Jak sztuczna inteligencja zmienia PZU

0
190

Rozmowa z Michałem Kopytem, CIO w PZU Życie

Aleksandra E. Wysocka: – Kompleksowa transformacja AI brzmi trochę jak hasło z prezentacji dla zarządu. Co tak naprawdę jest pod spodem: moda, presja rynku czy faktyczna rewolucja?

Michał Kopyt: – Konieczność. Dzisiaj dyskusja o tym, czy sztuczna inteligencja zmieni biznes, przypomina rozmowy z końca lat 90. o tym, czy internet ma przyszłość. Można było wtedy uznać, że to chwilowa moda, ale kilka lat później rynek był już podzielony na tych, którzy weszli w internet wcześnie, i tych, którzy desperacko próbowali nadrabiać straty.

Z AI będzie podobnie. My nie zastanawiamy się już, czy wdrażać sztuczną inteligencję, tylko jak zrobić to szybciej i mądrzej od konkurencji. Jeszcze rok temu eksperymentowaliśmy i budowaliśmy kompetencje. Dzisiaj AI przestaje być ciekawostką dla działu technologii, staje się częścią codziennego działania firmy.

To nie jest projekt informatyczny, tylko przebudowa metody działania organizacji. Dotyczy ludzi, procesów i sposobu podejmowania decyzji.

Budżet liczony w grubych milionach, ponad 400 pomysłów na wdrożenia, dwie globalne platformy technologiczne. Brzmi bardziej jak wyścig zbrojeń niż spokojna transformacja.

– Trochę tak jest. AI uruchomiło w organizacjach coś w rodzaju gorączki złota. Nagle każdy widzi potencjał: sprzedaż, likwidacja szkód, obsługa klienta, dział prawny czy informatyka. Problem polega na tym, że łatwo zachłysnąć się możliwościami technologii i zacząć robić wszystko naraz.

Dlatego dziś największym wyzwaniem nie jest samo wdrażanie AI, tylko wybór projektów, które naprawdę przyniosą wartość biznesową. Z ponad 400 pomysłów wybraliśmy kilkanaście najważniejszych i tam kierujemy największe inwestycje.

Cały projekt opiera się na trzech filarach. Pierwszy to ludzie. Budujemy kompetencje AI praktycznie w całym PZU, nie tylko wśród informatyków. Mamy trzy poziomy zaawansowania: podstawowy dla wszystkich pracowników i agentów, bardziej zaawansowany dla menedżerów oraz ekspertów i poziom ekspercki dla programistów oraz ambasadorów AI.

Drugi filar to technologia. Zbudowaliśmy własną platformę AI opartą na rozwiązaniach Microsoftu i Google’a. Jeszcze rok temu praktycznie jej nie mieliśmy. Dzisiaj kończymy pierwszą wersję, działającą już w codziennej pracy.

Trzeci filar to konkretne procesy biznesowe: sprzedaż, ocena ryzyka, likwidacja szkód, obsługa klienta czy rozwój technologii.

Wszystko to w dbałości o bezpieczeństwo, zgodność z regulacjami, takimi jak np. AI Act oraz ciągłe sprawdzanie, jak wykorzystywane są dane i czy wdrażane narzędzia AI pozostają bezpieczne.

AI miało być dopalaczem efektywności, a wychodzi z tego przebudowa całej organizacji. Co generuje największe wyzwania: ludzie, procesy czy technologia?

– To zmieniało się praktycznie co kilka miesięcy. Rok temu powiedziałbym: technologia i dane. Kilka miesięcy temu: ludzie i mentalność. Dzisiaj największym wyzwaniem staje się umiejętność mądrego inwestowania pieniędzy.

Technologię w dużej mierze już mamy. Dane nadal porządkujemy, ale jesteśmy dużo dalej niż przed rokiem. Z kolei ludzie bardzo szybko zmienili nastawienie, gdy zobaczyli realną wartość.

Mamy już ponad 100 ambasadorów AI i ponad 1000 osób pracujących z nimi na co dzień. Ta zmiana zaczęła działać jak kula śnieżna. Ludzie widzą, że sztuczna inteligencja nie zabiera im pracy, tylko usuwa najbardziej powtarzalne i czasochłonne zadania.

I tu pojawia się najważniejsze pytanie: gdzie inwestować dalej? Bo AI, wbrew pozorom, jest kosztowne. Kończy się etap zachwycania efektownymi demonstracjami, a zaczyna twarda rozmowa o tym, które projekty naprawdę zarobią pieniądze albo zbudują przewagę konkurencyjną.

Kiedy naprawdę zrozumiałeś, że AI nie jest kolejnym modnym narzędziem, tylko zmianą o dużo większej skali?

– W momencie, w którym modele językowe zaczęły robić zaawansowane analizy strategiczne. Przygotowując projekt wymiany dużego systemu, mogłem rozmawiać z AI praktycznie jak z konsultantem strategicznym – analizować scenariusze, ryzyka czy kolejne kroki wdrożenia.

Jeszcze dwa lata wcześniej takie analizy wymagałyby tygodni pracy doradców. Nagle dostałem to praktycznie od ręki. Wtedy naprawdę otworzyły mi się oczy.

Ale równie mocno zmienia się codzienna praca. Niedawno musiałem przygotować arkusz na spotkanie z dyrektorami. Normalnie zajęłoby mi to ponad godzinę. Tymczasem po 10 minutach pracy z AI miałem gotowy plik z pełną strukturą i opisem ćwiczenia.

Do końca roku chcesz, żeby większość oprogramowania powstawała przy użyciu AI. To początek końca starego świata programowania?

– Zdecydowanie początek nowego świata. Informatycy będą pracować zupełnie inaczej niż przez ostatnie 20 lat. Im mniej ręcznego kodowania, tym lepiej.

Ale to nie oznacza uproszczenia pracy. Wręcz przeciwnie. Rozwiązania, które wcześniej powstawały miesiącami albo latami, teraz buduje się znacznie szybciej. Myślę, że za chwilę większość ludzi technologii będzie bardziej projektować procesy i architekturę rozwiązań niż pisać kod linijka po linijce.

Po czym poznasz w grudniu, że ta transformacja naprawdę się udała?

– Po dwóch rzeczach. Po pierwsze, sztuczna inteligencja musi stać się naturalnym elementem pracy ludzi. Tak jak kiedyś poczta elektroniczna czy komunikatory przestały być nowinką i stały się codziennością.

Po drugie, technologia musi realnie przyspieszyć działanie organizacji. Bo prawda jest taka, że ja sam już dziś podejmowałbym gorsze decyzje bez wsparcia AI. I myślę, że za chwilę większość z nas będzie miała dokładnie tak samo.

Dziękuję za rozmowę.

Aleksandra E. Wysocka