Coraz więcej badań pokazuje, że dzieci spędzają zbyt dużo czasu w pozycji siedzącej, a ich codzienna aktywność fizyczna jest znacznie poniżej zalecanych norm. Ten trend nie jest jedynie problemem „tu i teraz”. Brak ruchu w młodym wieku to prosta droga do poważnych chorób w dorosłym życiu.
Lista chorób i schorzeń będących wynikiem zaniedbań mających miejsce w młodym wieku jest całkiem długa. Otyłość, cukrzyca, choroby układu krążenia to tylko część dolegliwości, z którymi przyjdzie się zmierzyć dużej grupie młodych ludzi, jeżeli teraz nie zadbają o swoją kondycję fizyczną.
Raport o stanie aktywności fizycznej dzieci i młodzieży w Polsce w ramach projektu Global Matrix 4.0 pokazuje, że jedynie 16,8% dzieci i młodzieży w Polsce spełnia zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia – czyli przynajmniej 1 godziny codziennej aktywności fizycznej.
– Mierzymy się z bardzo poważnym problemem: dzieci ruszają się zdecydowanie za mało. Coraz więcej czasu spędzają głównie przed ekranami monitorów czy smartfonów. Instytut Matki i Dziecka alarmuje, że 90% dzieci ma wady postawy. To pokazuje, jak pilnie potrzebujemy mądrze zaplanowanej aktywności ruchowej – mówi Rafał Dytkowski, koordynator projektu Zajęcia MultiSportowe w Fundacji MultiSport. Chociaż o tym, żeby przekonać się, iż w ostatnich latach dzieci i młodzież generalnie więcej czasu spędzają przed komputerem lub ze smartfonem w ręku, niż korzystając z zajęć sportowych czy innej formy aktywności, nie trzeba wcale sięgać do badań.
Wszystko to widać na co dzień – w domu lub na ulicach. Niestety, nic nie wskazuje na to, aby ta tendencja miała się odwrócić, za co w pewnej mierze odpowiedzialni pozostają sami rodzice, którzy nie są w stanie zachęcić swoich pociech do większej aktywności ruchowej.
I to właśnie w przyszłości, i to wcale nie tak odległej, jak mogłoby się wydawać, wpłynie na zdrowie dorosłych już Polaków. A czym się będzie przejawiać? Przede wszystkim chorobami i schorzeniami wymagającymi leczenia, i to być może już nie doraźnie, ale w sposób długotrwały czy wręcz ciągły. To z kolei oznacza nic innego jak konieczność większych wydatków związanych z systemem ochrony zdrowia. A one będą w poważny sposób obciążać zarówno budżet państwa, jak i cały sektor medyczny zobowiązany do leczenia obywateli. Wydatki te będą rosły, kiedy w dorosłość wejdą kolejne pokolenia.
Dorastające teraz pokolenie samo będzie z kolei musiało ponosić wyższe koszty ubezpieczeń, jeżeli będzie chciało kupić indywidualną polisę lub pakiet prywatnych usług medycznych. Mówiąc wprost – towarzystwa ubezpieczeniowe, kalkulując ryzyko, mogą ograniczyć dostępność do takich świadczeń lub w znaczący sposób podnieść składkę. I w tej sytuacji wielu osób po prostu nie będzie stać na ich kupno i pozostaną niejako „skazane” na korzystanie wyłącznie z państwowej służby zdrowia.
Może więc warto zadbać o młode pokolenia i przynajmniej spróbować przekonać ich, że zdrowie to nie tylko stan ciała oraz umysłu, ale również swoista „inwestycja” na przyszłość. Zwłaszcza w dorosłym wieku, kiedy dochody i zgromadzone oszczędności będzie można przeznaczyć np. na realizację własnych marzeń, a nie na wydatki na lekarzy i leczenie.
Grzegorz Piotrowski
gpiotrowski@o2.pl







