Zamiast kolejnych statystyk o tym, jak ubezpieczenia działają w praktyce, tym razem będzie refleksja, która naszła mnie na plaży. Od lat łączę biznes z fotografią, a podróże służbowe i legitymacja prasowa sprzyjają fotografii dokumentalnej.
Kilka dni temu fotografowałem plażę w Gdańsku. Dzień był szary i chłodny, a w powietrzu wisiała zapowiedź deszczu, nie takiego, jakiego oczekuje się w środku wakacji. Plaża mimo wszystko żyła. Dzieci kopały doły w piasku, ktoś wchodził do wody, ktoś owijał się ręcznikiem, a ktoś popijał coś rozgrzewającego, wierząc w to bardziej niż w słońce.
I nagle pojawił się Spider-Man.
Superbohater na pochmurnej plaży
Nie wiem, kim był ani dlaczego akurat tam się znalazł. Wiem tylko, że przez chwilę ratował dzień, który zapowiadał się nudno. Dzieci podbiegały, robiły sobie zdjęcia, nawet dorośli przybijali mu piątkę. Szary bałtycki dzień zmienił się w coś, co wiele osób zapamięta z tych wakacji.
Superbohater na pochmurnej plaży, w miejscu, gdzie powinno świecić słońce, a nie świeci, to sytuacja kompletnie abstrakcyjna. Spider-Man uratował uśmiech. Pomyślałem, że równie abstrakcyjnie traktujemy ryzyko podczas urlopu.
„Jestem dobrym kierowcą, nigdy nie miałem wypadku”. To zdanie często słyszę podczas szkoleń i brzmi ono racjonalnie. Psychologowie nazywają to błędem optymizmu, czyli przekonaniem, że złe rzeczy zdarzają się innym, nie nam. Przecież jesteśmy na wakacjach.
Tyle że wypadek, podobnie jak superbohatera na plaży, trudno sobie wyobrazić, dopóki się nie wydarzy. Dopóki pozostaje abstrakcją, nikt się na niego nie przygotowuje.
To samo miejsce, dwa kadry
Tego samego dnia utknąłem w korku. Powodem były lawety zabierające auta po kolizjach. Na plaży pracowali też inni bohaterowie. Ratownicy nie próżnowali, choć nie wyróżniają się tak jak człowiek w kostiumie. Kilka razy w ciągu popołudnia słychać było gwizdek ostrzegawczy przy wodzie.
Nic z tego nie trafia na wakacyjne zdjęcia. Nikt nie robi sobie selfie z lawetą ani z ratownikiem. A jednak działo się to równolegle z pozującym Spider-Manem, nie w innym wymiarze.
Ubezpieczenie działa podobnie do kostiumu na plaży. Dopóki nic się nie dzieje, pozostaje niewidoczne i równie abstrakcyjne, jak myśl o własnym wypadku. Kiedy jednak coś pójdzie nie tak, właśnie ta abstrakcja może uratować resztę urlopu.
Czasem dzień ratuje Spider-Man w butach Nike, a czasem polisa, o której nikt nie chce myśleć, dopóki nie jest potrzebna.
Wszystkim odpoczywającym nad Bałtykiem życzę tyle słońca co w Warszawie i niższych rachunków. Przynajmniej jedno powinno się spełnić.
Tomasz Oszczepalski
Head of CEE Sales and Marketing
DEFEND INSURANCE








