Zastanawiałam się kiedyś, czym mogłabym się zajmować, gdyby praca nie była koniecznością – zawsze chciałam pomagać ludziom. Dziś mam szczęście, bo robię to jako doradca ubezpieczeniowy. Pomagam klientom zabezpieczyć ich finanse właśnie wtedy, gdy w życiu wszystko się wali.
Od samego początku najlepszych praktyk uczyłam się od ludzi z prawdziwą pasją – mojej menedżerki Agnieszki Kiełtuckiej oraz dyrektora Jerzego Sanetry.
Dla mnie każdy człowiek to inna historia – inne doświadczenia, obawy, możliwości finansowe i sposoby patrzenia na przyszłość. I właśnie to jest w mojej pracy najważniejsze. Nie patrzę na klienta jak na plan do wykonania. Słucham, pytam, wspieram i szukam takich rozwiązań, które będą dla tej osoby najlepsze – będą miały sens i nie zrujnują domowego budżetu. Szukam polis nie „najdroższych” czy „najbardziej popularnych” lub „takich, za które mam najwięcej prowizji”, tylko takich, które działają i pomagają klientowi w praktyce, w kryzysie, w życiu.
W ubezpieczeniach nie chodzi o sprzedanie polisy, ale o finansowe bezpieczeństwo. Klienci to czują i wracają do mnie, a nawet często przyprowadzają ze sobą bliską osobę, żeby i ona mogła poczuć, że jej bezpieczeństwo jest również w dobrych rękach. Wracają, bo czują, że ktoś naprawdę stoi po ich stronie, wiedzą, że mogą mi zaufać. Mają we mnie wsparcie – nie tylko podczas zakupu, ale przede wszystkim, gdy potrzebują pomocy.
Profesjonalizm, który procentuje
W branży pracuję dwa lata. Przez ten czas nie „upadła” mi ani jedna polisa. Zostało to docenione nagrodą na kongresie najlepszych doradców oraz pytaniem pani prezes Iwony Wróbel: „Jak się to robi?”. Szczerze mówiąc, byłam tym pytaniem zaskoczona. Bo dla mnie to jest… naturalne.
Jeśli moi klienci otrzymują ochronę dopasowaną do ich potrzeb, jeśli wiedzą, jak zabezpieczyć siebie i swoje rodziny, i jeśli mają rozwiązania skrojone na ich możliwości, to dlaczego mieliby z tego rezygnować? Rezygnacja oznaczałaby utratę bezpieczeństwa, spokoju i wszystkich korzyści, jakie daje właściwie dobrana polisa.
Kiedy w życiu moich klientów zdarza się ciężka choroba, wypadek lub śmierć najbliższej osoby, często jestem jedyną, która może przynieść dobre wieści, czyli pieniądze, a one pomogą przetrwać ten najtrudniejszy czas. Polisa nie powstrzyma zdarzenia losowego, ale może zatrzymać jego finansowe konsekwencje.
Misja, która nadaje sens
Dla mnie ta praca to codzienne pomaganie. Czasem w drobiazgach, ale najczęściej w decyzjach, od których zależy bezpieczeństwo całej rodziny. To także dbanie o to, by wiedza o ubezpieczeniach była dostępna i zrozumiała dla wszystkich. Tłumaczę skomplikowane kwestie ludzkim językiem. Aby dotrzeć do większej liczby osób, robię to w mediach społecznościowych. Odczarowuję zawód doradcy ubezpieczeniowego, pokazując, że jesteśmy przede wszystkim od tego, by chronić.
I choć to zawód wymagający ogromnej odpowiedzialności, to właśnie świadomość, że mogę realnie zmieniać ludzkie życie na lepsze, daje mi największą satysfakcję. A dobra obsługa klienta nie jest dodatkiem do tego zawodu – jest jego esencją.
Małgorzata Falkowska-Lech
doradczyni ubezpieczeniowa PZU







