Kiedy w zdrowotnych dojdziemy do muru? A może już doszliśmy?

0
1630

Trzy pytania do Daniela Zdzińskiego, prezesa Certo Broker

Redakcja „Gazety Ubezpieczeniowej”: – Ile osób korzysta w Polsce z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych?

Daniel Zdziński: – Polska Izba Ubezpieczeń w swoich najnowszych danych podaje, że z ubezpieczeń zdrowotnych korzysta w Polsce ok. 4,7 mln osób. Niewątpliwie jest to liczba, która robi wrażenie i brzmi bardzo optymistycznie. Pozostaje pytanie, co tak naprawdę przyjmujemy i raportujemy jako ubezpieczenie zdrowotne. Mam z tym trochę problemów, szczególnie gdy czytam „wspaniałe” dane ogłoszone przez PZU, który ustami swoich pracowników na łamach „Gazety Ubezpieczeniowej” chwali się, że zapewnia poprzez PZU Zdrowie opiekę medyczną ponad 3,5 mln klientów.

Tak po prostu nie wierzę, że 73% tego rynku należy do PZU. Jest to praktycznie niemożliwe, więc albo PZU znacząco zaokrągla swoje wyniki w górę, albo liczy wszelkie nawet najbardziej dziwne dodatki, które na siłę stara się umieszczać w swoich produktach życiowych i sprzedawać je jako nierozerwalne pakiety. Według mnie nie ma to nic wspólnego z ubezpieczeniami zdrowotnymi i fałszuje obraz tego rynku.

Trudno uznać, że jakiekolwiek pakiety zniżkowe czy jakieś możliwości uzyskania teleporady realizują rzeczywistą opiekę medyczną. Moim zdaniem są „pustym” ryzykiem, którego celem jest zwiększenie przypisu składki bez zapewnienia realnej ochrony w zakresie opieki medycznej. Dziwię się, że wielu nawet renomowanych brokerów zgadza się na takie rozwiązania czy wręcz czasami je proponuje. W końcówce 2022 r. uczestniczyłem w szkoleniu, na którym wprost było powiedziane, że to jest główny cel największego ubezpieczyciela na 2023 r. i jak widać, w jakiejś tam części został zrealizowany. Został także tak zaraportowany do PIU, co przekłamuje dane o rzeczywistej liczbie osób objętych prywatnymi ubezpieczeniami zdrowotnymi – tymi prawdziwymi.

Mam tylko nadzieję, że inni ubezpieczyciele w sposób bardziej rzeczywisty raportują dane o ubezpieczonych. Ogólna liczba naprawdę robi wrażenie, ale zarazem pokazuje, że wciąż jest potencjał do rozwoju tego rynku.

Nadal jednak pozostaje kilka problemów, w tym największy – czy polski rynek opieki medycznej jest w stanie obsłużyć ten potencjał i ile powinno to kosztować?

Jak długo jeszcze będą rosły ceny ubezpieczeń zdrowotnych i do jakiej wysokości dojdą ceny w miarę sensownych pakietów medycznych?

– To jest na dzisiaj chyba najważniejsze i zarazem najtrudniejsze pytanie. Rok 2023 był rokiem podwyżek na poziomie często przekraczającym 50%, i to bez względu na szkodowość. Podwyżki praktycznie nie podlegały jakimkolwiek negocjacjom. Tak ma być i kropka.

Dzisiaj już bardzo często mamy sytuację, gdy w miarę sensowny pakiet zdrowotny kosztuje pracodawcę 140–150 zł miesięcznie. Pakiety rodzinne osiągają ceny, które wykupują jedynie osoby na bieżąco, intensywnie korzystające z opieki medycznej, co powoduje, że szkodowość pakietów rodzinnych według ubezpieczycieli praktycznie zawsze przekracza 100% i skutkuje znowu decyzjami o podwyżce składki, we wszystkich pakietach. Jest to takie zamknięte koło niemocy, które nie pozwala na upowszechnienie się prywatnej opieki medycznej i objęcie nią większej liczby osób ubezpieczonych.

Pozostaje pytanie, jak długo pracodawcy są w stanie akceptować taką sytuację. Mam świadomość, że trudno jest pracodawcy podjąć decyzję o rezygnacji z tego benefitu. Wiadomo, trudno odebrać coś, co pracownicy posiadają i z czego korzystają. Ale trzeba uwzględniać możliwości finansowe pracodawców. Już dzisiaj wielu twierdzi, że jeżeli również w 2024 r. podwyżki procentowo będą podobne jak w 2023, to będą bardzo poważnie zastanawiali się nad rezygnacją z tego benefitu. Cena ponad 200 zł miesięcznie za pracownika może być z ich punktu widzenia nie do przejścia pod względem budżetu.

Dodatkowym negatywnym elementem, oprócz podwyżek składek, jest spadająca jakość świadczonych usług medycznych, w efekcie czego pracodawcy oprócz zwiększonych kosztów borykają się z niezadowoleniem swoich pracowników. Długie terminy oczekiwania na wizyty i badania diagnostyczne, ograniczanie katalogu badań diagnostycznych czy lekarz przyjmujący klienta co 7–10 min. Znam przypadki, że na badania morfologii jeden z operatów kazał czekać ponad miesiąc, co jest totalnym absurdem. W ostatnim roku w ogólnopolskich mediach pojawiło się wiele niepochlebnych artykułów opisujących patologie prywatnej opieki medycznej, określających ją jako NFZ bis i negujących jej sens w obecnym kształcie. Zła prasa jest tu złym symptomem.

Z punktu widzenia pracodawcy benefit, który miał być czymś dobrym, staje się jego przekleństwem, bo nie dość, że dużo płaci, to jeszcze ma rzeszę niezadowolonych pracowników. I to się musi zmienić pod względem jakości, i to szybko, w innym razie pracodawcy już wkrótce powiedzą nam wszystkim stop. Będą woleli dać te 200 zł pracownikom w gotówce i nie mieć z tym jakiegokolwiek problemu.

Czy operatorzy medyczni będą nadążać z rozwojem za rynkiem?

– Mam wiele obaw, że nie jest to takie proste. Oczywisty jest tu też problem braku kadry medycznej, a co za tym idzie, mocnej pozycji negocjacyjnej placówek medycznych współpracujących z ubezpieczycielami, jednak mimo to dla rynku dobrze by było, gdyby pojawiło się przynajmniej kilku kolejnych ubezpieczycieli zdrowotnych.

Na razie się na to nie zapowiada. Ich pojawienie się na rynku pewnie zwiększyłoby konkurencyjność i te „tłuste koty” rynku zdrowotnego poczułyby oddech na plecach. Wiadomo, że długa ławka rezerwowych najbardziej motywuje do walki. Dzisiaj raczej widzimy kolejnych ubezpieczycieli, którzy podejmują strategiczną decyzję w zakresie ubezpieczeń zdrowotnych, czyli stają się dystrybutorami pakietów jednego ze znanych operatów medycznych.

Nie wróży to dobrze nam jako konsumentom usług zdrowotnych. Rynek NFZ nie działa, a rynek ubezpieczeń zdrowotnych działa słabo, podnosi ceny i obniża jakość. Obyśmy byli zdrowi.