Rozmowa z Krzysztofem Mrówką, dyrektorem Departamentu Ubezpieczeń Rolnych Generali Polska
Aleksandra E. Wysocka: – Rolnicy mówią, że pogoda przestała mieć zasady. Jak wyglądał ten rok z perspektywy ubezpieczyciela?
Krzysztof Mrówka: – Rzeczywiście, trudno dziś mówić o jakiejkolwiek przewidywalności. Do połowy kwietnia było spokojnie, niemal książkowo. Z przezimowaniem poradziliśmy sobie dobrze, przymrozki pojawiły się tylko lokalnie. Ale w maju – jak to rolnicy mówią – przyszło piekło. Wypłaty z tytułu przymrozków wiosennych wzrosły aż o 60% w porównaniu z rokiem 2024. To był szok, bo wydawało się, że po poprzednim sezonie gorszego scenariusza już nie będzie.
Zmieniła się też mapa szkód.
– Tak, bo klimat nie trzyma się granic. W 2024 r. największe szkody były na południowym zachodzie, a w tym roku przymrozki uderzyły głównie w północno-wschodnią i centralną Polskę. I coraz częściej dotykają nie tylko rzepaku, ale też zbóż. To nowy trend, który powinien zwrócić uwagę doradców – gospodarstwa oparte na zbożach stają się coraz bardziej narażone.
A grad? Zazwyczaj pojawia się dopiero latem.
– Tym razem spadł już w kwietniu. I to taki, który kwalifikował rzepak do przesiewu. Historycznie nigdy nie mieliśmy tylu szkód o tak dużej sile wiosną. Granice sezonów pogodowych się przesuwają, a ryzyka się nakładają. Mamy kwiecień jak lato, po nim gwałtowne ochłodzenie, deszcze nawalne, a potem przymrozki. Pogoda zachowuje się jak rollercoaster, dlatego strategia „ubezpieczę się wiosną, jak zobaczę, co będzie” przestaje mieć sens.
Od tego roku obowiązuje nowa ustawa o ubezpieczeniach upraw. Co się zmieniło?
– Ochrona od przymrozków zaczyna się teraz 1 kwietnia, a nie 15 kwietnia jak wcześniej. Dwa tygodnie różnicy, a efekt ogromny. Wielu rolników przekonało się już tej wiosny, że dzięki temu ich uprawy były objęte ochroną w momencie, gdy przymrozki zaatakowały bardzo wcześnie.
Ale żeby to zadziałało, polisa musi być zawarta jesienią. Kto zostawia decyzję na marzec, ryzykuje, że przymrozki przyjdą wcześniej niż sprzedaż polis. Dla agentów i brokerów to ważny moment, by edukować klientów i umawiać ich na rozmowy o ochronie już po żniwach, nie na ostatnią chwilę.
Jak w tej sytuacji zmienia się Wasza oferta?
– W Generali postawiliśmy na stabilność. Nie podnieśliśmy cen, nie wprowadziliśmy udziałów własnych, nie ograniczyliśmy zakresu ochrony, mimo że dwa ostatnie sezony były rekordowo szkodowe. Dla nas kluczowe jest pokazanie, że nie reagujemy panicznie na trudne lata, tylko budujemy długofalowe relacje z rolnikami i agentami.
Agentom zależy na wiarygodnym partnerze, który nie zmienia zasad z roku na rok. My również chcemy być stabilnym punktem odniesienia w coraz bardziej kapryśnym klimacie.
Technologia coraz mocniej wchodzi na pola. Jak wygląda likwidacja szkód w wersji 2025?
– Satelity stały się naszym codziennym narzędziem. Współpracujemy z instytutem, który dostarcza zdjęcia umożliwiające podział pola na strefy o różnym stopniu uszkodzenia. Dzięki temu rzeczoznawca, jadąc w teren, wie, gdzie szukać największych strat. To skraca czas oględzin i pozwala szybciej wypłacić odszkodowanie.
Ale nie zastępujemy człowieka maszyną. Rolnik chce spotkać się z kimś, kto potrafi ocenić, czy plantacja się odbuduje, czy trzeba ją przesiać. Ta rozmowa w terenie jest często ważniejsza niż sama decyzja o wypłacie.
Czyli cyfryzacja tak, ale z ludzką twarzą.
– Dokładnie. Self-service ma sens przy prostych szkodach, ale nie zastąpi rozmowy. W rolnictwie nie ma dwóch identycznych pól ani dwóch takich samych sytuacji. Technologia ma pomagać, a nie odhumanizować proces. Naszym celem jest połączenie precyzji danych z doświadczeniem rzeczoznawców, którzy rozumieją, co widzą na polu.
Generali jest częścią globalnej Agro Community. Co ciekawego płynie z tej współpracy dla polskiego rynku?
– To bardzo wartościowa wymiana doświadczeń. Spotykamy się z ekspertami z Europy, Indii czy Chin i widzimy, że zjawiska pogodowe, które kiedyś uznawaliśmy za „nasze lokalne problemy”, dzieją się wszędzie. Wszyscy mamy ten sam wniosek: trzeba planować wcześniej i podejmować decyzje szybciej.
Dane, monitoring, satelity, prognozy – to staje się nowym językiem rolnictwa. Ubezpieczyciel przyszłości nie tylko wypłaca odszkodowania, ale też pomaga rolnikowi zarządzać ryzykiem w czasie rzeczywistym.
Brzmi jak sporo wyzwań, ale też szans. Czyli koniec świata jeszcze nie teraz?
– Nie, o ile ktoś jest ubezpieczony. Dla tych, którzy mają polisę, koniec świata został odwołany. Ale dla nieubezpieczonych to wciąż realne zagrożenie. Pogoda nie czeka, aż ktoś się zastanowi. Rolnicy, którzy zawierają umowy z wyprzedzeniem, zabezpieczają nie tylko swoje uprawy, ale też płynność finansową gospodarstwa. A to w dzisiejszych czasach jest równie ważne jak plon.
Dziękuję za rozmowę.
Aleksandra E. Wysocka









