W rolnictwie lato jest czasem oczekiwania na efekt wielomiesięcznej pracy, ale coraz częściej staje się również okresem gwałtownej weryfikacji. Grad, deszcz nawalny i zastoiska wodne potrafią w kilka chwil zniszczyć uprawy, które wcześniej przetrwały niedobory wody i trudne warunki wegetacji.
Zmiany klimatyczne zwiększają częstotliwość i lokalną intensywność zdarzeń szkodowych, dlatego ubezpieczenie upraw coraz trudniej traktować wyłącznie jako spełnienie obowiązku ustawowego. Staje się ono ważnym narzędziem ochrony finansowej gospodarstwa.
Koszt polisy stanowi tylko część wydatków, które rolnik musiałby ponieść po zniszczeniu pola. Ponowny siew oznacza zakup materiału, paliwa i kolejną pracę. Gdy szkoda powstaje pod koniec okresu wegetacji, odtworzenie produkcji w tym samym sezonie często nie jest już możliwe. Odszkodowanie nie przywróci plonu, ale może pomóc gospodarstwu zachować płynność.
– Nie każda uprawa i nie każde pole są narażone tak samo na zdarzenia atmosferyczne. Znaczenie mają lokalizacja, rodzaj gleby, historia szkód i koszty produkcji. Dopiero po takiej analizie rolnik może świadomie zdecydować, które ryzyka powinny zostać objęte ochroną – podkreśla Agnieszka Fajfer-Radwan, ekspertka ubezpieczeń upraw w Warcie.
Elastyczne pakiety Warty
Skuteczna ochrona wymaga indywidualnej analizy ryzyka, właściwego ustalenia sumy ubezpieczenia i odpowiedniego zakresu polisy. Tradycyjne rozwiązania często opierały się na szerokich pakietach obejmujących także zdarzenia mało istotne dla konkretnej uprawy lub lokalizacji. Warta proponuje inny model, w którym rolnik może dobrać zakres polisy do rzeczywistych zagrożeń występujących w jego gospodarstwie.
W ofercie Warty uprawę można ubezpieczyć wyłącznie od gradu albo rozszerzyć zakres o przymrozki wiosenne, deszcz nawalny oraz pozostałe ryzyka wymienione w ustawie o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich. Warta umożliwia także objęcie ochroną szkód spowodowanych zastoiskami wodnymi i ogniem, obniżonego wskaźnika polaryzacji buraków cukrowych oraz strat powstałych podczas transportu zebranych plonów.
Elastyczne pakiety oferowane przez Wartę pozwalają więc zbudować polisę wokół ryzyk istotnych dla konkretnej uprawy i lokalizacji. Rolnik nadal może skorzystać z dopłat z budżetu państwa, które mogą pokryć do 65% kosztów składki.
Kukurydza, która nie doczekała żniw
Tegoroczne gradobicia w części kraju zaprzepaściły efekt pracy prowadzonej od początku sezonu. W czerwcu i lipcu ich skutki bywają szczególnie dotkliwe, ponieważ rozpoczynają się zbiory rzepaku i zbóż, a inne rośliny są już w zaawansowanej fazie rozwoju.
30 czerwca w powiecie leszczyńskim grad wystąpił wraz z silnym wiatrem. Na części plantacji kukurydzy doszło do szkód całkowitych. Mogłoby się wydawać, że gradzina nie jest w stanie ściąć rośliny w tej fazie rozwoju. Połączenie uderzeń gradu i silnych podmuchów zniszczyło jednak uprawę na całej powierzchni. Do żniw pozostawało jeszcze wiele tygodni, ale już wtedy było wiadomo, że zbioru nie będzie. Rolnik ubezpieczony w Warcie otrzymał odszkodowanie odpowiadające szkodzie całkowitej.
Siedemdziesiąt procent ziarna na ziemi
Grad dotknął również plantacje pszenicy. W części szkód stwierdzono wybicie ok. 70% ziarna. Wcześniejsze niedobory wody osłabiły uprawy, a późniejsze gradobicia pogłębiły straty. Zdarzały się także szkody całkowite. Ścięte kłosy pozostawały na ziemi, poza zasięgiem kombajnu. Rolnik poniósł koszty nawożenia, ochrony roślin, paliwa i pracy, ale nie uzyska przychodu, który miał je pokryć.
– To samo zjawisko może przynieść inne skutki w zależności od momentu, w którym wystąpi. Grad tuż przed żniwami może odebrać większość oczekiwanego przychodu. Dlatego suma ubezpieczenia powinna odzwierciedlać realną wartość produkcji – mówi Joanna Chudzik, ekspertka ubezpieczeń upraw w Warcie.
Deszcz, po którym trzeba siać ponownie
Także w tym sezonie pojawiały się deszcze nawalne, powodujące szkody częściowe i całkowite nawet na niewielkich powierzchniach. W połowie maja gwałtowny opad spowodował konieczność ponownego obsiania części pola kukurydzy. Woda zamuliła teren i wymyła młode rośliny z podłoża, przez co ich obsada została zmniejszona. Uzupełnienie uprawy oznacza kolejne wydatki, a późniejszy siew może wpłynąć na wysokość przyszłego plonu.
Nagromadzenie wody po gwałtownym opadzie może prowadzić do zastoisk wodnych. To osobne ryzyko, którego skutkiem bywa wygnicie roślin. Charakter szkody zależy od struktury gleby i rodzaju uprawy. Ziemniaki mogą wygnić na części powierzchni, podczas gdy rosnąca w pobliżu kukurydza pozostanie nieuszkodzona.
Agent pokazuje, rolnik decyduje
Agent rozmawia z rolnikiem o ubezpieczeniu upraw przede wszystkim jesienią i wiosną. Jego rolą jest pokazanie, jak wyglądają szkody, jakie mogą mieć skutki finansowe i czym różnią się poszczególne ryzyka dostępne w ofercie. Powinien pomóc oszacować wartość produkcji i wyjaśnić znaczenie właściwie ustalonej sumy ubezpieczenia.
Dla klienta nadmiar wody może być jednym problemem, ale w warunkach ubezpieczenia deszcz nawalny i zastoisko wodne są odrębnymi ryzykami. Agent doradza, omawia możliwości dostępne w polisie i pokazuje możliwe scenariusze, natomiast decyzję o zakresie ubezpieczenia podejmuje rolnik.
Latem widać rezultat tych rozmów. Wtedy okazuje się, czy klient rozumiał zakres polisy, czy suma odpowiadała wartości produkcji i czy ochroną objęto zdarzenia, które rzeczywiście zagroziły uprawie. Dobrze dobrana polisa nie zatrzyma gradu ani ulewy, ale może sprawić, że kilka minut gwałtownej pogody nie zagrozi dalszemu funkcjonowaniu gospodarstwa.









