Przepraszam, ale ja się nie komunikuję

0
801

Na branżowych spotkaniach mam przyjemność rozmawiać z wieloma ekspertami z branży ubezpieczeniowej. Lata doświadczeń, ogromna wiedza, ciekawe spostrzeżenia. Jednak na propozycję, że może warto by coś na ten temat napisać albo powiedzieć w podcaście, często pojawia się wypowiedziane z dumą i satysfakcją: przepraszam, ale ja się nie komunikuję.

W domyśle – ja zajmuję się biznesem, a zbędne tematy zostawiam marketingowi i PR-owi. To wielka szkoda, jeśli nie ma płynnego przepływu pomysłów i treści między biznesem a osobami odpowiedzialnymi za komunikację. Skutkuje to często wydmuszkową komunikacją, w której w kółko powtarzane są te same oczywiste treści. I ciężko o to marketing/PR winić, skoro nie ma stałego dopływu aktualnych i wartościowych treści. Biznes nie ma czasu, jest przywalony nadmiarem projektów, spotkań, regulacji. I gdzie tu znaleźć czas na pustosłowie?

Rzecz w tym, żeby nie było pustosłowia i treści w stylu „jesteśmy najlepsi”, których praktycznie nikt nie chce czytać, nawet sami autorzy.

Ten smutny stan ma też dobre strony. Firmy, które mają gotowość do tworzenia wartościowych treści i wypracowały sprawną komunikację na linii biznes-marketing-PR, mogą błyskawicznie jakościowo się wybić w środowisku branżowym. A przecież coraz częściej walka o talenty to walka przy pomocy merytoryki.

Coraz więcej ludzi, szczególnie młodszych, czerpie wiedzę biznesową z LinkedIna czy portali i newsletterów branżowych. Jeśli będziemy tam z sensownym, przydatnym przekazem, to bardzo łatwo wyprzedzimy tych, którzy piszą wyłącznie o swoich sukcesach, oraz tych, którzy nie piszą nic i są z tego dumni.

Być może rzeczywiście lepiej nie komunikować nic, niż robić to w sposób nieprzemyślany, jednak ta reguła może zamienić się u wielu ekspertów w dobrze brzmiącą wymówkę. A ci, którzy są gotowi na dzielenie się wiedzą, zostawią nas daleko, daleko w tyle.

Aleksandra E. Wysocka

redaktorka naczelna