Dzięki technologii żyjemy dłużej w zdrowiu

0
188

Rozmowa z Markiem Witulskim, dyrektorem branż Diagnostic Imaging i Advanced Therapies w Siemens Healthineers

Aleksandra E. Wysocka: – Lekarzy mamy coraz mniej, a chorób coraz więcej, więc chyba nadszedł moment, w którym technologia może naprawdę ratować życie, a na pewno pomagać w interwencjach medycznych. Czy roboty przejmują już powoli opiekę medyczną, czy raczej tylko wspomagają lekarzy?

Marek Witulski: – Medycyna rozwija się w niesamowitym tempie, rynek usług medycznych także. Wykonujemy coraz więcej bardzo skomplikowanych zabiegów. Ważne, aby były one jak najmniej inwazyjne, bo to skraca pobyt pacjenta w szpitalu i zdecydowanie zmniejsza ryzyko wystąpienia powikłań. Odnotowujemy coraz większe zapotrzebowanie na pracownie do zabiegów interwencyjnych i na personel, który będzie je wykonywał.

Technologie robotyczne, które wprowadzamy, wychodzą naprzeciw tym potrzebom, pomagając m.in. rozwiązać problemy natury kadrowej. Roboty uwalniają potencjał lekarzy, tj. zwiększają efektywność tych zasobów ludzkich, które posiadamy. Po drugie, robotyka podnosi precyzję i standaryzację zabiegów. W tej chwili mamy mistrzów, którzy są najlepsi w wykonaniu tych procedur, i oni być może tych robotów nie potrzebują. Ale mamy też bardzo krótką ścieżkę uczenia, na której są bardzo dobrzy specjaliści – mogą być mistrzami, jeżeli będą mieli wspomaganie robotyczne.

Czy roboty można spotkać również na polskich blokach operacyjnych?

– W Nowym Sączu od ponad pół roku pracuje pierwszy w Europie Środkowo-Wschodniej robot do wspomagania zabiegów kardiologii interwencyjnej. Chodzi o zabiegi w zakresie naczyń wieńcowych, które standardowo wykonywane są w sposób manualny, a więc urządzenia są wprowadzane do naczyń bezpośrednio przez operatora pod kontrolą angiografu.

Tymczasem Corindus CorPath GRX – tak się nazywa to urządzenie – jest jakby pośrednikiem pomiędzy operatorem a pacjentem. Dzięki robotyzacji lekarz może wykonywać wszystkie procedury za pomocą joysticków w bezpiecznych warunkach, znajdując się poza polem promieniowania wykorzystywanego przez angiograf do obrazowania naczyń podczas zabiegu. Przy pomocy robota lekarz zdalnie nawiguje narzędziami w ciele pacjenta. W ten sposób ekspozycja głównego operatora na promieniowanie jonizujące jest dużo niższa, nawet o 95%!

Poza tym robot się nie męczy, więc cały czas wykonuje ruchy z tą samą dokładnością i szybkością. Lekarz siedzi wygodnie w fotelu i steruje robotem, nie musi nosić ciężkich osłon ołowianych, a to oznacza, że przy czwartym czy piątym zabiegu tego dnia jest tak samo wypoczęty jak przy pierwszym.

Wreszcie, umiejscowienie elementów wszczepialnych wykonywane jest w takiej sytuacji z robotyczną precyzją. Dobór wszczepianego stentu odbywa się na podstawie bardzo precyzyjnych pomiarów, co sprawia, że popełnia się mniej błędów. Pierwsze doniesienia po zastosowaniu tej technologii wskazują, że ośrodki, które wykorzystują roboty, zużywają o 8% mniej stentów. Z punktu widzenia ubezpieczeń dzięki tej precyzji wykonania zabiegu zmniejsza się też ryzyko popełnienia błędu, a więc i koszty ewentualnych odszkodowań.

Telemedycyna w ostatnich miesiącach stała się elementem codzienności. Czy tu mamy jeszcze jakieś pole do innowacji? Czy można za jej pomocą wspomagać leczenie i obniżać koszty?

– Telemedycyna łączy się z zaawansowanymi technikami medycznymi, także w obszarze interwencji naczyniowych. W przyszłości będzie możliwe wykonywanie tych zabiegów również zdalnie: pacjent może być w mieście A, zaś operator w mieście B oddalonym o 500, 1000 czy o 3000 km – nie ma to żadnego znaczenia. Dzięki temu będzie można wykonywać zdecydowanie bardziej zaawansowane zabiegi w większej liczbie placówek. To oznacza również możliwość niesienia szybkiej pomocy pacjentom bez konieczności ich transportowania.

Dzięki telemedycynie mamy możliwość zdalnej konsultacji z lekarzem w sytuacji np. lekkiego przeziębienia niewymagającego wizyty w placówce, zdalnego otrzymania recepty, a nawet wykupu leków. Telemedycyna jest techniką, którą warto wspomagać. Dostarcza rozwiązania, które zdecydowanie podnoszą nasz komfort i bezpieczeństwo, i choćby dlatego warto je rozwijać.

Jakie jeszcze technologie mogą wspomóc medycynę w najbliższym czasie?

– W tej chwili wdrażamy technologię zdalnej obsługi urządzeń do obrazowania medycznego. Umożliwia ona technikowi wykonywanie badań z centralnej sterowni i obsługę nawet trzech aparatów jednocześnie. Technik może siedzieć przed konsolą i obrazem z kamer, skąd jest w stanie symultanicznie prowadzić kilka badań. Przy każdym aparacie znajduje się z kolei tylko jedna osoba, która pacjenta układa, a potem, jeżeli trzeba, wyzwala promieniowanie czy rozpoczyna badanie i dogląda pacjenta w pracowni.

Takie rozwiązanie ma duże znaczenie również w pandemii, bo w ten sposób technik nie ma bezpośredniego kontaktu z pacjentem. Część personelu musi ten kontakt mieć, to oczywiste, ale jeżeli jesteśmy w stanie wyjąć technika sprzed aparatu, gdzie wchodzi pacjent zakażony, warto z tego skorzystać.

Gdzie Pan widzi potencjał dla kolejnych skoków w rozwoju połączenia technologii i medycyny?

– Robotyka jest jednym z najszybciej rozwijających się obszarów, ponieważ wspomaga uwalnianie zasobów, zwiększa jakość, ochrania pracowników i pomaga redukować liczbę błędów. Kolejną technologią, którą obecnie rozwijamy, jest szeroko pojęte oprogramowanie oparte na sztucznej inteligencji, a w szczególności oprogramowanie do wspomagania diagnozy.

Dzisiejsze urządzenia diagnostyczne produkują taką ilość danych, że człowiek potrzebowałby dużo czasu, żeby je przetworzyć i wyciągnąć z nich wnioski. Posiadamy już rozwiązania, które potrafią zebrać te dane, przeanalizować je i podać na talerzu podsumowanie. W takiej sytuacji lekarz patrzy na to zestawienie i ma już mnóstwo informacji. Jeżeli się zgadza z takim podsumowaniem, to może postawić diagnozę w znacznie krótszym czasie.

Istnieją też systemy wspomagania decyzji medycznych…

– Opierają się na przetwarzaniu danych. Kiedy trafimy do lekarza z problemem, system, analizując nasze dane, może zaproponować konkretną procedurę. Dążymy do tego, żeby każdy pacjent miał swojego „cyfrowego bliźniaka”, czyli dokładne lustrzane odbicie z pełnymi parametrami, zarówno tymi, które uzyskujemy z badań diagnostycznych, jak i tymi, które będą na bieżąco pobierane z naszego zegarka czy z innych czujników. Jeśli nasz „cyfrowy bliźniak” zarejestruje jakieś problemy zdrowotne, wyśle nam wiadomość, że powinniśmy się skontaktować z lekarzem.

Ale to jest przyszłość, choć nie tak odległa. Potrzebujemy jeszcze rozwoju naszych technologii, zbierania, archiwizowania i agregacji danych.

Jakie są priorytety Waszej firmy? Z jakimi tematami mogą się do Was udać podmioty z branży ubezpieczeniowej?

– Naszym priorytetem jest dostawa rozwiązań dla szeroko pojętego rynku zdrowia, która pozwoli na to, żebyśmy żyli dłużej w zdrowiu i byli bardziej efektywnie leczeni, co oznacza pośrednio, że staramy się zmniejszać ryzyko ubezpieczeniowe.

Dziękuję za rozmowę.

Aleksandra E. Wysocka