Wspomnienie Marcina Kapińskiego, wieloletniego dyrektora zarządzającego SPBUiR. Żegnaj, Kapitanie

0
483

Z Marcinem Kapińskim spotykaliśmy się zawsze w biegu. Albo on, albo ja mieliśmy bardzo ważne obowiązki. Zawsze obiecywaliśmy sobie, bo lubiliśmy te nasze rozmowy na szybko, że spotkamy się kiedyś na neutralnym gruncie – nie w Stowarzyszeniu Brokerów, nie w redakcji „Gazety Ubezpieczeniowej”. Na Kongresach też byliśmy zajęci i do przyciszonej, refleksyjnej rozmowy nigdy właściwie nie doszło. Pamiętam tylko jeden, zupełnie inny moment przebywania obok siebie. Było to na niewielkim stateczku, płynęliśmy po Wiśle. Marcin siedział rozluźniony, uśmiechnięty, ja także i wtedy usłyszałam, czym dla niego była woda, pływanie, przyroda i spokój wokół niej. Wszystkie ważne sprawy dla niego już odeszły, ode mnie też wolniutko odchodzą. I okazuje się, że to jedno zdanie ciągle tkwi w pamięci i – właściwie – jest najważniejsze.

Bożena M. Dołęgowska-Wysocka
redaktorka seniorka