Co powinna zawierać dobra polisa dla MŚP?

0
644

Rozmowa z Andrzejem Olechniewiczem, dyrektorem Biura Ubezpieczeń Małych i Średnich Przedsiębiorstw, TUiR Warta

Aleksandra E. Wysocka: – Czy właściciel firmy, który kupił standardową polisę MŚP u agenta, może spać spokojnie?

Andrzej Olechniewicz: – To zależy, co naprawdę kupił. Typowa polisa MŚP jest pakietem. Obejmuje zwykle mienie, kradzież, elektronikę, OC i kilka dodatkowych ryzyk. Jeśli analiza potrzeb została dobrze przeprowadzona, podstawowa ochrona majątku powinna działać.

Problem w tym, że szkoda nie kończy się na zalanym lokalu czy uszkodzonym sprzęcie. Często dopiero wtedy zaczynają się prawdziwe koszty. Dodatkowo zakres ubezpieczenia różni się między towarzystwami, a niuanse często decydują o wypłacie odszkodowania.

Czyli samo odbudowanie firmy po szkodzie to za mało?

– Zdecydowanie. Jeśli przedsiębiorca nie może prowadzić działalności, nie zarabia, ale rachunki nadal przychodzą. Czynsz, ZUS, wynagrodzenia, raty leasingu. To jak samochód stojący w miejscu z włączonym silnikiem. Paliwo znika, a firma nie jedzie do przodu.

Dlatego w Warcie przebudowaliśmy zakres ochrony związany z przestojem i utratą zysku. Klient za relatywnie niewielką składkę może zabezpieczyć koszty stałe po zalaniu, burzy czy innej szkodzie. Widzieliśmy, że klienci oczekują nie tylko wypłaty za zniszczone mienie. Dla nich szkodą są wszystkie następstwa tej sytuacji, a więc i brak dochodów.

To ważne szczególnie dla jednoosobowych działalności.

– Bardzo ważne. Dla właściciela lodziarni dwa tygodnie przestoju w sezonie mogą oznaczać utratę znaczącej części rocznego dochodu. Dla fryzjera czy restauratora podobnie. Dlatego dajemy możliwość ochrony także utraconego zysku.

Co istotne, nie wymagamy skomplikowanej dokumentacji finansowej. Wiemy, że wielu klientów działa na ryczałcie lub uproszczonych formach rozliczeń. Zakres, który kiedyś był dedykowany tylko dużym przedsiębiorcom, wspiera teraz mniejsze biznesy.

Który wariant ochrony mienia lepiej sprawdza się dziś w MŚP: ryzyka nazwane czy all risk?

– Dziś all risk praktycznie zawsze. Widzieliśmy spadek zainteresowania polisami opartymi na katalogu zdarzeń nazwanych. Klient po szkodzie nie chce studiować definicji deszczu nawalnego czy gradu. Chce wiedzieć, czy ma ochronę. Dlatego w segmencie MŚP postawiliśmy na formułę od wszystkich ryzyk.

Co realnie daje taka zmiana?

– Prostotę i szerszy zakres. Przykład: szkody wyrządzone przez zwierzęta. Kuny wgryzające się w instalacje, ptaki niszczące elementy budynku. W formule all risk odpowiadamy do pełnej sumy ubezpieczenia, bez ukrytych podlimitów.

Dużo mówiło się o luce ubezpieczeniowej i niedoubezpieczeniu firm. Czy rynek odrobił lekcję?

– W ostatnich 3–4 latach wykonaliśmy ogromną pracę. Inflacja pokazała przedsiębiorcom, że budynek kupiony czy wyceniony kilka lat temu dziś kosztuje znacznie więcej. Dotyczy to także maszyn i wyposażenia. Widzimy w portfelu wznowieniowym, że wielu klientów zaktualizowało sumy ubezpieczenia. Pomagały w tym kalkulatory i narzędzia sprzedażowe.

Jaką rolę w ochronie firmy powinno dziś odgrywać ubezpieczenie OC?

– Dla mnie to absolutny fundament. Każdy przedsiębiorca powinien mieć OC. Nawet doradca, który ma tylko laptop i telefon, może wyrządzić szkodę rzeczową albo osobową. Spotkanie u klienta, event, praca u kontrahenta. Ryzyko istnieje od pierwszego dnia działalności. W przypadku działalności usługowych wystarczy np. uszkodzenie sprzętu klienta przy jego montażu, by rachunek naprawy przekroczył wartość całego zlecenia.

Które branże szczególnie potrzebują OC?

– Wszystkie, ale szczególnie te wykonujące usługi u klienta, produkcję, budowlankę, gastronomię, działalność specjalistyczną. Tam szkoda może szybko urosnąć do setek tysięcy złotych.

Na rynku pojawił się nowy katalog PKD. To problem dla polis OC?

– Dla wielu przedsiębiorców tak. Zmieniona klasyfikacja weszła szybko i nie każdy wiedział, jak się odnaleźć. A polisy często opierają się właśnie na PKD. Tymczasem firma w ciągu 12 miesięcy potrafi robić więcej niż wpisano przy zakupie polisy.

Macie na to odpowiedź?

– Tak. W Warcie agent może wybrać klasyczną ścieżkę z PKD albo jednym kliknięciem ubezpieczyć całą działalność klienta bez wskazywania kodów PKD. To duża zmiana. Hydraulik, który przy okazji wykona drobną przeróbkę elektryczną czy tynkarską, nie zostaje bez ochrony.

A składka? Szerszy zakres oznacza wyższą cenę?

– Nie ma jednej odpowiedzi. Dzisiejszy pricing jest bardzo zaawansowany. Korzystamy z wielu danych o kliencie, więc ceny są mocno zróżnicowane. To nie są czasy, gdy każdy hydraulik płacił tyle samo.

O czym agent i przedsiębiorca powinni pamiętać, projektując polisę?

– Po pierwsze: ważna jest dobra suma gwarancyjna w OC. Dziś szkoda za 200–300 tys. zł jest jak najbardziej realna, więc nie bójmy się limitów rzędu 1 mln czy 2 mln zł. Od 18 kwietnia daliśmy agentom możliwość wystawiania polis OC nawet do 8 mln zł, czyli blisko 2 mln euro, bezpośrednio w systemie.

Po drugie: właściwie wycenić mienie. Oszczędność kilku złotych składki może później kosztować fortunę.

Po trzecie: patrzeć szerzej niż tylko mienie i OC.

Co ma Pan na myśli?

– NNW i ciągłość działania. Jeśli fryzjer złamie palec i przez półtora miesiąca nie może pracować, to problem biznesowy, nie tylko zdrowotny. Dlatego można rozszerzyć ochronę o koszty zatrudnienia zastępcy albo utracony zysk z powodu czasowej niezdolności do pracy. To często element, o którym klienci w ogóle nie myślą, dopóki życie nie zapuka do drzwi.

Dziękuję za rozmowę.

Aleksandra E. Wysocka