Kto ma płacić za akcje ratunkowe w górach?

0
888

W Polsce akcje ratownicze przeprowadzone przez GOPR i TOPR są bezpłatne, chociaż godzina pracy specjalistycznego śmigłowca kosztuje blisko 10 tys. zł. Tymczasem za granicą, w tym np. w Czechach czy na Słowacji, koszty ratownictwa musi pokryć poszkodowany z własnej kieszeni, o ile nie ma wykupionego prywatnego ubezpieczenia turystycznego.

W Polsce turyści są zwolnieni z ponoszenia kosztów akcji ratowniczych w górach, ponieważ jest to jedno ze świadczeń dostępnych w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego. Tymczasem 24-godzinny dyżur helikoptera ratunkowego średnio kosztuje 42,2 tys. zł, dyżur śmigłowca w godzinach 7.00 – 22.00 22,9 tys. zł, a godzina lotu maszyny służącej w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym 8,9 tys. zł – wynika z danych Ministerstwa Zdrowia. Niestety przyczyną wielu interwencji GOPR i TOPR jest lekkomyślne zachowanie poszkodowanych.

W styczniu 2021 r. pomocy potrzebowała kobieta z Podlasia, która ubrana jedynie w biustonosz i szorty postanowiła wejść w siarczystym mrozie na Babią Górę w ramach morsowania. W efekcie doznała hipotermii.

Z kolei w lipcu ratownicy zwieźli ze szczytu Małołączniaka w Tatrach Zachodnich nietrzeźwego 40-latka, który był agresywny i próbował zejść ze szlaku, poruszając się po łańcuchach ochronnych. W efekcie inni turyści zaniepokojeni jego stanem wezwali na pomoc TOPR, które przetransportowało śmigłowcem mężczyznę w bezpieczne miejsce. Następnie został przekazany policji.

36,5 mln zł na ratownictwo górskie

W Polsce systematycznie rosną również wydatki związane z ratownictwem górskim. W 2018 r. na ten cel z budżetu państwa przeznaczono 15,4 mln zł, w 2019 r. 16,5 mln zł, a w 2020 r. 20,5 mln zł. W 2021 r. planowano zwiększenie tej kwoty do 36,5 mln zł. Jednak w czerwcu GOPR i TOPR podpisały porozumienie z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA), w którego wyniku organizacje ratownicze otrzymają kolejne miliony złotych.

Służby alarmują, że mimo wszystko te środki są niewystarczające. Dlatego coraz częściej pojawiają się głosy ze strony obu organizacji, aby nieodpowiedzialni turyści ponosili koszty akcji ratunkowych, których przyczyną jest ich lekkomyślne zachowanie lub nieuzasadnione wezwanie.

Z takim stanowiskiem nie zgadza się MSWiA, ponieważ zdaniem resortu skutkiem mógłby być spadek ruchu turystycznego w Polsce. Tymczasem często za granicą ratownictwo górskie jest płatne.

Robert Jaliński

Co realnie pokrywa EKUZ

Wielu turystów jest przyzwyczajonych, że w Polsce pomoc ratowników jest bezpłatna. Jednocześnie duża część podróżujących jest przekonana, że w razie wypadku za granicą podczas spaceru po górach, wspinaczki, jazdy na nartach czy snowboardzie wystarczy mieć wyrobioną Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ). Takie myślenie może być bardzo kosztowne dla naszego portfela.

EKUZ to dokument, który uprawnia do bezpłatnego korzystania z podstawowej opieki medycznej w krajach należących do Unii Europejskiej i Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA). Oznacza to, że turysta mający kartę ma takie same prawa i obowiązki jak mieszkaniec państwa, do którego podróżuje. Niestety, najczęściej za granicą ratownictwo górskie czy transport medyczny są dodatkowo płatnymi świadczeniami, nierefundowanymi przez EKUZ.

W związku z tym Słowak, jeśli np. wezwie na pomoc TOPR po polskiej stronie Tatr, nie poniesie kosztów akcji ratunkowej. Natomiast gdy Polak dozna urazu za południową granicą i powiadomi Słowackie Górskie Pogotowie Ratunkowe (Horska zachranna služba), zostanie obciążony kosztami interwencji służb, jeśli nie ma wykupionego prywatnego ubezpieczenia turystycznego.

Wypadek po słowackiej stronie Tatr

Słowacja w 2006 r. wprowadziła obowiązek pokrycia kosztów akcji ratowniczej przez poszkodowanego, które obejmują przybycie ratowników na miejsce wypadku, a także skorzystanie ze śmigłowca, skutera śnieżnego lub samochodu. Z kolei pomoc medyczna jest bezpłatna. Obciążani finansowo są również narciarze, jeśli odniosą uraz poza wyznaczonymi trasami. W zależności od stopnia trudności akcji godzina pracy ratownika kosztuje od 35 do 79 euro, a użycie śmigłowca ratunkowego około 3–3,5 tys. euro.
Niestety w 2014 r. boleśnie przekonał się o tym 19-letni mieszkaniec Katowic.

Polski turysta samotnie wybrał się na Rysy spod Morskiego Oka. Jednak w pobliżu szczytu zabłądził we mgle, a następnie spadł z wysokości kilku metrów po słowackiej stronie. Wezwał na pomoc TOPR, nie wiedząc, po której stronie granicy się znajduje. W efekcie w kolejnym dniu poszkodowanego znaleźli słowaccy ratownicy.

Polak złamał rękę i nogę. Zniesiono go na noszach po słowackiej stronie Tatr, a następnie przetransportowano do miejscowego szpitala. W akcji wzięło udział 24 ratowników. Niestety, poszkodowany nie miał wykupionego prywatnego ubezpieczenia turystycznego z opcją refundacji ratownictwa górskiego, więc został obciążony jej kosztami w kwocie ok. 15 tys. euro.

Ratownictwo górskie jest płatne również w Czechach. Warto o tym pamiętać, ponieważ do groźnego wypadku może dojść np. nawet podczas zwiedzania skansenu górnictwa złota w Zlatych Horach. Niestety w ubiegłym roku przekonała się o tym czteroosobowa rodzina z Opola. Załamał się pod nimi fragment pomostu i spadli z wysokości około 3,5 m. Najpoważniejszych obrażeń doznała kobieta, która z urazem kręgosłupa została przetransportowana helikopterem do szpitala w Ołomuńcu, gdzie przeszła operację.

150 euro za minutę pracy włoskiego śmigłowca

Jeszcze kosztowniejszy niż w Czechach lub na Słowacji może być wypadek w Alpach po austriackiej czy włoskiej stronie. To jedne z najpopularniejszych kierunków zimowych wyjazdów wśród polskich narciarzy i snowboardzistów.

We Włoszech za specjalistyczne i ambulatoryjne leczenie w szpitalu można zapłacić ok. 40 euro dziennie, a minuta pracy śmigłowca ratunkowego jest wyceniana na 150 euro.

Poszkodowany turysta może być oszustem

Jak widać, brak ubezpieczenia turystycznego w górach może być bardzo kosztowny. Jednak nawet osoby, które mają wykupioną polisę, mogą chcieć wyłudzić lub nieuczciwie zawyżyć kwotę wypłaconego odszkodowania.

W 2020 r. wyłudzenia odszkodowania wypłaconego w ramach ubezpieczenia turystycznego i assistance wyniosły łącznie 319,8 tys. zł. Najczęściej oszuści próbują uzyskać refundację kosztów rzekomo przeprowadzonych za granicą zabiegów medycznych, a także zawyżają wartość utraconego sprzętu sportowego oraz elektronicznego, przedstawiając fałszywe rachunki – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Robert Jaliński
kancelaria Strażeccy, Jaliński & Wspólnicy