Rok 2025 obrodził w wiele istotnych dla rynku wydarzeń. Niektórych oczekiwano z napięciem, innych wyczekiwano z utęsknieniem. Jedne wzbudzały lęk przed nieznanym, drugie miały być remedium na problemy różnych uczestników rynku.
Początek roku wiązał się z DORA, rozporządzeniem w sprawie operacyjnej odporności cyfrowej sektora finansowego, stanowiącym przewrót kopernikański zarówno dla trudnych i tak relacji z dostawcami, jak i wewnętrznego życia zakładów. To był ogromny wysiłek, nowe komórki, stanowiska, nowe regulacje wewnętrzne, klasyfikacje usług.
2025 r. był też pierwszym pełnym rokiem o zwiększonych sumach gwarancyjnych OC komunikacyjnych i rolnych. To również nowe, antydyskryminacyjne zasady wydawania zaświadczeń o przebiegu ubezpieczenia i informowania na stronach internetowych o polityce taryfikacji składki. To był rok informatyzacji i mStłuczki. Nowele ustaw ubezpieczeniowych to także potwierdzenie praw określania w wypowiedzeniu terminu rozwiązania umowy w przypadku nabycia prawa własności pojazdu lub gospodarstwa rolnego.
Dwie kwestie
Dwie sprawy związane z minionym rokiem w mojej subiektywnej ocenie wywierają szczególny wpływ na funkcjonowanie ubezpieczycieli, zarówno w wymiarze likwidacyjno-sądowym, jak i dystrybucyjno-produktowym.
Pierwsza z nich sprowadza się do niegasnącego sporu środowisk prawniczych i niekonsekwencji orzeczniczej, generowanej w samym Sądzie Najwyższym w zakresie znalezienia właściwej metody obliczania wysokości odszkodowania.
Druga sprawa to wejście w życie ustawy o zapewnianiu spełniania wymagań dostępności niektórych produktów i usług przez podmioty gospodarcze, co nastąpiło 28 czerwca 2025 r.
I jak likwidować szkodę?
Wszyscy pamiętamy przykłady sporów dziejowych: romantyków z klasykami, pozytywistów z modernistami, konserwatystów i liberałów. Zdawałoby się jednak, że w matematyce taki spór trudno sobie wyobrazić. A jednak… Oto szkoda, która zgodnie z art. 361 § 2 k.c. powinna wyrażać się w stracie rozumianej jako różnica w majątku poszkodowanego przed szkodą i po niej, wymyka się matematycznym paradygmatom, urastając do rangi prawdziwej ideologii. A w środku tego wszystkiego stoi poszkodowany, a dokładnie: zdezorientowany poszkodowany.
Rok 2024 był rokiem szkody dynamicznej i należał do dwóch uchwał SN: III CZP 142/22 i III CZP 65/23, które potwierdziły, że jeżeli naprawa pojazdu przez poszkodowanego stała się niemożliwa, w szczególności w razie zbycia lub naprawienia pojazdu, nie jest uzasadnione ustalenie wysokości odszkodowania z ubezpieczenia OC ppm jako równowartości hipotetycznych kosztów naprawy. Jeżeli poszkodowany nie poniósł jeszcze kosztów naprawy ani nie zobowiązał się do ich poniesienia, wysokość odszkodowania powinna odpowiadać przeciętnym kosztom naprawy na lokalnym rynku.
Miniony rok 2025 to odmienna refleksja SN i szkoda statyczna, uosobiona w uchwale III CZP 32/24, tak skwapliwie wykorzystywanej przez kancelarie odszkodowawcze i warsztaty (bo przecież nie poszkodowanych, którzy za cesję dostają grosze lub „figę z makiem”). SN wywiódł, że ustalenie wysokości odszkodowania jako równowartości hipotetycznych kosztów naprawy jest dopuszczalne także wtedy, gdy poszkodowany naprawił pojazd.
Czy w drugiej ćwierci XXI wieku istnieje nadal potrzeba hibernowania zaszłości i zaklinania rzeczywistości? Jeden z sądów napisał, że koncepcja szkody statycznej funkcjonuje w orzecznictwie SN od 30 lat i ma być to argument ontologiczny. Korzenie tej linii sięgają dalej, nawet 1970 r. [I CR 371/70], ale przecież to, że jakaś koncepcja przystawała do warunków dawnej rzeczywistości, nie znaczy, że jest adekwatna dziś, w szybko zmieniającym się świecie. W latach 70. i 80. nie istniały programy kosztorysowe, a koszty naprawy łatwe były do ustalenia, gdy ceny części i robocizny w PZMotach były określane centralnie przez ceny urzędowe.
Co na to likwidacja? Mogłoby być łatwo. Wystarczyłoby powiedzieć: „Daj pan fakturę i ustalimy pańską szkodę”. Zamiast tego mamy szarą strefę. Metoda kosztorysowa, gdy poszkodowany naprawił lub zbył pojazd, generuje nie tylko duże koszty likwidacji, ale również masę sporów sądowych, które zalewają sądy.
EAA i produkty dystrybuowane drogą elektroniczną
Choć polska ustawa o dostępności nie wymienia usług ubezpieczeniowych w katalogu przedmiotowym na takich zasadach, jak przykładowo bankowość detaliczną, to jednak przyjęto – bez specjalnego sprzeciwu branży – że w przypadku sprzedaży ubezpieczeń online (handel elektroniczny) uwzględnia się wymagania tej ustawy. Chodzi o to, aby osoby ze szczególnymi potrzebami miały możliwość korzystania z tych usług w całej Unii, w tym poprzez strony internetowe i usługi oparte na urządzeniach mobilnych oraz aplikacje mobilne; aby mogły podejmować świadome decyzje i były pewne, że są odpowiednio chronione na równi z innymi konsumentami.
Nowa ustawa wyznacza ramy prawne dla dostępności e-handlu, co obejmuje stronę techniczną, komunikację, okresy dostosowawcze oraz odpowiedzialność i sankcje. Z perspektywy ubezpieczycieli strona techniczna dla standardów dostępności stron internetowych może być dużym wyzwaniem, natomiast już dziś stosuje się standardy WCAG (Web Content Accessibility Guidelines), oparte na czterech zasadach: postrzegalności, funkcjonalności, zrozumiałości i kompatybilności. Są to standardy, które opisują model działania, aby treści www oraz aplikacje były zrozumiałe i dostępne dla wszystkich użytkowników.
Niektórzy ubezpieczyciele zaczęli już wcześniej wdrażać rozwiązania ułatwiające dostępność usług ubezpieczeniowych dla osób ze szczególnymi potrzebami wcale nie z powodu wejścia w życie EAA Act, lecz dlatego, że dostępność, zrozumiałość i prosty język to po prostu atut.
Co nam przyniesie 2026 r.?
Z pewnością dalszą digitalizację i bezpieczeństwo danych, a na pewno przewrót w zakresie możliwości składnia reklamacji. Dzięki nowym przepisom reklamacje będzie można składać drogą elektroniczną.
Mariusz Astasiewicz
radca prawny







