Z głębokim smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci
Michała Makarczyka
prezesa Global Assistance Polska
W imieniu wszystkich pracowników składamy najszczersze wyrazy współczucia Rodzinie i Bliskim.
Michał był wybitnym liderem, charyzmatycznym wizjonerem i menedżerem, który w znaczący sposób przyczynił się do rozwoju branży. Jego odwaga w działaniu, umiejętność inspirowania innych oraz konsekwencja w realizacji celów pozostawiły trwały ślad w środowisku, w którym działał.
Pozostanie w naszej pamięci jako Prezes, który nie tylko wyznaczał kierunki, ale także potrafił jednoczyć ludzi wokół wspólnych wartości i ambitnych wizji. Jego wkład w rozwój organizacji i całej branży pozostanie nie do przecenienia.
Pogrążeni w smutku koleżanki i koledzy z Global Assistance Polska
Z głębokim smutkiem i żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci
śp. Michała Makarczyka
prezesa zarządu Global Assistance Polska, byłego członka zarządu Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych „TUW”
Odszedł od nas wybitny ekspert, który swoją pasją i wiedzą współkształtował polski rynek assistance oraz ubezpieczeń. Był powszechnie cenionym autorytetem w obszarze zarządzania likwidacją szkód, ale przede wszystkim był człowiekiem o wielkim sercu, życzliwości i niezwykłej kulturze osobistej.
Dla wielu z nas był nie tylko profesjonalistą i mentorem, ale także serdecznym kolegą, na którego wsparcie zawsze można było liczyć. Jego wkład w rozwój TUW „TUW” oraz zaangażowanie w budowanie najwyższych standardów w branży pozostaną trwałą częścią naszej wspólnej historii.
Rodzinie i Najbliższym składamy wyrazy najgłębszego współczucia
zarząd i pracownicyTowarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych „TUW”
W kwietniu byliśmy świadkami dwóch wydarzeń, które z pewnością będą jednymi z najistotniejszych akcentów obecnego roku. Nic zatem dziwnego, że oba zwyciężyły w najważniejszych kategoriach najnowszej odsłony cyklicznego rankingu „Gazety Ubezpieczeniowej”.
WYDARZENIE MIESIĄCA
Wprowadzenie przez TUW PZUW kompleksowego ubezpieczenia OC dla firm zaangażowanych w budowę elektrowni jądrowej – w uznaniu historycznego wymiaru debiutu produktu wprowadzającego polskie ubezpieczenia w nową epokę, szeroki zakres ochrony, dopasowanie go do rzeczywistego profilu ryzyka poszczególnych uczestników łańcucha dostaw, wysokie sumy gwarancyjne oraz otwarcie polskim przedsiębiorstwom możliwości współpracy również w projektach zagranicznych.
CZŁOWIEK MIESIĄCA
Jan Grzegorz Prądzyński, odchodzący prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń – w uznaniu sukcesów odniesionych podczas osiemnastu lat kierowania izbą samorządową ubezpieczycieli w Polsce.
PRODUKT MIESIĄCA
Otwarty katalog ryzyk w ubezpieczeniach kosztów rezygnacji Compensy – dla pionierskiej w skali sektora oferty, zapewniającej ochronę w przypadku każdego zdarzenia uniemożliwiającego wyjazd z wyjątkiem sytuacji wyraźnie wyłączonych z ochrony, oferty wyznaczającej nowy standard na polskim rynku.
INSTYTUCJA MIESIĄCA
PFR Portal PPK – w uznaniu skuteczności działań podjętych w ciągu siedmiu lat funkcjonowania systemu Pracowniczych Planów Kapitałowych na rzecz jego upowszechnienia, czego efektem było przekroczenie w kwietniu progu 50 miliardów złotych aktywów zgromadzonych w PPK oraz uzyskanie partycypacji w programie na poziomie 60%.
ROZWIĄZANIE MIESIĄCA
Wprowadzona przez Wartę możliwość uzyskania gwarancji ubezpieczeniowej bez konieczności składania weksla – dla rozwiązania przyspieszającego procesy, eliminującego fizyczny obieg dokumentów oraz zwiększającego dostępność finansowania dla małych i średnich przedsiębiorców.
Do zespołu Unum Życie dołącza Aleksandra Kuśmierczyk. Ekspertka objęła stanowisko dyrektorki Departamentu Sprzedaży Ubezpieczeń Grupowych. W nowej roli będzie odpowiedzialna za strategiczny rozwój tego obszaru oraz budowanie relacji z brokerami i partnerami biznesowymi.
– Bardzo się cieszę, że Aleksandra dołącza do naszego zespołu i obejmuje tak ważny obszar biznesowy. Przed nami ekscytujący rozdział związany z realizacją strategii wzrostu. Stawiamy na partnerską współpracę z brokerami, rozwój nowoczesnych narzędzi oraz oferty, która będzie odpowiadać na zmieniające się potrzeby klientów i partnerów biznesowych. Jestem przekonana, że doświadczenie, energia i strategiczne podejście Aleksandry będą w tym procesie ogromnym wsparciem – mówi Renata Stawiczny, członkini zarządu Unum odpowiedzialna za Pion Sprzedaży.
Aleksandra Kuśmierczyk wnosi do Unum ponad 17 lat doświadczenia w branży ubezpieczeniowej, zdobywanego w Allianz oraz Generali. Ekspertka przez lata zajmowała się budowaniem efektywnych struktur sprzedażowych, zarządzaniem zespołami rozproszonymi oraz wdrażaniem rozwiązań zwiększających skuteczność biznesową: od strategii cross- i up-sell, przez systemy motywacyjne, po lean management w sprzedaży.
Aleksandra Kuśmierczyk podkreśla, że kluczem do skutecznego rozwoju sprzedaży grupowej są silne i partnerskie relacje z brokerami oraz uważne słuchanie potrzeb rynku.
– Ubezpieczenia grupowe to obszar, w którym jakość relacji i zaufanie mają fundamentalne znaczenie. Brokerzy są nie tylko partnerami sprzedażowymi, ale przede wszystkim ważnym źródłem wiedzy o realnych potrzebach klientów i kierunkach zmian na rynku. Wierzę, że tylko poprzez bliską współpracę, wzajemne zrozumienie i wspólne budowanie wartości można tworzyć ofertę, która będzie naprawdę odpowiadać na oczekiwania firm i ich pracowników. Cieszę się, że dołączam do Unum właśnie w takim momencie rozwoju organizacji – mówi Aleksandra Kuśmierczyk.
30 kwietnia 2026 roku do konsultacji publicznych i uzgodnień międzyresortowych trafił projekt nowelizacji ustawy – Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw, opracowany przez Ministerstwo Cyfryzacji. Akt zawiera postanowienia istotne dla branży ubezpieczeniowej.
W ocenie skutków regulacji MC wskazało, że inspiracją do opracowania projektu nowych przepisów był fakt, iż obecny stan funkcjonowania systemu informatycznego Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK) nie odpowiada współczesnym warunkom elektronicznej obsługi użytkowników, a proces obsługi obywatela odbiega od oczekiwań dotyczących sprawnego załatwiania spraw administracyjnych. Stąd też resort przygotował regulację, która m.in. poszerza paletę e-usług udostępnianych w aplikacji mObywatel, o m.in. elektroniczne zgłaszanie zbycia pojazdu oraz elektroniczne powiadamianie zakładu ubezpieczeń o przeniesieniu prawa własności pojazdu.
Dla realizacji powyższych celów projekt nowelizacji zmienia ustawę z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych pod katem dostosowania obowiązków informacyjnych związanych z przeniesieniem prawa własności pojazdu do rozwiązań teleinformatycznych funkcjonujących w CEP. W tym celu do ustawy ma zostać wprowadzony przepis zezwalający na nadanie pisemnemu powiadomieniu o przeniesieniu prawa własności pojazdu oraz danych nowego posiadacza zarówno formy papierowej, jak i elektronicznej. Ma to na celu usunięcie wszelkich wątpliwości interpretacyjnych i uporządkowanie sposobu komunikacji pomiędzy zakładem ubezpieczeń a klientem. Z kolei w sytuacji, gdy zbywca pojazdu dopełni obowiązku zgłoszenia zbycia pojazdu w starostwie, nie będzie musiał dodatkowo powiadamiać o tym ubezpieczyciela. Informacja ta zostanie automatycznie przekazana towarzystwu za pośrednictwem systemu teleinformatycznego, w którym dane z CEP będą udostępniane UFG.
W OSR nowelizacji czytamy: Proponowane rozwiązanie będzie skutkowało eliminacją niejako zdublowanego obowiązku istniejącego obecnie po stronie właścicieli pojazdów, którzy, dokonując ich sprzedaży, są zobowiązani zawiadomić o tym fakcie zarówno organ rejestrujący, jak i zakład ubezpieczeń. Ponadto proponowany mechanizm zapewni jednolitość i aktualność informacji o zmianie właściciela pojazdu zarówno w centralnej ewidencji pojazdów, jak i systemie teleinformatycznym Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego.
Rozmowa z Andrzejem Kowerdejem, dyrektorem Departamentu Ubezpieczeń na Życie i Ubezpieczeń Zdrowotnych, Phinance
Aleksandra E. Wysocka: – W branży coraz częściej słychać, że doradcy się wypalają. Że zamiast rozwoju jest zmęczenie, walka i stagnacja. To rzeczywiście problem rynku?
Andrzej Kowerdej: – Ja bym to odwrócił. Najlepsi doradcy się nie wypalają. Oni po prostu działają w trochę innym modelu niż ten, który najczęściej widzimy. Wciąż są ludzie z bardzo wysokimi wynikami, na poziomie MDRT, którzy od lat budują swoje biznesy i nie wyglądają na zmęczonych. Natomiast faktem jest, że duża część rynku funkcjonuje w sposób, który do wypalenia prowadzi.
Czyli problemem nie jest branża, tylko sposób pracy w niej?
– Ja widzę dwa światy. Pierwszy to niewielka grupa doradców, którzy pracują na potrzebach klienta, prowadzą rozmowę, budują relację i specjalizują się w konkretnych obszarach. Drugi to znacznie większa grupa osób, które codziennie walczą. I to nie z klientem ani nawet z regulacjami, tylko z własnym systemem pracy.
Z czym konkretnie walczą?
– Z targetami i z przymusem robienia rzeczy, na których się nie znają. Klasyczny przykład: ktoś świetnie sprzedaje majątek, ale żeby utrzymać warunki współpracy albo dostać bonus, musi jeszcze sprzedawać życie. Nie czuje się w tym dobrze, nie chce się w tym specjalizować, ale system go do tego zmusza. I zaczyna się działanie na siłę. Doradca boi się przyznać, że czegoś nie umie, nie ma wokół siebie specjalisty, któremu może przekazać klienta, więc robi wszystko sam. To jest prosta droga do frustracji i wypalenia.
Czyli to nie jest kwestia odporności psychicznej, tylko konstrukcji systemu?
– Odporność oczywiście ma znaczenie, bo to zawód, w którym trzeba umieć przyjąć odmowę. Nikt nie lubi słyszeć „nie”, ale trzeba się z tym oswoić. Natomiast jeśli do naturalnej trudności tej pracy dokładamy jeszcze presję systemową i brak wsparcia, to nawet bardzo odporne osoby w końcu się zmęczą.
Wiele osób na początku kariery po prostu odpada. Dlaczego?
– Bo start jest bardzo trudny. Wchodzisz bez klientów, bez doświadczenia i od pierwszego dnia masz jednocześnie uczyć się zawodu i zarabiać. W zwykłej pracy masz jasne zadania i przewidywalny efekt. Tutaj masz mnóstwo scenariuszy, na które na początku nie masz wpływu. Spotkanie może się odbyć albo nie. Klient może powiedzieć tak albo nie. I trzeba się z tym oswoić. Do tego dochodzi brak wsparcia w wielu miejscach i to powoduje dużą rotację.
Jak to wygląda u Was? Na dziesięć osób ile zostaje?
– Jeśli mówimy o osobach bez doświadczenia, na przykład studentach, to zostaje średnio trzy–cztery na dziesięć. To pokazuje, jak wymagający jest ten zawód na starcie. Natomiast jeśli bierzemy osoby z doświadczeniem w finansach czy ubezpieczeniach, to zostaje około dziewięciu na dziesięć.
Skąd taka różnica?
– Bo ci ludzie wiedzą już, czego im brakowało wcześniej. Najczęściej mówią wprost: brakowało mi dostępu do specjalistów innych produktów, rzetelnego wsparcia i sensownego modelu pracy. U nas trafiają do miejsca, w którym mogą się skupić na tym, w czym są dobrzy, i nagle przestają się szarpać z rzeczywistością.
Mówisz o modelu pracy. Co u Was jest inne?
– Przede wszystkim brak targetów. Nie mamy targetów i nigdy ich nie mieliśmy. Nie ma konkursów, które każą sprzedawać konkretny produkt albo konkretną firmę. Doradca może oczywiście nic nie robić, ale wtedy szybko sam dojdzie do wniosku, że to nie jest miejsce dla niego, bo nie będzie zarabiał. Natomiast nie ma presji systemowej, która pcha ludzi w działania sprzeczne z ich kompetencjami.
To brzmi jak herezja w sprzedaży. Bez targetów to działa?
– Działa, bo zakładamy, że doradca to dorosły człowiek, który buduje swój biznes. Jeśli ma dobre środowisko, wsparcie i sensowny model pracy, to nie potrzebuje bata nad głową. Wręcz przeciwnie, brak presji pozwala mu pracować lepiej i długofalowo budować biznes i swój wizerunek.
A co z tą słynną niezależnością doradcy? Ona w ogóle istnieje?
– Zależy, jak ją zdefiniujemy. Dla mnie niezależny doradca to taki, któremu nikt nie mówi, co ma sprzedać i jak ma to zrobić. Może rozwijać się w kredytach, może w ubezpieczeniach, może budować relacje i oddawać klientów specjalistom. Nie musi być ekspertem od wszystkiego. I to jest kluczowe, bo ja nie znam nikogo, kto byłby świetny jednocześnie w inwestycjach, hipotekach, majątku i życiu.
Ale macie w akcjonariacie towarzystwo ubezpieczeniowe. Nie ma pokusy, żeby jednak coś „dociskać”?
– Nie. Zawsze dbamy o to, żeby produkty naszych partnerów były po prostu dobre i wyróżniały się na rynku. Jeśli produkt jest dobry, doradca sam chce go sprzedawać. Ale nie ma żadnego przymusu. Jeśli ktoś nie chce, nic się nie dzieje. Wsparcie i zasady współpracy pozostają takie same.
Co z doradcami, którzy utknęli? Zarabiają, ale od lat tyle samo.
– Najpierw trzeba sobie odpowiedzieć, czy to naprawdę problem. Bo czasem ktoś jest w swojej strefie komfortu i to jest w porządku. Nie każdy musi rosnąć. Ale jeśli ktoś chce więcej, to zazwyczaj potrzebuje dwóch rzeczy: wsparcia i gotowości do zmiany. W Phinance rozwiązań jest dużo, tylko trzeba chcieć z nich skorzystać.
To wsparcie macie bardziej w systemie czy w kulturze?
– W obu. Są szkolenia, dostęp do specjalistów wszystkich obszarów, obecność menedżerów. Ja sam jeżdżę po biurach i pracuję z ludźmi. Ale najważniejsza jest kultura, którą budowaliśmy latami. Dzisiaj mogę powiedzieć, że jest u nas bardzo silna i realnie pomaga ludziom.
Na koniec: jak dziś budować karierę, żeby się nie wypalić?
– Po pierwsze, nie próbować być wszystkim naraz. Zbudować swoją specjalizację i mieć wokół siebie ludzi, którzy uzupełniają kompetencje. Po drugie, wybrać model działania, który do nas pasuje. Dzisiaj możesz budować markę eksperta, działać w social mediach, pracować relacyjnie. Dróg jest dużo więcej niż kiedyś.
Po trzecie, uzbroić się w cierpliwość. Możesz mieć szczęście i szybko wystrzelić, ale najczęściej to jest proces. I jeszcze jedna rzecz: środowisko. Jeśli pracujesz w miejscu, które cię wspiera, to masz szansę się rozwijać. Jeśli pracujesz w miejscu, które cię ciśnie w każdą stronę, prędzej czy później się wypalisz.
Jeszcze kilka lat temu ubezpieczenia grupowe na życie były postrzegane w bardzo prosty sposób. Pracodawca otrzymywał ofertę przygotowaną przez agenta, najczęściej w jednym, dwóch, maksymalnie trzech wariantach. Pracownik wybierał jeden z nich i na tym w praktyce kończył się proces budowania ochrony.
Zakres ubezpieczenia był w dużej mierze z góry określony, a możliwości jego dopasowania do indywidualnych potrzeb ograniczone. W efekcie wielu klientów funkcjonowało i nadal funkcjonuje w przekonaniu, że posiada odpowiednie zabezpieczenie, podczas gdy w rzeczywistości ma ono charakter wyłącznie podstawowy.
Dziś ten model wyraźnie się zmienia. Coraz większą rolę odgrywają umowy dodatkowe, potocznie nazywane „cegiełkami”. To właśnie one pozwalają rozszerzyć zakres ochrony i dostosować go do realnych potrzeb pracownika, jego sytuacji życiowej, zdrowotnej oraz zawodowej.
Ubezpieczenie grupowe przestaje być gotowym produktem, a zaczyna być rozwiązaniem, które można świadomie budować.
Od podstawowego wariantu do indywidualnej ochrony
Zmiana polega przede wszystkim na odejściu od modelu „jednej polisy dla wszystkich” na rzecz rozwiązania, w którym ubezpieczenie grupowe staje się konstrukcją modułową.
Podstawą pozostaje umowa główna, jednak jej rzeczywista wartość budowana jest poprzez pakiety dodatkowe. To one decydują o tym, czy ubezpieczenie będzie pełniło jedynie funkcję „formalną”, czy stanie się realnym zabezpieczeniem dopasowanym do konkretnych ryzyk.
Klient nie jest już ograniczony wyłącznie do wyboru jednego z dostępnych wariantów. Zyskuje możliwość świadomego rozszerzenia ochrony w obszarach, które są dla niego najważniejsze. Dotyczy to zarówno zabezpieczenia finansowego rodziny, jak i ochrony w przypadku poważnych zachorowań czy zdarzeń wypadkowych.
To właśnie w tym miejscu ubezpieczenie grupowe zaczyna pełnić rolę rozwiązania dopasowanego do indywidualnej sytuacji życiowej i zawodowej pracownika.
Pakiety dodatkowe jako odpowiedź na realne ryzyka
Rozwój pakietów dodatkowych nie jest przypadkowy. Towarzystwa ubezpieczeniowe konsekwentnie dostosowują ich zakres do aktualnych trendów zdrowotnych oraz statystyk zachorowań.
Szczególnie widoczny jest wzrost znaczenia rozszerzeń dotyczących poważnych zachorowań, przede wszystkim chorób onkologicznych i kardiologicznych. To właśnie te ryzyka są dziś najczęściej analizowane przez klientów, którzy coraz lepiej rozumieją ich konsekwencje, zarówno zdrowotne, jak i finansowe.
Równolegle rośnie znaczenie pakietów wypadkowych. W wielu branżach, gdzie ryzyko wypadkowe jest wyższe, kluczowe są wysokie sumy ubezpieczenia z tytułu śmierci w wyniku wypadku komunikacyjnego, nieszczęśliwego wypadku, trwałego uszczerbku na zdrowiu czy pobytu w szpitalu. To one stanowią realne wsparcie finansowe w sytuacjach, które bezpośrednio wpływają na zdolność do pracy i codzienne funkcjonowanie.
Coraz większą rolę odgrywają również rozszerzenia obejmujące usługi medyczne oraz assistance. W praktyce dają one klientowi to, czego dziś najbardziej brakuje, czyli szybki dostęp do konsultacji, diagnostyki oraz sprawne uruchomienie procesu leczenia i rehabilitacji.
Dzięki temu polisa zaczyna działać nie tylko w momencie wypłaty świadczenia, ale również w trakcie całego procesu leczenia, od pierwszej diagnozy aż po powrót do pełnej sprawności.
To właśnie te elementy sprawiają, że tzw. cegiełki przestają być jedynie dodatkiem marketingowym na ulotce z ofertą, a stają się odpowiedzią na realne ryzyka współczesnego życia.
Większa świadomość klientów
Zmiana podejścia do ubezpieczeń grupowych jest bezpośrednio związana ze wzrostem świadomości klientów. Pracownicy coraz częściej analizują zakres ochrony, a nie tylko wysokość składki. Zwracają uwagę na konkretne scenariusze, takie jak poważne zachorowanie, nieszczęśliwy wypadek czy długotrwałe leczenie. Coraz częściej zadają konkretne pytania i chcą wiedzieć, jak ubezpieczenie zadziała w danej sytuacji.
W efekcie rośnie zainteresowanie rozwiązaniami, które oferują rzeczywiste wsparcie, a nie jedynie symboliczne świadczenia, niewystarczające przy poważniejszych zdarzeniach.
Klienci coraz częściej są gotowi zapłacić wyższą składkę, jeśli widzą w tym realną wartość. Dotyczy to przede wszystkim wyższych sum ubezpieczenia, szerszego zakresu ochrony czy dostępu do usług medycznych. Zmienia się więc nie tylko oferta, ale również sposób podejścia klientów do ubezpieczenia.
Rola doradcy w budowaniu ochrony
W tym modelu kluczowe znaczenie ma rola doradcy. To od jego podejścia zależy, czy klient pozostanie przy podstawowym wariancie, czy świadomie zdecyduje się na rozszerzenie ochrony.
Ograniczenie rozmowy wyłącznie do umowy głównej oznacza w praktyce niewykorzystanie potencjału ubezpieczenia grupowego. Dopiero pokazanie konkretnych scenariuszy, takich jak poważne zachorowanie, wypadek czy koszty leczenia i rehabilitacji, pozwala klientowi zrozumieć, jakie znaczenie mają dodatkowe umowy.
To właśnie realne przykłady uświadamiają skalę ryzyka i pomagają zobaczyć, z jakimi kosztami może wiązać się konkretne zdarzenie.
Właściwie dobrane pakiety dodatkowe nie są sprzedażą większego zakresu dla samej sprzedaży. Są elementem świadomie budowanej ochrony, która ma realne zastosowanie w życiu klienta i zapewnia wsparcie w trudnych momentach.
Kierunek rozwoju ubezpieczeń grupowych
Obserwowane zmiany jasno wskazują kierunek rozwoju rynku. Ubezpieczenia grupowe będą coraz bardziej elastyczne, a ich wartość w coraz większym stopniu będzie zależeć od możliwości dopasowania zakresu ochrony do realnych potrzeb pracowników.
To właśnie pakiety dodatkowe będą decydować o jakości zabezpieczenia. Pozwalają przejść od standardowej polisy do rozwiązania, które faktycznie odpowiada na konkretne ryzyka i sytuacje życiowe.
Dziś ubezpieczenie grupowe nie jest już jednym, z góry narzuconym wariantem. To rozwiązanie, które można i trzeba świadomie budować mimo ograniczonych sum ubezpieczenia.
Polskie drogi są dziś statystycznie bezpieczniejsze niż dekadę temu, ale ruch stał się bardziej złożony. Obok samochodów są motocykle i skutery, pojawiły się hulajnogi elektryczne i więcej rowerów. Każdy z tych środków transportu zmienia rytm miasta, ale też tworzy nowe źródła ryzyka.
Właśnie dlatego PZU we współpracy z Policją uruchomiło kampanię „Mistrzu, pomyśl”, skierowaną do użytkowników jednośladów. To kontynuacja ubiegłorocznej akcji „Mistrzu, zwolnij”, która dotarła do 16 mln Polaków.
Miasto przyspieszyło, rozsądek nie zawsze nadąża
W 2025 r. wypadki drogowe z udziałem użytkowników jednośladów stanowiły 33% ogólnej liczby wypadków drogowych. Największą grupę tworzyli rowerzyści z udziałem ponad 16%, następnie motocykliści z wynikiem 11,4%, a użytkownicy hulajnóg elektrycznych odpowiadali za 5,5%.
Na pierwszy rzut oka dane mogą uspokajać, bo w latach 2016–2025 łączna liczba ofiar śmiertelnych na polskich drogach spadła o 45,1%. Problem polega jednak na tym, że za ogólną poprawą kryją się nowe zagrożenia. Najbardziej widoczne są przy hulajnogach elektrycznych. W latach 2023–2025 liczba wypadków spowodowanych przez ich użytkowników wzrosła o 163%, z 264 do 696, a liczba rannych zwiększyła się o 181%, z 269 do 757.
To efekt sytuacji, w której nowe formy mobilności upowszechniły się szybciej niż zasady bezpiecznego korzystania z nich.
Ubezpieczyciel wychodzi poza polisę
PZU pokazuje, że rola ubezpieczyciela zmienia się wraz z otoczeniem. Coraz rzadziej chodzi wyłącznie o reakcję po szkodzie, a coraz częściej o ograniczanie ryzyka, zanim dojdzie do zdarzenia.
– Jako PZU realizujemy ważną misję społeczną, która jest niezmienna od lat, ochronę życia i zdrowia Polaków. Bycie ubezpieczycielem, któremu ufają miliony klientów, to znacznie więcej niż sama sprzedaż polis i obsługa szkód. Dlatego działania edukacyjne i prewencyjne pełnią bardzo ważną rolę w naszej strategii. Dużo uwagi poświęcamy bezpieczeństwu w ruchu drogowym i myślimy o nim szeroko – podkreśla Bogdan Benczak, prezes PZU.
Przy rosnących kosztach szkód osobowych prewencja staje się twardym elementem biznesu. Każdy wypadek, do którego nie doszło, ma dziś wymiar społeczny i finansowy.
Rower nadal nie jest strefą bezpieczeństwa
Choć emocje koncentrują się wokół hulajnóg, statystyki przypominają, że rowerzyści nadal są jedną z najbardziej narażonych grup. W 2025 r. doszło do 3425 wypadków z ich udziałem, a w 1188 przypadkach winę ponosili sami rowerzyści. W ubiegłym roku zginęło 155 osób poruszających się rowerem.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół. Osoby po 60. roku życia odpowiadały za ponad 23% wypadków spowodowanych przez rowerzystów. To sygnał, że bezpieczeństwo wymaga dziś myślenia o różnych grupach użytkowników, a nie tylko o młodych i dynamicznych.
– Bezpieczeństwo zależy od nas wszystkich, od przestrzegania przepisów, wzajemnego szacunku i świadomych decyzji każdego uczestnika ruchu. Apelujemy o ostrożność, szczególnie wśród użytkowników hulajnóg elektrycznych. Z dużym zadowoleniem przyjmuję nowe regulacje dotyczące obowiązku noszenia kasków przez dzieci i młodzież poniżej 16. roku życia – mówi nadinspektor Roman Kuster, pierwszy zastępca Komendanta Głównego Policji.
Z raportu „Rowerowa Polska PZU” wynika, że trzy czwarte rowerzystów przyznaje, że zdarza im się jeździć bez kasku. Wśród użytkowników hulajnóg bez kasku jeździ 44%.
To paradoks współczesnej mobilności. Kupujemy coraz nowocześniejszy sprzęt, ale rezygnujemy z najprostszej ochrony. Dr Łukasz Rakasz, ordynator oddziału neurochirurgii dziecięcej w Szpitalu Dziecięcym przy ul. Niekłańskiej w Warszawie, przypomniał podczas konferencji, jak poważne bywają skutki urazów głowy.
– Mózg ma bardzo ograniczone zdolności regeneracyjne, dlatego urazy głowy zostawiają konsekwencje nie tylko dla samego pacjenta, ale także dla jego rodziny i całego systemu ochrony zdrowia. Jeden gram prewencji jest wart więcej niż kilogram leczenia – podkreśla dr Łukasz Rakasz.
Prawo dopiero dogania codzienność
Od 3 marca obowiązuje zakaz poruszania się hulajnogami elektrycznymi po drogach publicznych przez osoby poniżej 13. roku życia. Z kolei od 3 czerwca osoby poniżej 16 lat jadące rowerem, hulajnogą elektryczną lub urządzeniem transportu osobistego będą musiały używać kasku.
To potrzebne regulacje, ale zarazem dowód, że prawo zwykle reaguje wolniej, niż zmienia się codzienna rzeczywistość.
Spoty kampanii są emitowane w telewizji, kinach, internecie, a kampanijne kreacje będą widoczne w przestrzeni miejskiej. Cel jest prosty: ograniczyć zachowania, które codziennie wydają się błahe, a później kończą się tragedią.
– Poprzednia kampania dotarła do 16 mln Polaków, z czego możemy być naprawdę dumni. Liczymy, że „Mistrzu, pomyśl” osiągnie podobne wyniki i szczególnie zmieni te zachowania, które są najbardziej ryzykowne. Wszyscy chcemy, żeby wypadków było mniej – wyjaśnia Agnieszka Żebrowska, dyrektorka Biura Sponsoringu i Prewencji PZU.
W bezpieczeństwie drogowym prawdziwy sukces kampanii mierzy się nie liczbą odsłon, lecz liczbą zdarzeń, których udało się uniknąć.
Informujemy, że w celu zapewnienia jak najlepszej obsługi nasza strona korzysta z ciasteczek (plików cookies). Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na wykorzystanie przez nas plików cookies. Jednocześnie przypominamy, że w każdej chwili masz możliwość zmiany ustawień plików cookies. OK
Privacy & Cookies Policy
Privacy Overview
This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these cookies, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may have an effect on your browsing experience.
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.