Na kosztorys czy metodą różnicy? Wojny ciąg dalszy

0
775

Nie ustaje spór o metodę ustalania wysokości odszkodowania w pojazdach za szkodę z OC ppm. Nadal jesteśmy widzami spektaklu, który można śmiało zatytułować: „Na kosztorys czy metodą różnicy?”. Sąd Najwyższy nie może się zdecydować, którą metodę naprawienia szkody obrać w sytuacji, gdy poszkodowany naprawił auto.

Cierpią na tym i poszkodowani, i sądy powszechne, które orzekają tak rozbieżnie, jak to tylko możliwe.

Tym razem zaczęło się w Poznaniu

Poszkodowani, kancelarie odszkodowawcze i zakłady ubezpieczeń wyczekiwały podjęcia uchwały, która miałaby stanowić odpowiedź na zapytanie Sądu Okręgowego w Poznaniu (II Ca 1887/23). To ciekawe, że w poznańskim sądzie wciąż musi dochodzić do sporów światopoglądowych na tle zagadnienia. Zdawało się, że sąd ten wykształcił już przekonującą linię opowiadającą się za dynamicznym charakterem szkody, i należy przyznać, że wyroki w sprawach II Ca 129/23, II Ca 1410/23, II Ca 2163/22, II Ca 1157/23 (publ. w systemach informacji prawnej) są nie tylko nieodparte, co wręcz uzasadnione na takim poziomie, jakby czytało się prawdziwy naukowy wywód.

Poznański sąd najpierw wyłuskał kilka funkcjonujących poglądów przedstawionych w doktrynie przedmiotu, a następnie zmierzył się z nimi, prezentując przekonujący wniosek (opierając się na stanowiskach prof. M. Kalińskiego i dra M. Sepołowskiego), że brak jest podstaw prawnych dla żądania zapłaty odszkodowania wyliczonego metodą kosztorysową w sytuacji naprawienia szkody, czyli funkcjonowania czegoś takiego jak „restytucja pieniężna”. Skwitował, że nie ma uzasadnienia, aby dla szkód naprawianych z OC kierować inne zasady ustalania wysokości szkody i odszkodowania niż te, jakie obowiązują przy ustalaniu szkody i odszkodowania w pozostałych przypadkach. A tam obowiązuje albo restytucja naturalna, albo zapłata sumy pieniężnej.

Co tym razem powiedział SN?

Sąd Najwyższy w odpowiedzi na zapytanie poznańskiego sądu w uchwale z 11 września 2024 r. sygn. akt III CZP 32/24 wypowiedział się następująco: ustalenie wysokości odszkodowania z ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych jako równowartości hipotetycznych kosztów naprawy jest dopuszczalne także wtedy, gdy poszkodowany naprawił pojazd.

Ustne uzasadnienie motywów nie przekonuje, jeżeli podstawowym argumentem ku stosowaniu metody kosztorysowej ma być potrzeba ochrony poszkodowanych, którzy w odróżnieniu od tych, którzy mogą poczekać z naprawą, muszą spieszyć się z remontem i korzystają z zaprzyjaźnionego warsztatu lub naprawiają pojazd metodą gospodarczą. Kosztorys – zdaniem SN w tym składzie – ma wyrównać sytuację tych, który naprawiają już, i tych, którzy nie spieszą się z naprawą auta.

Skład sądu niby podobny, ale jednak…

Dziwi to, że niemal ten sam skład SN (SSN R. Trzaskowski i SSN M. Koba) w niedawnej uchwale z 11 września 2020 r. dotyczącej leasingu i kwestii podatku VAT (III CZP 90/19) uznał, że „szkoda ma charakter dynamiczny”. Jeżeli zatem jest tak, jak uznał wówczas SN, to skąd ten zwrot akcji? Przecież okoliczność, że poszkodowany naprawił już pojazd, ma relewantne znaczenie dla ustalenia wysokości szkody. Jeżeli poszkodowany poniósł już koszty naprawy pojazdu lub zobowiązał się do ich poniesienia, wysokość odszkodowania z ubezpieczenia OC ppm powinna odpowiadać tym kosztom.

Trudno zrozumieć, dlaczego większość składu sprawy „vatowskiej” odwraca wyrażaną zasadę o sto osiemdziesiąt stopni. A przecież wspomniana uchwała dotycząca leasingu wyraziła to samo co – zdawałoby się – ugruntowany pogląd SN dotyczący dynamicznego charakteru szkody.

Czy najnowsza uchwała „trójkowa” coś zmieni?

W mojej ocenie orzeczenie to wcale nie przełamie tego, że w ostatnich latach nurt opowiadający się za urealnieniem odszkodowania ugruntował się na tyle, że SN podjął uchwałę w powiększonym składzie 7 sędziów – sygn. akt III CZP 65/23: Jeżeli naprawa pojazdu przez poszkodowanego stała się niemożliwa, w szczególności w razie zbycia lub naprawienia pojazdu, nie jest uzasadnione ustalenie wysokości odszkodowania z ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych jako równowartości hipotetycznych kosztów naprawy.

Oprócz tego, że uchwała będzie pożywką dla „hurtowników” i kancelarii odszkodowawczych, to w istocie po prostu podważa zaufanie do Sądu Najwyższego, bo… ile można?

Gdzie upatrywać początku metody kosztorysowej?

W uchwale „siódemkowej” SN wskazał, że początek stosowania kosztorysowego sposobu naprawienia szkody – przynajmniej w kształcie, który zyskał miano ugruntowanej linii orzeczniczej – wyznaczają wyroki Sądu Najwyższego z 1 września 1970 r., II CR 371/70 oraz z 27 czerwca 1988 r., I CR 151/88. Były to czasy, w których zmorą była zasada „czy się stoi, czy się leży, pieniądz się należy”. Czy zasada ta przystaje do dzisiejszych realiów? Czy poszkodowani – zmuszeni okolicznościami, którzy musieli pospieszyć się z naprawą auta – otrzymują świadczenie ubezpieczeniowe, czy w większości jednak kancelarie odszkodowawcze?

Czy najnowsza uchwała pozwoli wyrównać im szkodę? Skądże. To kreatywni przedsiębiorcy zarobią na szkodzie i zyskają kolejny argument w swoim arsenale, dzięki któremu będą walczyć o swoje – nie poszkodowanych – interesy. Ile to razy świadkowie – cedenci zeznawali, że za cesję nie otrzymali żadnego wynagrodzenia?

Smutne podsumowanie

Reasumując, komentowana uchwała stanowi jedynie wyraz „wojny na górze” i nie przysparza wcale jakiegokolwiek narzędzia dla rozwiązania realnych problemów. Do tej pory SN nie odważył się podąć uchwały, nadając jej moc zasady prawnej.

Skoro od lat 70. trwa spór, z powodu którego cierpią wszyscy, jeśli SN nie potrafi wypracować spójnej koncepcji, aż się prosi o „ostre cięcie”. Może rozwiązanie powinno być legislacyjne i polegać na dodaniu kolejnego, szóstego paragrafu do art. 822 Kodeksu cywilnego, w którym przesądzono by, w którą pójść stronę, jeśli wykładnia, jakiej by nie użyto, zawodzi od kilkudziesięciu lat?

Mariusz Astasiewicz
radca prawny