KNF chce, aby rozwój rynku ubezpieczeń opierał się na jakości

0
799

Rozmowa z Krystianem Wierciochem, zastępcą przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego odpowiedzialnym za rynek ubezpieczeń

Aleksandra E. Wysocka: – Rekomendacje dystrybucyjne wywołały na rynku sporo emocji. Na jakim etapie są dziś prace i czy branża może spodziewać się jeszcze zmian w projekcie?

Krystian Wiercioch: – Pracujemy nad kolejną wersją rekomendacji. Po publikacji pierwszego projektu dostaliśmy bardzo dużo uwag od uczestników rynku i odbyliśmy wiele spotkań konsultacyjnych. Intensywny dialog prowadziliśmy z Polską Izbą Ubezpieczeń. Te rozmowy pozwoliły skonfrontować nasze obserwacje dotyczące nieprawidłowości z praktyką działania zakładów ubezpieczeń.

W wielu miejscach okazało się, że intencja nadzoru była interpretowana inaczej, niż zakładaliśmy. Dlatego przygotowaliśmy nową wersję dokumentu. Zakres rekomendacji w dużej mierze pozostał taki sam, natomiast część zapisów została doprecyzowana, żeby ograniczyć pole do rozbieżnych interpretacji. Uruchomiliśmy drugą rundę konsultacji i czekamy na stanowiska do końca marca. Po ich analizie zdecydujemy, czy dokument jest gotowy do zaprezentowania go Komisji w celu jego przyjęcia i publikacji, czy potrzebna będzie jeszcze jedna runda.

Naszym celem jest wydanie rekomendacji w tym roku, a termin wejścia w życie będzie ustalony tak, aby zakłady miały realny czas na przygotowanie się do wdrożenia.

Brokerzy mają mocny głos w dyskusji z nadzorem. Agenci są znacznie liczniejsi, ale w konsultacjach słychać ich rzadziej. Dlaczego tak się dzieje?

– W przypadku brokerów dialog jest bardziej uporządkowany, ponieważ funkcjonują organizacje branżowe reprezentujące to środowisko i pozwalające prowadzić konstruktywną rozmowę. W przypadku agentów sytuacja wygląda inaczej. To bardzo liczna i rozproszona grupa, która nie ma jednej silnej reprezentacji. W praktyce utrudnia to prowadzenie systematycznego dialogu. Widać to także przy konsultacjach rekomendacji. Uwagi od agentów pojawiły się w bardzo ograniczonej skali. Z naszej perspektywy to wyzwanie, bo zależy nam na poznaniu stanowiska wszystkich uczestników dystrybucji, a nie tylko zakładów ubezpieczeń i brokerów.

Na rynku komunikacyjnym od miesięcy trwa dyskusja o adekwatności składek. W którym momencie z perspektywy nadzoru pojawia się sygnał, że polityka cenowa zakładu zaczyna budzić wątpliwości?

W działalności ubezpieczeniowej istnieje naturalne opóźnienie pomiędzy sprzedażą polisy a oceną jej rentowności. Polisy sprzedawane dziś pokażą swój rzeczywisty wynik dopiero wtedy, gdy zaczną materializować się szkody. Dlatego nie oceniamy adekwatności składek na poziomie pojedynczych ofert czy krótkiego okresu sprzedaży. Analizujemy przede wszystkim wyniki techniczne w grupach ubezpieczeń w dłuższym horyzoncie.

Jeżeli zakład przez kolejne okresy wykazuje straty w danej grupie, jest to dla nas sygnał do pogłębionej analizy i rozmów z tym podmiotem. W części przypadków kończy się to postępowaniami administracyjnymi. Nałożyliśmy niedawno dwie kary, a dwa kolejne postępowania są w toku. Można się spodziewać następnych. Informowanie o takich działaniach ma także charakter prewencyjny, bo rynek powinien wiedzieć, że adekwatność składek jest obszarem realnie analizowanym przez nadzór.

Jeśli konkurencja odbywa się głównie ceną, pojawia się pytanie o przyszłość mniejszych zakładów. Czy w takiej sytuacji brak efektu skali nie staje się dla nich istotną barierą konkurencyjną?

Ryzyko presji konkurencyjnej oczywiście istnieje, szczególnie w segmencie produktów stosunkowo jednorodnych i łatwych do porównania przez klientów. Nie oznacza to jednak automatycznie, że mniejsze zakłady nie mają miejsca na rynku. W wielu przypadkach potrafią one znaleźć swoją specjalizację albo niszę, w której konkurują nie tylko ceną, ale również jakością obsługi, underwritingiem czy znajomością określonego segmentu klientów.

Rynek ubezpieczeń nie jest wyłącznie prostą rywalizacją skali. Jednocześnie tam, gdzie przewaga konkurencyjna opiera się wyłącznie na zaniżonej cenie, ryzyko problemów finansowych oczywiście rośnie.

Czy podobną presję konkurencyjną widać też w innych liniach biznesowych, na przykład w ubezpieczeniach mieszkań albo rolnych?

– W ubezpieczeniach majątkowych sytuacja wygląda inaczej niż w komunikacji. Produkty są bardziej zróżnicowane, a zakres ochrony bywa indywidualnie kształtowany, dlatego presja cenowa jest tam zwykle mniej bezpośrednia. Natomiast w ubezpieczeniach rolnych pojawia się inny problem. W ostatnich latach obserwujemy coraz więcej trudnych do przewidzenia zjawisk pogodowych.

Jeżeli częstotliwość szkód rośnie, statystyki wykorzystywane wcześniej przez zakłady mogą przestać odzwierciedlać aktualny poziom ryzyka. W takiej sytuacji konieczne staje się dostosowanie taryf albo bardziej precyzyjny underwriting. W praktyce może to oznaczać wyższe składki dla części klientów, choć nie zawsze dla wszystkich.

Wojna cenowa może mieć jeszcze jeden skutek uboczny – pogarszanie jakości ochrony. Czy nadzór widzi takie ryzyko?

– To jedno z najważniejszych zagrożeń. Jeżeli składka jest zbyt niska w stosunku do ryzyka, zakład ubezpieczeń zaczyna szukać oszczędności. W ubezpieczeniach dobrowolnych może to oznaczać ograniczanie zakresu ochrony albo zwiększanie liczby wyłączeń odpowiedzialności. Klient często nie dostrzega tego w momencie zakupu polisy. Problem pojawia się dopiero przy szkodzie, kiedy okazuje się, że ochrona jest węższa, niż wynikało to z jego oczekiwań. Z perspektywy rynku oznacza to utratę zaufania. Dlatego poza analizą adekwatności składek zwracamy uwagę także na jakość produktów i sposób ich projektowania.

Część rynku uważa, że nadzór coraz mocniej dokręca śrubę regulacyjną. Gdzie według KNF przebiega granica między ochroną rynku a jego nadmiernym regulowaniem?

– Naszym zadaniem jest eliminowanie nieprawidłowości i dbanie o stabilność rynku. Jednocześnie zależy nam na tym, aby regulacje nie hamowały jego rozwoju. Uważamy, że te dwa cele nie stoją ze sobą w sprzeczności. Rynek, który działa w przejrzysty sposób i oferuje produkty o właściwej jakości, buduje zaufanie klientów. A zaufanie jest fundamentem długoterminowego rozwoju sektora ubezpieczeń.

Dziękuję za rozmowę.

Aleksandra E. Wysocka