15 milionów polis. Czas na nowy etap ochrony pracowników

0
1291

Około 15 mln osób w Polsce posiada grupową polisę na życie. Dla wielu jest to pierwsza, a czasem jedyna forma dobrowolnej ochrony ubezpieczeniowej, z jaką mają kontakt. Trudno znaleźć drugi produkt ochronny o podobnej skali i znaczeniu społecznym.

To właśnie dlatego podczas XXVIII Kongresu Brokerów w Mikołajkach pojawiło się pytanie nie o to, czy grupówki są potrzebne, ale jak powinny się zmieniać, aby nadal odpowiadały na realia rynku pracy, oczekiwania pracowników i potrzeby pracodawców.

O tym dyskutowali Anna Bieńkowska, członkini zarządu Funk, Marcin Kowalski, członek zarządu Mercer, Katarzyna Rynkiewicz, członkini zarządu Aon, oraz Piotr Tański, członek zarządu Vienna Life, podczas panelu prowadzonego przez Aleksandrę E. Wysocką, redaktorkę naczelną „Gazety Ubezpieczeniowej”.

Gdy produkt staje się standardem

Przez lata głównym celem rynku było zwiększanie liczby osób objętych ochroną. Ten etap w dużej mierze się zakończył. Grupowe ubezpieczenia na życie stały się standardem w wielu organizacjach.

Jak wskazywała Katarzyna Rynkiewicz, w portfelu Aon aż 82–84% pracodawców współfinansuje składkę pracowników. Co ciekawe, około połowę stanowią firmy lokalne, a nie międzynarodowe korporacje.

To pokazuje, że grupówki na stałe wpisały się w politykę benefitową dużych organizacji. W segmencie mniejszych przedsiębiorstw sytuacja wygląda już mniej optymistycznie. Tam programy grupowe nadal konkurują z innymi wydatkami i benefitami.

Pracownicy myślą inaczej niż zakładają pracodawcy

Jednym z ciekawszych wniosków debaty była rozbieżność pomiędzy wyobrażeniami pracodawców a decyzjami pracowników. W wielu organizacjach nadal panuje przekonanie, że zatrudnieni wybiorą przede wszystkim najtańszy wariant. Tymczasem praktyka pokazuje coś innego.

– Wielokrotnie słyszymy, że pracownicy nie będą zainteresowani szerszym zakresem ochrony. Po wdrożeniu programu okazuje się, że część osób świadomie dopłaca do dodatkowych świadczeń – podkreślała Katarzyna Rynkiewicz.

Jednocześnie z badań Aon przywołanych podczas panelu wynika, że 65% pracowników byłoby gotowych zrezygnować z benefitów, które uznaliby za niedopasowane do swoich potrzeb. To mocny sygnał, że przewagę konkurencyjną buduje dziś nie liczba ryzyk, lecz ich faktyczna przydatność.

Czy 100 tys. zł nadal chroni rodzinę?

W portfelu Aon średnia suma ubezpieczenia grupowego wynosi ok. 100 tys. zł. Jeszcze kilka lat temu taka kwota była postrzegana jako solidne zabezpieczenie. Dziś przeciętne wynagrodzenie przekracza 9 tys. zł miesięcznie, a równowartość dwóch lat pracy to ok. 200 tys. zł. Coraz częściej pojawia się więc uzasadniona wątpliwość, czy standardowe sumy ubezpieczenia nadążają za realiami ekonomicznymi.

Paneliści wskazywali, że jednym z kierunków rozwoju może być powiązanie wysokości ochrony z wynagrodzeniem pracownika, a nie stosowanie identycznych wartości dla wszystkich uczestników programu.

W praktyce oznaczałoby to odejście od myślenia o polisie jako katalogu świadczeń i powrót do podstawowego pytania: czy ochrona realnie pomaga rodzinie utrzymać stabilność finansową w przypadku zgonu ubezpieczonego lub jego trwałej niezdolności do pracy? I czy w razie choroby ubezpieczonego otrzyma on wystarczającą pomoc finansową?

Młodzi nie odrzucają ochrony. Odrzucają schemat

Zdaniem Anny Bieńkowskiej część branży błędnie interpretuje zachowania najmłodszych pracowników. – Coraz częściej spotykamy osoby, które nie przystępują do grupówki. Nie wynika to wyłącznie z kosztu. Znaczenie ma również ograniczone zaufanie do instytucji finansowych oraz poczucie, że oferta nie odpowiada ich sytuacji życiowej.

Młody pracownik oczekuje innych rozwiązań niż rodzic spłacający kredyt czy osoba zbliżająca się do emerytury. Tymczasem wiele programów nadal opiera się na podobnych założeniach.

– Od lat mówimy o personalizacji. W praktyce wiele rozwiązań nadal wygląda bardzo podobnie – zauważyła Anna Bieńkowska.

Jej zdaniem większą rolę mogą odegrać proste pakiety modułowe oraz rozwiązania assistance dające natychmiastową wartość.

Dostępność to sukces. Teraz wyzwaniem jest świadomość

Najbardziej prowokującą tezę postawił Piotr Tański.

– Grupówki odniosły sukces dlatego, że są proste i dostępne. Dzięki nim ochronę uzyskały miliony osób, które prawdopodobnie nigdy nie kupiłyby indywidualnej polisy. Jednocześnie ta sama dostępność sprawiła, że dla wielu pracowników grupówka stała się produktem nabywanym automatyczni stwierdzł.

Według badań Vienna Life ponad połowa obecnych posiadaczy grupowych polis na życie weszła do systemu poza klasyczną ścieżką zakupową, najczęściej za pośrednictwem programu grupowego.

– Rozwiązaliśmy problem dostępu do ochrony. Teraz musimy rozwiązać problem świadomości. Sam fakt posiadania polisy nie oznacza jeszcze, że klient rozumie jej wartość dodał Piotr Tański.

Zwrócił również uwagę na tzw. świadczenia socjalne, które z jednej strony zwiększają atrakcyjność produktu, ale z drugiej mogą odciągać uwagę od jego podstawowej funkcji ochronnej. – Przez lata dokładaliśmy kolejne zdarzenia socjalne. Każda część składki przeznaczona na takie elementy jak zgon rodzica czy narodziny dziecka oznacza mniej środków na ryzyka, które rzeczywiście mogą zachwiać bezpieczeństwem finansowym rodziny. Z perspektywy Vienna Life przyszłość grupowych ubezpieczeń na życie nie polega na prostym dokładaniu kolejnych ryzyk, ale na budowaniu ochrony, która jest zrozumiała, elastyczna i rzeczywiście odpowiada na różne sytuacje życiowe pracowników.

Nie oznacza to, że ryzyka dodatkowe nie mają wartości. Pytanie brzmi raczej, czy ich rola nie zaczęła przesłaniać podstawowej funkcji ubezpieczenia na życie: ochrony finansowej w sytuacjach, które naprawdę mogą zachwiać stabilnością rodziny.

Rozsądna ewolucja zamiast rewolucji

Marcin Kowalski przypominał, że polski rynek pozostaje jednym z bardziej konkurencyjnych w Europie.

– Czasem odnoszę wrażenie, że opowiadamy historię o rynku, który przestał działać. Tymczasem z perspektywy wielu krajów europejskich mamy szeroki wybór ubezpieczycieli i dużą elastyczność produktową. To nie jest punkt wyjścia do rewolucji, ale do rozsądnej ewolucji mówił.

Kluczowe wnioski

Debata pokazała, że grupowe ubezpieczenia na życie wchodzą w nowy etap rozwoju. Ich największą siłą pozostaje skala i dostępność, ale coraz większego znaczenia nabiera jakość dopasowania, prostota komunikacji i realna wartość ochrony dla pracownika.

Paneliści zgodzili się, że przyszłość segmentu będzie zależała od lepszej współpracy brokerów, ubezpieczycieli i pracodawców, prostszych produktów oraz większej elastyczności programów. Coraz częściej mówi się także o powiązaniu sum ubezpieczenia z wynagrodzeniem oraz łączeniu ochrony życia ze zdrowiem, profilaktyką i wellbeingiem. Podobne wnioski płynęły z ankiety przeprowadzonej wśród widzów panelu. Na pytanie o najważniejszy czynnik decydujący o wartości programu grupowego najczęściej wskazywano konstrukcję produktu (37%). Kolejne miejsca zajęły rola brokera (22%), obsługa posprzedażowa (19%) oraz polityka benefitowa pracodawcy (12%). Cenę wskazało zaledwie 7% uczestników.

To sygnał, że branża coraz częściej patrzy na grupówki szerzej niż przez pryzmat składki. Najważniejsze pytanie nie brzmi więc tylko: jak objąć ochroną kolejne osoby? Równie istotne jest dziś pytanie: jak sprawić, by 15 milionów osób posiadających grupową polisę rzeczywiście rozumiało jej wartość i miało ochronę odpowiadającą ich potrzebom.