Emerytura nie poczeka, aż klient się zdecyduje

0
692

Rozmowa z Piotrem Dmuchowskim, prezesem PFR TFI

Aleksandra E. Wysocka: – Prognozy dotyczące przyszłych emerytur, obciążenia systemu stopy zastąpienia są powszechnie znane. Dlaczego ta wiedza tak rzadko przekłada się na decyzje klientów?

Piotr Dmuchowski: – Sama świadomość problemu nie uruchamia działania. Można rozumieć mechanizmy demograficzne i jednocześnie odkładać decyzję o oszczędzaniu, bo temat emerytury wydaje się odległy. Klient wie, że powinien działać, ale wygrywają bieżące potrzeby i poczucie, że na decyzję jest jeszcze czas.

Czy to oznacza, że największym problemem rynku są dziś nasze nawyki, a nie brak produktów?

– W dużej mierze tak. Produkty istnieją i są dostępne, system emerytalny działa według znanych zasad. Natomiast częścią naszej natury są błędy poznawcze. Jak udowodnił Richard Thaler, homo oeconomicus nie istnieje. Nie zawsze postępujemy racjonalnie, popełniamy błędy, a nawet gdy wiemy, co jest racjonalne, miewamy problem z dyscypliną.

Tymczasem fundamentem oszczędzania długoterminowego są cierpliwość i czas. Bez mechanizmów, które wspierają decyzję lub ją ułatwiają, większość osób odkłada temat na później. To bardziej kwestia nawyków i psychologii niż konstrukcji rynku.

Jak bardzo zmienia się dziś sytuacja systemowa? Czy te zmiany rzeczywiście są tak istotne?

– Zmiana ma charakter strukturalny. Żyjemy coraz dłużej, co oznacza dłuższy okres pobierania świadczeń. W przypadku kobiet to już ponad 20 lat. Jednocześnie maleje liczba osób pracujących w relacji do liczby emerytów. Efekt jest widoczny w stopie zastąpienia. Dla wcześniejszych pokoleń przekraczała ona 60%, dziś wynosi ok. 50%, a w przyszłości może spaść do ok. 25%. To oznacza, że bez dodatkowego oszczędzania utrzymanie dotychczasowego standardu życia stanie się bardzo trudne.

Czyli system nie zawodzi, tylko działa w nowych realiach, które zmieniają jego efekt?

– Tak to należy interpretować. System funkcjonuje zgodnie ze swoją logiką, ale otoczenie demograficzne się zmieniło. Problem polega na tym, że oczekiwania klientów nie zawsze nadążają za tymi zmianami, co prowadzi do niedoszacowania przyszłych potrzeb finansowych.

Gdzie w takim razie jest dziś największa luka: w świadomości, dystrybucji czy konstrukcji produktów?

– Świadomość rośnie, jednak nie przekłada się na odpowiednią skalę działania. Produkty są dostępne, natomiast ich wykorzystanie pozostaje ograniczone. Dodatkowo jako społeczeństwo zdecydowanie przeszacowujemy przyszłą stopę zastąpienia. Dotyczy to szczególnie młodych dorosłych, którzy oczekują, że przyszła emerytura wyniesie ok. 50% ich wynagrodzenia, podczas gdy prognozy wskazują na poziom niespełna 25% w 2060 r. Dlatego rośnie znaczenie rozwiązań systemowych, które zmieniają sposób podejmowania decyzji i ustawiają oszczędzanie jako naturalny wybór.

Czy w tym kontekście PPK można traktować jako narzędzie zmiany tych zachowań?

– Taki był ich cel. Wprowadzono automatyczny zapis, który zmienia logikę decyzji. Zamiast zadawać klientowi pytanie: „Czy chcesz oszczędzać?”, system zakłada, że klient oszczędza, chyba że świadomie zrezygnuje z tej opcji.

Klient nie musi podejmować działania, żeby oszczędzać, musi je podjąć, żeby zrezygnować. To podejście znacząco zwiększa udział uczestników i buduje nawyk odkładania środków. W ten sposób program odpowiada na bardzo ważne wyzwanie, jakim jest odkładanie decyzji o oszczędzaniu w czasie.

Czy ten mechanizm przyniósł oczekiwane efekty?

– Dane pokazują wyraźną zmianę. W 2023 r., po autozapisie, do programu wróciło 720 tys. osób. Partycypacja wzrosła z 34% do 46%, a obecnie przekracza 60%. Widać, że odpowiednio zaprojektowany system wpływa na decyzje i ogranicza bierność uczestników.

Z pewnością działa też pozytywne doświadczenie uczestników PPK. Widząc, jak środki rosną – dzięki systematycznym wpłatom oraz wynikom – więcej uczestników zaczęło dostrzegać wymierne efekty.

Jak wygląda skala zgromadzonych środków w PPK?

– Aktywa przekroczyły 50 mld zł. To istotny poziom, który pokazuje zarówno zaufanie uczestników, jak i tempo budowy kapitału długoterminowego. Wartość ta zmienia się wraz z rynkiem, ale kierunek pozostaje rosnący.

Czy taki poziom partycypacji i oszczędności pozwoli realnie zabezpieczyć przyszłość emerytalną?

– Program stanowi ważny fundament, ale nie rozwiązuje całego problemu. Uruchamia proces systematycznego oszczędzania, który wcześniej często w ogóle nie istniał. Natomiast pełne zabezpieczenie wymaga dodatkowych działań, takich jak indywidualne inwestycje i świadome planowanie finansowe w długim horyzoncie.

Czyli PPK to raczej początek drogi niż jej cel?

– Tak należy na to patrzeć. Program ma zmienić nawyki i stworzyć bazę kapitałową, na której można budować kolejne elementy zabezpieczenia finansowego. I to rzeczywiście się dzieje, a potwierdzeniem jest m.in. wzrost zainteresowania IKE i IKZE. W latach 2019–2022 widoczny był umiarkowany przyrost nowych rachunków – kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy nowych kont rocznie. W 2023 r. nastąpiło wyraźne odbicie, a w 2024 i 2025 oba produkty odnotowały rekordowe wyniki, jeśli chodzi o otwieranie nowych rachunków.

Czy obserwujecie zmianę podejścia Polaków w ostatnim czasie?

– Widać pewne przyspieszenie. W styczniu do programu przystąpiło ponad 60 tys. osób, w lutym ponad 55 tys., podczas gdy wcześniej średnia wynosiła ok. 36 tys. nowych uczestników miesięcznie. To sygnał rosnącej gotowości do podejmowania decyzji, choć trudno jeszcze ocenić trwałość tego trendu.

Co powiedzieć osobie, która rozumie, z jakim wyzwaniem ma do czynienia, ale nadal odkłada decyzję?

– Przede wszystkim musimy sobie powiedzieć wprost: nie warto czekać na lepszy moment. Najlepszy moment na długoterminowe oszczędzanie nie jest wtedy, gdy mamy nadwyżki – tylko wtedy, gdy budujemy nawyki.

Warto też pokazać, że nie jest to temat teoretyczny, tylko realny parametr finansowy, którym trzeba zarządzać. Każdy rok zwłoki oznacza konieczność odkładania większych kwot w przyszłości, aby osiągnąć podobny efekt.

Dziękuję za rozmowę.

Aleksandra E. Wysocka