Ferie zimowe najbardziej urazogennym okresem roku

0
322

Ferie zimowe dla doradców ubezpieczeniowych są czasem zdecydowanie trudniejszym niż wakacje. – Zawsze ostrzegamy, że wypad na stok na narty albo na snowboard to nie jest to samo, co leżenie na plaży nad morzem. Możemy umieć świetnie jeździć, ale być poszkodowani, bo wjedzie w nas niedoświadczony narciarz albo padniemy ofiarą np. zdarzenia wynikającego z pogody i warunków atmosferycznych. Nie rozumiem ludzi, którzy jadą na narty, a nie mają odpowiedniego ubezpieczenia. To jest ryzykowanie życiem i bezpieczeństwem – mówi Paweł Skotnicki, ekspert ubezpieczeniowy.

Dodaje, że największym zmartwieniem doradców ubezpieczeniowych w Polsce jest to, że polscy turyści wciąż nie są wystarczająco rozsądni podczas takich wyjazdów.

– Zdarza się, że ludzie wyjeżdżają na narty w Alpy, a nie myślą o tym, by wykupić ubezpieczenie na wypadek urazu, jaki może wydarzyć się na stoku. Żyjemy w przeświadczeniu, że karta EKUZ wystarczy i można spokojnie szaleć na stoku. Ubezpieczenie w przypadku sportów zimowych ma nam zapewnić bezpieczne sprowadzenie ze stoku, transport medyczny, hospitalizację, a następnie powrót do domu i rehabilitację. Bez tego może okazać się, że wypad na narty stanie się wielkim problemem życiowym. Nie możemy ignorować tego, jakie mogą być konsekwencje urazu na stoku – mówi Paweł Skotnicki. – Znam sytuacje, w których osoba doskonale jeżdżąca na nartach była poszkodowana w poważnym wypadku na stoku, gdy z impetem w tę osobę wjechał niedoświadczony narciarz. Skończyło się to poważnymi urazami. Inny przykład z tego sezonu to poślizgnięcie się na rampie narciarskiej. Tutaj nie mają znaczenia umiejętności. Dzieje się wypadek i musimy być ubezpieczeni na jego konsekwencję – dodaje.

Według eksperta turyści częściej wykupują ubezpieczenia, gdy wyjeżdżają zagranicę, niż kiedy udają się na narty w Polsce. Ale i to nie jest regułą. – Zdarza się, że dzwonią klienci już z miejsca, w którym przebywają, bo nagle przypomnieli sobie, że jednak narty potrafią być niebezpieczne – przyznaje Paweł Skotnicki.

Ubezpieczenie musi być kompletne

Innym problemem jest to, że klienci niekiedy nie zwracają uwagi na to, co zawiera polisa, a w krytycznych sytuacjach okazuje się, że nie obejmuje ona np. transportu medycznego czy zabezpieczenia związanego z działaniem w ekstremalnych warunkach pogodowych.

– Jeżeli wyjeżdżamy w góry czy na stok, to musimy zawrzeć w ubezpieczeniu informacje np. o akcji poszukiwawczej, helikopterze transportowym, transporcie medycznym do najbliższej placówki medycznej, a następnie do miejsca zamieszkania. Sporty zimowe są zawsze najbardziej urazogenne, a widzimy, że osób szukających zastrzyku adrenaliny w sportach zimowych jest coraz więcej – mówi Paweł Skotnicki.

Ekspert zwraca uwagę, że urazy zimowe nie są efektem wyłącznie uprawiania sportów zimowych. – Zima jest okresem, gdy mamy kumulacje zdarzeń związanych np. ze śliską nawierzchnią, czyli urazy, zwichnięcia, złamania czy obicia. Mamy ewidentnie wzmożony kontakt z naszymi klientami korzystającymi z polis ubezpieczeniowych. Czy zima jest motywatorem do ubezpieczenia się dla nowych klientów? To byłaby zbyt odważna teza – dodaje Paweł Skotnicki.

(AM, źródło: PR Proogres)