmowę o tym, jak Plan A i Plan B idą w parze. To był dla nas symboliczny początek działań, które dziś zaczynają przynosić efekty.
Co przez ten czas zadziałało najlepiej?
– Najważniejsza okazała się zmiana języka. Kiedy nie zaczynamy od produktów, tylko pytania „jaki masz plan B?”, otwierają się drzwi. Ludzie nie czują, że ktoś próbuje sprzedać im skomplikowaną usługę. Zaczynają myśleć o własnym życiu, zdrowiu, rodzinie i bezpieczeństwie.
A gdzie już widać konkretny efekt tych działań?
– Zaczęliśmy od siebie i wdrożyliśmy edukacyjne działania w Unilink. Zyskaliśmy też wewnętrznych Bohaterów Planu B – wspaniałych agentów, którzy pomagają nam szerzyć ideę fundacji wewnątrz organizacji oraz branży. To wiele dla nas znaczy.
Wychodzimy też poza branżę. Jesteśmy na wydarzeniach i konferencjach biznesowych, lifestylowych, zdrowotnych, gdzie o ubezpieczeniach się nie mówi. Nasze działania zostały zauważone. Zostaliśmy zaproszeni do Sejmu, aby rozmawiać o profilaktyce zdrowia.
Współpracujemy z cenionymi ekspertami i osobowościami. Naszymi Ambasadorami planu A – profilaktyki zdrowia – są między innymi Ewa Chodakowska i profesor kardiologii, ekspert z dziedziny longevity Marek Postuła. Jesteśmy obecni podczas słynnej trasy treningów stacjonarnych Ewy – Be Active Tour. Razem z profesorem Postułą uczestniczymy w panelach dyskusyjnych o długowieczności.
Co daje Wam ta współpraca, poza zasięgiem?
– Wiarygodność. Ewa ze sceny mówi, że wcześniej wielu rzeczy nie wiedziała, a dziś tę świadomość już ma i jest ubezpieczona. Zadbała o swój plan B.
Czyli nawet człowiek z pieniędzmi może być bezbronny?
– Tak, bo w dochodzeniu do zdrowia liczą się trzy waluty: wiedza, czas i pieniądze. Dobre ubezpieczenie daje nie tylko pieniądze, ale też koordynację leczenia. Ktoś pomaga wybrać klinikę, przeprowadza przez procedury, porządkuje chaos informacji.
Wiele osób mówi: mam oszczędności, więc polisa nie jest mi potrzebna.
– Sama kiedyś tak myślałam. Potem jeden z agentów zapytał mnie, gdzie mam zabezpieczone swoje środki. Odpowiedziałam, że mam nieruchomości, które mogę spieniężyć. Zapytał: czyli w chorobie zaczynasz od sprzedaży mieszkania? A ile to potrwa? Będziesz miała siłę, aby się tym zająć? To było otrzeźwiające.
Dlatego mówicie, że ubezpieczenie to zrzutka na siebie?
– Polacy potrafią się jednoczyć i pomagać, kiedy dzieje się coś złego. Organizujemy zbiórki, reagujemy sercem. Jednak nie mamy pewności czy zrzutka zadziała, gdy to my będziemy potrzebować pomocy. Ubezpieczenie działa inaczej. Najpierw zrzucam się na siebie. Zyskuję spokój ducha, że mam wsparcie i zabezpieczenie.
W branży ubezpieczeniowej często pierwsza reakcja brzmi: dobrze, ale ile polis z tego powstanie? Czy przy takich inicjatywach nie za szybko sprowadzamy wszystko do sprzedaży?
– Budowanie świadomości ubezpieczeniowej to proces. Jeśli oczekujemy natychmiastowego wyniku sprzedażowego, łatwo przeoczyć długofalową wartość. Wierzę, że jako branża możemy zjednoczyć się w budowie świadomości ubezpieczeniowej, tak aby wspólnie zadbać o ludzi. Zysk z czasem przyjdzie.
W Waszych działaniach pojawiają się lekarze, sportowcy, ludzie spoza rynku ubezpieczeniowego. Dlaczego właśnie oni?
– Bo oni bardzo naturalnie widzą sens takiej rozmowy. Lekarze widzą, jak choroba potrafi wywrócić życie do góry nogami. Sportowcy z kolei, jak jedna kontuzja może zatrzymać karierę. Dla nich myślenie o planie B jest czymś oczywistym. Dlatego tak łatwo łączą temat zdrowia z potrzebą finansowego zabezpieczenia.
Jakie są kolejne kroki fundacji?
– Nawiązujemy szerszą współpracę z fundacją prof. Marka Postuły i przygotowujemy specjalną konferencję poświęconą życiu i zdrowiu. Chcemy stworzyć przestrzeń, w której o ubezpieczeniach mówi się inaczej niż przez pryzmat produktów i tabel.
Jako multiagencja macie pewną przewagę. Nie musicie promować jednego produktu ani jednego towarzystwa. Czy to ułatwia rozmowę o ubezpieczeniach w taki bardziej neutralny sposób?
– To rzeczywiście pomaga. Nie promujemy jednej polisy ani jednego towarzystwa. Mówimy po prostu: warto się ubezpieczać. Możemy pokazywać różne rozwiązania i je porównywać. Dzięki temu jesteśmy bardziej wiarygodni, zwłaszcza w Polsce, gdzie ludzie szybko wyczuwają, kiedy za edukacją stoi wyłącznie sprzedaż.
Chcecie zmienić powiedzenie „Polak mądry po szkodzie”?
– Znamy zbyt wiele historii, w których klient trafiał do agenta za późno. Chcemy, aby każdy był „mądry przed szkodą”. Dlatego zaczynamy od podstaw – od rozmowy, edukacji i oswajania tematu. Planujemy inicjatywy lokalne, działania w szkołach i ogólnopolskie kampanie. Jeśli o ubezpieczeniach zaczniemy mówić wcześniej i prostym językiem, przestaną być tematem trudnym czy odkładanym „na później”, a zaczną być elementem odpowiedzialnego dbania o siebie i swoich bliskich.
A jak mówić o prywatnych ubezpieczeniach w kraju, gdzie rośnie ubóstwo?
– To trudne pytanie. Jednak dziś problemem często nie jest wyłącznie brak środków, ale brak świadomości, jakie rozwiązania istnieją i jak można się zabezpieczyć – czasem relatywnie niewielkim kosztem.
Jako fundacja chcemy włączać się w rozmowę o systemowych rozwiązaniach, które będą wspierać odpowiedzialne decyzje. Na przykład o ulgach podatkowych dla osób, które decydują się na ubezpieczenie.
Osoby, które mogą skorzystać z prywatnej ochrony, odciążają system publiczny. Zostawiają więcej miejsca tym, którzy nie mogą się ubezpieczyć z powodu budżetu, wieku czy już istniejących chorób. Wiele osób ma też dziś dostęp do ubezpieczeń przez pracodawcę, ale nie zawsze wie, czy ten zakres odpowiada ich potrzebom. Tu widzimy ogromną przestrzeń do edukacji.
To nie tylko kwestia indywidualnej odpowiedzialności, ale też realnego odciążenia systemu i działania z korzyścią dla całego społeczeństwa.
Jest wiele do zrobienia.
Dziękuję za rozmowę.
Aleksandra E. Wysocka