Bałem się luki w dochodach, dziś zarabiam dwa razy więcej

0
511

Rozmowa z Krzysztofem Jachnikiem, doradcą finansowym, Phinance

Aleksandra E. Wysocka: – Dlaczego doradcy tak często boją się zmienić firmę, nawet jeśli od dawna czują, że utknęli?

Krzysztof Jachnik: – Bo ten lęk jest bardzo konkretny. Sam się z nim zmagałem, będąc przez 9 lat agentem wyłącznym. Człowiek boi się, co stanie się z jego dochodem, czy nie wpadnie w lukę licencyjną, czy dotychczasowa firma nie zacznie go blokować i czy w nowym miejscu w ogóle sobie poradzi. Z rozmów z ludźmi, którzy nadal tkwią w takich strukturach, widzę, że właśnie to paraliżuje najbardziej.

Kiedy u Ciebie ten strach przestał być silniejszy niż frustracja?

– Wtedy, gdy zobaczyłem, że mając do dyspozycji jedno towarzystwo i ograniczoną liczbę produktów, coraz częściej nie jestem w stanie dobrze dopasować oferty do potrzeb klienta. Rynek się zmieniał, klienci oczekiwali więcej, a ja coraz częściej miałem poczucie, że pracuję z zaciągniętym hamulcem ręcznym. To zaczęło się przekładać także na wyniki, bo klienci odchodzili tam, gdzie dostawali szerszą i lepiej dopasowaną ofertę.

Pamiętasz moment, w którym powiedziałeś sobie: dość?

– Tak, bo to był moment zawodowego wypalenia. Co ciekawe, to nie ja odezwałem się do Phinance, tylko zostałem zaczepiony na LinkedIn. Byłem już na takim etapie, że pomyślałem: dobrze, to pokażcie, co macie. Kiedy spotkałem się z Michałem Chrząszczem i usłyszałem, jak może wyglądać przejście, moja pierwsza myśl była prosta: to brzmi zbyt dobrze, żeby było prawdziwe. Tym bardziej że decyzję podejmowaliśmy razem z narzeczoną, bo ona też zmieniała pracę, więc baliśmy się oboje.

I co się okazało?

– Że właśnie ten najbardziej straszący element został najlepiej poukładany. Mieliśmy jasno rozpisane, kiedy są egzaminy, jak wygląda licencjonowanie i ile potrwa cały proces. Dzięki temu przeszliśmy przez zmianę suchą stopą, bez luki, której bałem się najbardziej. To był naprawdę książkowy onboarding.

W co najtrudniej było Ci uwierzyć?

– W to, że ta praca może znowu sprawiać mi przyjemność. Nagle okazało się, że mam dostęp do wszystkich firm ubezpieczeniowych, do kredytów, leasingów i mogę naprawdę zaopiekować się klientem od początku do końca. Wtedy człowiek przestaje być sprzedawcą jednego produktu, a staje się doradcą. Ważne jest również to, że jeśli nie mam jeszcze jakiejś kompetencji albo licencji, nie udaję eksperta od wszystkiego, tylko współdzielę klienta z osobą, która posiada odpowiednią wiedzę.

No dobrze, ale to naprawdę działa bez podbierania klientów?

– Tak, bo ten model jest uczciwie poukładany. Klient jest przypisany w CRM do konkretnego doradcy, więc jeśli chcę, żeby obsłużył go ktoś inny, dzieje się to za moją wiedzą i zgodą. Do tego system rozlicza prowizje i storna, więc nie ma miejsca na niedomówienia. To jest szczególnie ważne dla nowych osób, które są jeszcze w trakcie licencjonowania, bo mogą normalnie pracować i zarabiać, zamiast wypaść z rynku na kilka tygodni.

Mówiłeś o kompetencjach. W czym dziś czujesz się najmocniejszy?

– Zaczynałem od ubezpieczeń majątkowych i to nadal jest mój fundament. Ale w Phinance mocno rozwinąłem też obszar ubezpieczeń na życie i produktów oszczędnościowych. Dzięki temu klient, który wcześniej przychodził do mnie po polisę na dom czy samochód, dziś może być zabezpieczony także na wypadek choroby albo na przyszłość. Dużo dały mi tu szkolenia, bo wreszcie poczułem, że to nie jest wiedza „za karę”, tylko realne wsparcie w rozwoju.

Po prawie 2 latach w Phinance zarabiasz więcej?

– Zdecydowanie tak. Gdybym miał to uśrednić, dziś zarabiam dwa razy więcej niż wcześniej. Do tego mamy z narzeczoną większy oddech i większy spokój. W tym roku spełniliśmy nawet jedno z naszych marzeń i kupiliśmy cabrio, ale najważniejsze jest nie samo auto, tylko to, że dziś możemy planować, a nie tylko gasić pożary.

A jak wygląda presja sprzedażowa?

– Właśnie to było dla mnie jednym z największych zaskoczeń: nie ma targetów i nikt nie stoi nad człowiekiem z batem. Po latach życia pod planami sprzedażowymi to było wręcz nieprawdopodobne. Tutaj pracujemy dla siebie i dla klientów, a nie pod tabelkę.

Co powiedziałbyś dziś komuś, kto utknął jako doradca, ale boi się zmiany?

– Że jeśli czujesz kamyczek w bucie, to on sam nie wypadnie. Trzeba go samemu wyjąć. Jeśli plan przejścia jest uczciwy, prosty i dobrze poukładany, to naprawdę można zmienić życie zawodowe bez katastrofy finansowej. A potem okazuje się, że po drugiej stronie jest dużo więcej wolności, niż człowiek się spodziewał.

Jeśli Ty też, drogi czytelniku, czujesz ten kamyczek, skontaktuj się z nami i powiemy Ci, jak inaczej może wyglądać praca doradcy.

Dziękuję za rozmowę.

Aleksandra E. Wysocka