Malejąca suma ubezpieczenia to ważne narzędzie

0
1084

W zalewie często słabych umów ubezpieczenia na życie napotkanie polisy z malejącą sumą ubezpieczenia na zgon jest napawającym optymizmem potwierdzeniem, że są jednak agenci sprzedający to zabezpieczenie po głębszym przeanalizowaniu planu finansowego klienta. Dlaczego tak sądzę?

Konstrukcja terminowego ubezpieczenia z zaplanowanym z góry malejąco w czasie zabezpieczeniem zgonu klienta ma w Polsce ok. 20 lat. Pierwsze tego typu umowy należały raczej do kategorii egzotycznych i mało który agent dysponował nawet licencją do ich sprzedaży.

Była to odpowiedź na ekspansję kredytów hipotecznych. Zauważono, że zabezpieczenie 30-letniego malejącego zobowiązania ubezpieczeniem ze stałą sumą jest „przepalaniem” pieniędzy. Ubezpieczający musiał tu i teraz, będąc dodatkowo pod presją raty nowo zaciągniętego kredytu, pokrywać składkę za możliwość ubezpieczenia siebie w przyszłości na duże kwoty, podczas gdy wiedział, że z punktu widzenia planowanego salda nie będzie mu to już potrzebne.

Oczywiście sumę stałą można po jakimś czasie obniżyć, ale wciąż będzie to jak jeżdżenie samochodem spalinowym na zbyt niskim biegu z utrzymywaniem niepotrzebnie wysokich obrotów silnika. Niektórzy agenci, chcąc zbić składkę do akceptowalnego przez klienta poziomu, robili coś jeszcze gorszego – skracali czas trwania umowy znacznie poniżej długości kredytu. Doprowadzało to do sytuacji, w których, gdy wciąż istniał dług, narażało się ubezpieczonego na utratę ochrony, bez gwarancji, że będzie on zdrowotnie zdolny do ubezpieczenia się na kolejnej polisie.

Malejąca suma jako rozwiązanie

Jeśli więc umowa ubezpieczenia z góry zakładała, że ochrona zgonu będzie maleć, można było nie iść na niebezpieczne kompromisy. Przy zachowaniu odpowiednio długiego okresu umowy z taryfikacji składki wypadało ryzyko ubezpieczania starego klienta na wysokie sumy i całkowita kwota do zapłaty za polisę malała dwu-, trzykrotnie. Jednocześnie zmniejszała się szansa napotkania sytuacji, w której klient czynił oszczędności poprzez zaniżanie sumy ubezpieczenia.

Równolegle taki typ przebiegu sumy sprawdza się przy innych zmiennych zobowiązaniach, jak choćby zabezpieczenie dzieci, które dorastają, a horyzont ich ochrony nieubłaganie się skraca. Wielu agentów jest jednak wciąż przekonanych, że malejący zgon to gorsze rozwiązanie.

Czy stała suma jest jednak lepsza?

Argumentacja za pozostaniem przy stałej sumie jest jak najbardziej prawdziwa: nie wiemy, czy w życiu klienta nie pojawi się nowy dług oraz czy jego stan zdrowia będzie pozwalał na zawarcie kolejnej umowy ochronnej. Istnieją też zobowiązania, które w czasie nie maleją, jak zachowki czy zabezpieczenie wartości firmy. Należy jednak pamiętać, że plan finansowy klienta to nie tylko polisy ochronne.

Zabezpieczenie wyraża się, zwłaszcza wraz z rosnącym wiekiem, również w posiadanym kapitale. Racjonalny klient buduje sobie wszelkiego rodzaju poduszki finansowe, które w złożeniu z malejącą sumą na polisie realnie dają stałą ochronę. W praktyce więc ubezpieczenia na życie i dożycie oraz takie z funduszami kapitałowymi nie są niczym innym jak właśnie malejącą sumą ubezpieczenia sklejoną z rosnącą kwotą oszczędności.

Skąd więc optymizm?

O ile więc stała suma nie jest niczym złym, to klient z malejącą sumą ubezpieczenia jest osobą, której doradca z pewnością pomyślał długoterminowo i warstwowo: nie zabezpieczył tylko tu i teraz, ale założył zmieniającą się sytuację w czasie i uwzględnił liczne aspekty, które są istotne w zabezpieczeniu finansów osobistych.

Michał Mazurek
Phinance SA