Rocky w Mikołajkach, czyli zmagania brokerów na tegorocznym Kongresie

0
787

Prezes Stowarzyszenia Łukasz Zoń, który otwierał XXV Kongres Brokerów w świetle jupiterów w rytm muzyki z filmu Rocky, podobnie jak filmowy bohater koniecznie będzie musiał wykazać się siłą i determinacją, aby stawić czoło wyzwaniom stojącym przed branżą. Wystąpienie prezesa Zonia nie pozostawiło wątpliwości, że teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebna jest solidność, o której tak często mówił Rocky Balboa – „To nie o to chodzi, jak mocno potrafisz uderzyć, ale jak mocno potrafisz dostać i nadal iść do przodu”.

Kongres Brokerów to największe branżowe wydarzenie, gromadzące pośredników, ubezpieczycieli i firmy okołorynkowe w malowniczych Mikołajkach. Kongres jest miejscem spotkań biznesowych i towarzyskich, nieoficjalnych targów pracy, rozrywki oraz wymiany myśli. Hasłem przewodnim tegorocznego Kongresu było paradoksalnie brzmiące, ale w rzeczywistości jakże adekwatne „Osobno Razem”.

Wśród merytorycznych punktów programu w tym roku największą publiczność zgromadziły trzy inicjatywy: panel InterRisk „Geopolityka a ubezpieczenia i rynek finansowy”, panel zorganizowany przez PZU i „Gazetę Ubezpieczeniową” pt. „Młodzi-dorośli” (o którym niebawem napiszę więcej!) oraz debata ERGO Hestii „Razem o ryzyku i pojemności”. Brokerzy mogli także wysłuchać panelu o ubezpieczeniach rolnych, wziąć udział w spotkaniu z przedstawicielami Komisji Nadzoru Finansowego oraz debatować o etyce swojej profesji. Ten ostatni temat również w tym roku nie przyniósł rozstrzygnięć.

Jak słusznie zauważył prof. Bartosz Kucharski z Uniwersytetu Łódzkiego, brokerzy co najmniej od 10 lat poruszają wciąż te same zagadnienia, takie jak wielość pełnomocnictw czy potrzeba aktualizacji kodeksu dobrych praktyk, mogących być podstawą do rozsądzania sporów między brokerami. Niestety nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie doszło do jakiegoś pozytywnego przełomu. Raczej należy mówić o przedłużającym się impasie. Sądząc po frekwencji podczas debaty brokerskiej, można ocenić, że sami brokerzy są bardziej zainteresowani życiem towarzyskim i spotkaniami w kuluarach niż dyskusją nad wielością pełnomocnictw. Można nad tym ubolewać, ale biorąc pod uwagę fakt, że od lat padają bardzo podobne argumenty, a konkluzji nie widać, można też nieobecnych brokerów zrozumieć. Dyskusja ta od lat ma akademicko-prawniczy charakter, co dla wielu osób stanowi dodatkową barierę.

W tym roku liczne były zamknięte spotkania poza terenem Hotelu Gołębiewski, najczęściej w postaci tak lubianych przez brokerów rejsów. Dało się jednak słyszeć w kuluarach liczne głosy, że taka formuła nie sprzyja ogólnej integracji, a niektórzy oceniają ją jako nie do końca fair. Inni argumentują, że zgodnie z prawami rynku na popyt odpowiedzią jest podaż i skoro brokerzy chcą w bardziej zamkniętym gronie na kilka godzin się z kongresu wymiksować, to ubezpieczyciele powinni na taką potrzebę odpowiedzieć. Również w tym temacie widać ciągłe balansowanie między „razem” a „osobno”, co jest tematem wiodącym tegorocznego Kongresu.

Widać też balansowanie między bardziej liberalną ścieżką rynkowych praktyk a opowiadaniem się za potrzebą jasno określonych reguł gry oraz bezwzględnym karaniem tych, którzy zasady naruszają. Niektórzy są zdania, że najskuteczniejszym wyjściem z etycznego impasu byłby obowiązkowy dla wszystkich samorząd branżowy, ale na realizację tego scenariusza w najbliższych latach szanse są niewielkie. Zainteresowanie młodszych brokerów dobrowolnym samorządem też jest niewielkie…

Ogólny brak postępu w kluczowych kwestiach, takich jak przykładowo wielość pełnomocnictw, pokazuje, że ta solidność jest potrzebna teraz bardziej niż kiedykolwiek. Jak mówił Balboa, naszym najważniejszym przeciwnikiem jesteśmy my sami. Brokerzy muszą pokonać własne ograniczenia i zacząć dyskutować o tych kluczowych problemach, zamiast ich unikać. Nie można ciągle uciekać od bokserskiego ringu. Podsumowując, kongres w Mikołajkach stał się swego rodzaju ringiem, w którym każdy broker musi podjąć walkę, nawet jeśli jest to walka z samym sobą. To była walka o lepsze jutro dla branży brokerskiej, walka o lepsze zrozumienie i szacunek wobec profesji, a także walka o to, aby brokerzy mogli razem, ale także osobno, osiągnąć to, do czego dążą. Ale jak mówił Rocky, „nikt nie uderzy cię mocniej niż życie”. Możemy tylko mieć nadzieję, że brokerzy będą mieli siłę iść naprzód, niezależnie od tego, jakie uderzenia przyniesie im rynkowa rzeczywistość.

Aleksandra E. Wysocka

redaktorka naczelna „Gazety Ubezpieczeniowej”