Polskie tablice, zagraniczny rachunek

0
993

W 2025 r. kierowcy pojazdów zarejestrowanych w Polsce spowodowali za granicą blisko 72 tys. zdarzeń. To niemal 200 szkód dziennie. Jeszcze bardziej niepokoi inna liczba: 3188 wypadków i kolizji wywołały pojazdy bez ważnego ubezpieczenia OC. W ciągu roku skala tego zjawiska wzrosła ponad dwukrotnie, a jego koszty coraz wyraźniej obciążają cały polski rynek.

Za każdą statystyką stoi poszkodowany oczekujący na świadczenie oraz rachunek, który trafia do Polski. Polskie Biuro Ubezpieczycieli Komunikacyjnych wypłaca należne kwoty, a następnie dochodzi ich zwrotu od sprawcy i posiadacza pojazdu.

OC chroni także sprawcę

Obowiązkowe OC jest zwykle przedstawiane jako gwarancja wypłaty dla poszkodowanego. To jednak tylko połowa jego funkcji. Polisa chroni również majątek osoby, która spowodowała wypadek. Przy poważnej szkodzie osobowej różnica między posiadaniem ochrony a jej brakiem może oznaczać utratę dorobku życia.

PBUK odpowiada za szkody spowodowane za granicą przez pojazdy z polskimi tablicami, także wtedy, gdy nie były ubezpieczone. Następnie występuje z roszczeniem zwrotnym do sprawcy i posiadacza pojazdu. Skuteczność takich działań w Polsce i Wielkiej Brytanii wynosi ok. 15–18%. Im wyższa szkoda, tym mniejsza szansa odzyskania pełnej kwoty.

– Mamy szkody sięgające 10 mln zł i więcej. Trudno oczekiwać, że osoba zarabiająca kilka tysięcy złotych miesięcznie spłaci taki dług w ciągu życia. Brak OC może więc oznaczać finansową katastrofę nie tylko dla sprawcy, lecz także dla jego rodziny – wskazuje Mariusz Wichtowski, prezes Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych.

W jednej ze spraw dotyczących poszkodowanego pozostającego w stanie wegetatywnym wartość zobowiązania osiągnęła 10,5 mln zł. W przypadku niedawnego tragicznego wypadku w Paryżu świadczenia mogą sięgnąć ok. 2 mln euro. Zakres odpowiedzialności i wysokość świadczeń zależą od prawa obowiązującego w kraju zdarzenia.

Włoski skuter z polskim dowodem

Najbardziej jaskrawym przykładem nadużycia jest tak zwany proceder włoski. Stare skutery, motocykle, samochody użytkowane głównie w okolicach Neapolu są rejestrowane w Polsce, choć nigdy fizycznie tu nie trafiają. Polskie dokumenty uzyskuje się m.in. dzięki fikcyjnym badaniom technicznym, poświadczanym przez skorumpowanych pracowników stacji kontroli pojazdów. A w składanych do rejestracji dokumentach pojawiają się podstawione osoby albo spółki.

Powód jest prosty. Przeciętna składka OC w Polsce wynosi ok. 165 euro, podczas gdy w Neapolu przekracza 1000 euro. Po doliczeniu włoskich podatków i opłat technicznych oszczędność może sięgać około 1500 euro na jednym pojeździe.

– Te pojazdy prawie nigdy nie pojawiły się w Polsce. Mają polskie tablice i dokumenty, ale od początku, od lat są użytkowane we Włoszech. Gdy dochodzi do szkody, odpowiedzialność spada jednak na polski system – podkreśla Mariusz Wichtowski.

Dla polskiego rynku prywatna oszczędność staje się wspólnym kosztem. Włochy odpowiadają za 16% wszystkich zagranicznych szkód powodowanych przez pojazdy z polskimi tablicami, ale aż za 44% wydatków PBUK związanych z pojazdami nieubezpieczonymi. Prawie połowa takich szkód powstaje właśnie na rynku włoskim.

Wydatki PBUK na szkody z nieubezpieczonych pojazdów wzrosły w latach 2024–2025 o ponad 62%. Zobowiązania przyjęte w 2026 r. przekroczą 120 mln zł. Biuro finansują zakłady ubezpieczeń, więc rachunek trafia do całego systemu, a pośrednio do klientów.

Rejestracja uruchamia odpowiedzialność

Źródłem problemu jest zasada, na której opiera się Porozumienie Wielostronne w systemie Zielonej Karty. Odpowiedzialność jest powiązana z krajem rejestracji pojazdu. Polskie tablice uruchamiają więc gwarancję Polskiego Biura Narodowego, nawet gdy pojazd nie ma polisy i od lat pozostaje za granicą.

– Dopóki pojazd figuruje w polskim rejestrze, Polskie Biuro Narodowe udziela za niego gwarancji. Bez skutecznego wyrejestrowania takich pojazdów problem będzie więc powracał – wyjaśnia Mariusz Wichtowski.

PBUK współpracuje z prokuraturami, włoskim biurem narodowym, włoską Policją oraz Carabinieri. Postępowania doprowadziły już do zatrzymań związanych z działalnością stacji kontroli pojazdów. Działania karne nie rozwiązują jednak problemu u jego źródła. Dopóki fikcyjnie zarejestrowanych pojazdów nie można skutecznie wyrejestrować, polski rynek nadal odpowiada za generowane przez nie szkody.

Potrzebna jest zmiana prawa, która pozwoli usuwać z rejestru pojazdy wykorzystywane w podobnych schematach. PBUK zgłosiło już do Ministerstwa Infrastruktury propozycje zmian legislacyjnych w zakresie fotograficznego dokumentowania przeprowadzanych badań technicznych, jak i możliwości administracyjnego wyrejestrowywania pojazdów. W opinii Biura bez wprowadzenia zmian prawnych rynek nadal będzie usuwał skutki, zamiast likwidować przyczynę.

Tania polisa może kosztować najwięcej

Ryzyko nie kończy się na braku ubezpieczenia. Przypadek niewypłacalności firmy Dallbogg pokazuje, że formalnie ważna polisa nie zawsze zapewnia sprawną wypłatę świadczenia. W Polsce zapadają już orzeczenia nakładające obowiązek zapłaty bezpośrednio na sprawców, ponieważ uzyskanie odszkodowania od ubezpieczyciela okazuje się w praktyce niemożliwe.

Konkurencja cenowa w OC ma granice wyznaczane przez zdolność ubezpieczyciela do wykonania umowy. Najniższa składka nie przedstawia wartości, jeżeli za polisą nie stoi wiarygodna ochrona. Pośrednik powinien więc rozmawiać z klientem nie tylko o cenie, lecz także o bezpieczeństwie całego rozwiązania.

Przed podróżą warto sprawdzić dokumenty

Kierowca wyjeżdżający za granicę powinien sprawdzić ważność OC i zabrać potwierdzenie zawarcia umowy. Trzeba również ustalić, czy w kraju docelowym wymagany jest certyfikat Zielonej Karty. W większości państw należy też mieć przy sobie prawo jazdy i dokumenty pojazdu.

Te proste czynności mogą zdecydować o tym, czy unikniemy problemów w obcym kraju i czy finansowe skutki wypadku przejmie system ubezpieczeniowy, czy sam sprawca.