Na co dzień spotykam klientów, którzy zamiast dostrzegać korzyści z polisy, skupiają się na możliwych „stratach”: „A jeśli nic mi się nie stanie, to te pieniądze pójdą na marne?”. Ludzie bardziej przejmują się tym, co mogą stracić, niż tym, co mogą zyskać.
W praktyce oznacza to, że klient woli zostawić pieniądze na koncie, nawet jeśli brak zabezpieczenia w kryzysowej sytuacji mógłby kosztować go więcej. Rolą doradcy jest pokazanie, że polisa nie jest kosztem, ale tarczą ochronną, która pozwala zachować stabilność finansową.
Rozmowy o polisach dotyczą trudnych tematów, więc naturalną reakcją wielu osób jest unikanie. Strach i niepewność wpływają na nasze wybory bardziej niż logiczne argumenty.
Strata boli bardziej niż brak zysku
Jednym z mechanizmów blokujących decyzje jest awersja do straty. Klienci boją się zmiany i wolą nic nie robić, co paradoksalnie działa na niekorzyść bezpieczeństwa.
Polisa działa jak poduszka powietrzna – płacimy za coś, czego mamy nadzieję nie użyć, ale w chwili próby to ona chroni finanse. Wielu klientów przyznaje, że dopiero gdy zobaczy realny przykład rodziny lub przedsiębiorcy, którzy skorzystali z ochrony, rozumie wartość ubezpieczenia.
Ale na wstępie zniechęcać może skomplikowany język umów. Jeśli czegoś nie rozumiemy, odruchowo się tego boimy. Klient woli zostać bez ochrony, niż ryzykować podpisanie niejasnej umowy. W takich momentach przyjmuję rolę tłumacza. Zamiast odwoływać się do zapisów, opowiadam: „Wyobraź sobie, że zachorujesz i nie możesz pracować przez pół roku. Ta polisa sprawi, że pieniądze nadal będą wpływać na twoje konto”.
Konkret i prosty przykład buduje większe zaufanie niż paragrafy z OWU.
Moje sposoby na opory klientów
- Zamiana „straty” na „bezpieczeństwo” – zamiast mówić: „Bez polisy możesz stracić…”, pokazuję korzyści: „Dzięki tej polisie masz pewność, że twoja rodzina zachowa stabilność nawet w trudnych momentach”. To podejście obniża poziom lęku i zmienia myślenie z defensywnego na proaktywne.
- Doradca jako partner – najważniejsze, by klient nie czuł się sam. Kiedy klienci widzą, że naprawdę stoję po ich stronie, opór znika. Polisa przestaje być straszna i niezrozumiała, a staje się narzędziem budowania bezpieczeństwa i spokoju.
- Historie zamiast liczb – nic tak nie przemawia jak prawdziwe sytuacje, w których polisa pomogła rodzinie, przedsiębiorcy czy młodej mamie. Ludzie zapamiętują emocje, a nie wykresy.
- Zmiana języka z „musisz” na „możesz” – nie narzucam, pokazuję opcje. Klienci czują, że to oni podejmują decyzję, a nie że są do niej zmuszani. To zmniejsza presję i ułatwia rozmowę.
- Transparentność – nie obiecuję cudów. Jeśli jakieś ryzyko nie jest objęte ochroną, mówię o tym otwarcie. Taka szczerość buduje zaufanie.
Strach przed stratą i niepewność sprawiają, że wielu ludzi odkłada decyzję o ubezpieczeniu. Jednak dzięki prostemu językowi, historiom, podejściu krok po kroku i pełnej transparentności można przełamać bariery i wspierać klientów w świadomym wyborze.
Dzięki zasadom ekonomii behawioralnej mogę spojrzeć na te obawy oczami klienta i pomóc znaleźć rozwiązanie, które daje poczucie bezpieczeństwa, bo polisa nie jest ciężarem – jest parasolem, który otwiera się, gdy zaczyna padać deszcz.
Zuzanna Mirota
doradczyni ubezpieczeniowa firmy Allianz







