Blog - Strona 1257 z 1485 - Gazeta Ubezpieczeniowa – Portal
Strona główna Blog Strona 1257

Co się dzieje w grupówkach

0
Marta Zdzińska

Od kilku miesięcy zastanawiamy się, jak epidemia wpłynie na naszą firmę i na branżę ogółem. Już na wiosnę dzieliliśmy się przewidywaniami w tym temacie, a teraz możemy się już podzielić nie tym, co się nam wydaje, że będzie się działo, ale zmianami i trendami, które na co dzień zauważamy we współpracy z klientami.

UBEZPIECZENIA NA ŻYCIE

Nowi gracze na rynku i nowe odsłony starych graczy

W ostatnim czasie na rynku życiówek zaczął się spory ruch. Mimo że ten rynek wydaje się dość mocno nasycony (zdecydowanie więcej firm), to jednak tutaj wiele się dzieje pod kątem ofert.

Ostatnie zapytania wysyłaliśmy do zdecydowanie większej liczby firm ubezpieczeniowych – część z nich to zupełnie nowi gracze, np. oferta grupówki Signal Iduna z Aegonem, jeszcze inni wrócili z dalekiej podróży i robią nowe otwarcie w życiówkach.

Analizujemy te oferty i sprawdzamy, czy pojawiły się jakieś nowe rozwiązania i innowacyjne podejście. Wielu ubezpieczycieli zapowiada obecnie zmiany w swoich produktach, nowe o.w.u. itp., będziemy z pewnością się z tymi zmianami zapoznawać, być może ktoś nas pozytywnie zaskoczy.

Mali klienci rządzą

Zdecydowanie w okresie po lockdownie wysłaliśmy najwięcej zapytań dla małych i średnich grup na ubezpieczenie na życie. Od zapytań dla nawet sześciu osób przez kilkanaście do kilkudziesięciu. Firmy poniżej 100 osób masowo zainteresowały się życiówkami.

Również nasi dotychczasowi klienci, którzy korzystali tylko z ubezpieczeń zdrowotnych, zaczęli zauważać zainteresowanie swoich pracowników życiówką. To jest bardzo ciekawy temat, ponieważ widoczne dla mnie jest mniejsze zainteresowanie takimi grupami wśród ubezpieczycieli – szczególnie tymi do 30 osób.

Dla nas jako dla brokera, który specjalizuje się w grupówkach, też teoretycznie wymarzonymi klientami będą zawsze więksi, w praktyce jednak cieszy nas bardzo dywersyfikacja portfela i coraz większa liczba małych i średnich firm w gronie klientów.

Wzrost świadomości ubezpieczeniowej

Zmiana, która mnie cieszy najbardziej, to wzrost zainteresowania wśród klientów tym, co posiadają w swojej życiówce, oraz podejście do zakresu ubezpieczenia. Wielokrotnie już podkreślałam, że jestem fanką ubezpieczenia na życie, które skupia się na zdrowiu i życiu ubezpieczonego, a nie na śmierci teściowej.

Bardzo często namawiam klientów, żeby to właśnie świadczenie za zgon, uszczerbek czy ciężką chorobę był tym, co decyduje o ocenie oferty. Obecnie zdecydowanie ten kierunek bardziej przekonuje klientów. Mam wrażenie, że jednak za sprawą pandemii troszkę się przestraszyliśmy i wiele osób zaczęło się zastanawiać nad tym, jakie zabezpieczenie finansowe dla swojej rodziny posiadają na wszelki wypadek.

UBEZPIECZENIA ZDROWOTNE

Telemedycyna – hit czy kit

Największą zmianą, która zaszła na rynku zdrowotnym w czasie lockdownu i po nim, jest rozwój telemedycyny. Gdy jeszcze rok temu rozmawialiśmy o tym elemencie ofert u ubezpieczycieli, wszyscy zakładali, że raczej jest to rozwiązanie, które popularność będzie zdobywało na przestrzeni kilku najbliższych lat. Koronawirus sprawił, że telemedycyna w Polsce przeżyła ogromny boom, tylko czy to raczej hit sezonu, czy kit?

Mam wrażenie, że ten temat ma zagorzałych zwolenników i przeciwników, niestety obawiam się, że zwolennicy to głównie ubezpieczyciele lub dostawcy usługi medycznej, a przeciwnicy to klienci. Dlaczego tak uważam?

Z punktu widzenia ubezpieczyciela to jest oczywiście świetna sprawa, podejrzewam, że usługa lekarza na telemedycynie jest tańsza niż stacjonarna obsługa pacjentów w gabinecie, w dodatku niektórzy dostawcy nie dają możliwości wybrania lekarza, z którym się można zdzwonić – sama miałam sytuację, w której umówiłam telewizytę i zadzwonił do mnie inny lekarz niż ten, którego wybrałam w systemie. Ubezpieczyciel nie ma już problemu z tym, że jeden lekarz danej specjalizacji ma pełen grafik na dwa miesiące, a drugi siedzi i czeka na klientów.

Z punktu widzenia klienta sprawa nie jest już tak oczywista. Na pewno bardzo wygodne jest to, że można się zdzwonić z lekarzem i dostać e-receptę na jakiś lek – np. w przypadku nasilenia alergii czy innego zdarzenia, przy którym sami wiemy, co się dzieje.

Problem pojawia się jednak, kiedy klienci są wrzucani na telewizytę na siłę przy każdej sytuacji, nawet kiedy sami odczuwają, że powinien ich zobaczyć lekarz. Ostatnio rozmawiałam ze znajomą, która powiedziała, że u nich w firmie zmieniają ubezpieczyciela tylko dlatego, że aktualny bardzo ogranicza możliwość odbywania wizyt w placówce i wymusza wręcz telewizyty, a wiele osób nie czuje się pewnie i komfortowo z tak postawioną diagnozą i przyjmowaniem na jej podstawie leków.

To jest właśnie ten element, w którym telemedycyna jest wadą, a nie zaletą w opiece medycznej. Wiemy, że to przyszłość, chociażby z powodu problemów z liczbą lekarzy w Polsce, jednak trzeba pamiętać, że klient musi czuć pewne zaufanie do lekarza i to zupełnie naturalne, że kiedy dzieje się coś złego z jego zdrowiem, ma opory przed uwierzeniem, że ktoś po rozmowie telefonicznej go zdiagnozuje.

Na pewno jakimś rozwiązaniem jest tak popularne słowo jak hybryda, czyli porada telefoniczna jak najbardziej, ale też ten komfort, że gdy czuję, że jednak chcę się zobaczyć z lekarzem, to taką możliwość mam. I na pewno powinno mieć to odzwierciedlenie w wysokości płaconej składki.

Ubezpieczenie zdrowotne w kafeteriach z benefitami

Ciężko powiedzieć, czy to już trend, ale coraz częściej spotykamy sytuację, w której pracodawca „daje” pracownikowi określoną kwotę na benefity, a pracownik decyduje, na co ją wyda. Ma do wyboru np. kartę sportową, jakąś kartę kulturalną i ubezpieczenia.

Problem z takimi rozwiązaniami jest taki, że niby jest to ubezpieczenie fundowane przez pracodawcę, co powinno pozytywnie wpływać na partycypację i składkę, ale jednocześnie jest to ubezpieczenie dobrowolne, ponieważ pracownik decyduje, na co określoną kwotę przekaże.

Odbija się to raczej negatywnie na otrzymywanych ofertach, które albo zakładają nieosiągalną partycypację, albo są po prostu bardzo drogie.

I jest to trudna sytuacja, ponieważ z jednej strony trzeba zrozumieć ubezpieczycieli – ryzyko, że przystąpią osoby, które bardzo intensywnie korzystają z usług medycznych, jest dużo wyższe niż przy typowym fundowanym programie, z drugiej strony pracodawca też chce dawać pracownikom możliwość realnego wyboru, jaki benefit chcą mieć.

Jestem ciekawa, w jakim to będzie szło kierunku, na razie umieszczanie w ten sposób ubezpieczenia zdrowotnego nie wychodzi zbyt korzystnie ani dla ubezpieczyciela, który ma duże ryzyko, ani dla pracodawcy, bo można by było taki sam zakres otrzymać taniej, gdyby była to opieka fundowana wszystkim.

Rozwój technologiczny w grupówkach

Już na koniec chciałabym zwrócić uwagę na coś, w co my w Certo Broker wierzymy od samego początku – potrzebę zmian technologicznych w ubezpieczeniach grupowych.

Pandemia pokazuje, że narzędzia informatyczne są absolutnie niezbędne zarówno w procesie wdrożenia programu, jak i bieżącej obsługi. Ujawnił to czas, kiedy pracownicy nie mieli możliwości udania się do pokoju pani kadrowej i dopytania o pewne rzeczy albo odebrania papierowej deklaracji.

Udostępnienie informacji i dokumentu online pozwalało pracownikom w tym trudnym okresie uzyskać wszystkie informacje, sprawdzić, co posiadają w zakresie ubezpieczenia, i zdecydować się na ewentualną zmianę wariantu albo ubezpieczenie członka rodziny.

Wydaje mi się, że nawet najwięksi zwolennicy konserwatywnych rozwiązań na rynku brokerskim zauważyli, że jednak rozwiązania technologiczne to przyszłość. To jest trend, który mam nadzieję będzie się rozwijał, ponieważ jest korzystny przede wszystkim dla pracodawcy i pracowników.

PODSUMOWUJĄC

Mam wrażenie, że jednak sporo się zmienia na rynku ubezpieczeń grupowych i z bardzo dużym zaciekawieniem będę obserwowała dalsze zmiany. Wiemy o tym, że nie jesteśmy jeszcze po pandemii i ciężko przewidzieć, jak się to wszystko potoczy.

Liczę na to, że pod kątem rozwiązań ubezpieczeniowych sytuacja zmusi zarówno brokerów, jak i ubezpieczycieli do intensywnej pracy nad wdrażaniem i rozwijaniem rozwiązań, które będą wychodziły naprzeciw aktualnym realiom.

Marta Zdzińska
koordynator współpracy z klientem strategicznym
Certo Broker

Klienci chcą prostej i zrozumiałej komunikacji z ubezpieczycielami

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Z badania „Rola jakości komunikacji w budowaniu relacji z klientem” przeprowadzonego przez Norstat Polska na zlecenie Biura Prostego Języka PZU wynika, że 89% ankietowanych oczekuje od firm prostych i zrozumiałych informacji. 20% przyznaje, że podjęło złą decyzję, przeoczyło ważny termin lub popełniło poważny błąd z powodu niezrozumiałej korespondencji, jaką otrzymuje od dostawców usług finansowych, telewizji, internetu, telefonii czy mediów domowych.

– Badania potwierdzają, jak ważne jest posługiwanie się jasnym i przystępnym językiem w biznesie. To warunek skutecznej komunikacji i dobrych relacji z klientami – mówi członek zarządu PZU Życie Dorota Macieja. – Jako PZU jesteśmy w tej dziedzinie rynkowymi pionierami. Utworzyliśmy Biuro Prostego Języka, które dba o to, aby zrozumiały język był u nas standardem. Upraszczamy liczne pisma i informacje dla klientów, nadajemy im przejrzystą graficznie formę, szkolimy w tej dziedzinie naszych pracowników i wydajemy poradniki językowe – dodaje.

Oczekuję, że firmy będą komunikować się ze mną w prosty i zrozumiały sposób

Z sondażu wynika, że 49% respondentów przeszkadza zbyt urzędowy i oficjalny język korespondencji, którą otrzymują od firm. 47% narzeka, że korespondencja jest zbyt długa i oprócz ważnych informacji zawiera mało przydatne (44%). 41% badanych krytykuje zawiły język korespondencji, a 38% – brak przejrzystości, przez co nie mogą znaleźć tego, co dla nich ważne. Dla 32% mankamentem są niezrozumiałe terminy.

Co przeszkadza Ci w korespondencji, którą otrzymujesz od firm?

– Klienci nie muszą być ekspertami od ubezpieczeń. Dlatego naszą rolą jest ułatwiać im zrozumienie często specjalistycznych informacji. Im są jaśniejsze, tym klienci są lepiej poinformowani i bardziej zadowoleni. Spada liczba reklamacji, a klienci nie są zmuszeni kontaktować się z nami, by dopytać o kwestie, których nie zrozumieli – tłumaczy Dorota Macieja.

PZU uzyskał cztery „Certyfikaty prostej polszczyzny” – znak jakości wydawany przez Pracownię Prostej Polszczyzny Uniwersytetu Wrocławskiego, który świadczy o umiejętności jasnego, prostego i czytelnego komunikowania się z klientami. Teraz w badaniu okazało się, że klienci PZU częściej niż inni deklarują, iż w korespondencji, którą otrzymują, łatwo znaleźć potrzebne informacje i są one napisane zrozumiałym językiem.

– Jako pierwszy ubezpieczyciel w Polsce uruchomiliśmy również specjalny informatyczny program do analizy tekstów pod względem językowym. Dzięki niemu pracownicy PZU mogą sprawdzić, czy pisane przez nich teksty nie zawierają niezrozumiałych zwrotów albo czy zdania nie są za długie – mówi Dorota Macieja.

W zeszłym roku PZU jako pierwsza komercyjna instytucja podpisała „Deklarację na rzecz upraszczania języka”, której inicjatorem jest Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju. Sygnatariuszami deklaracji są m.in. ministerstwa, samorządy, ZUS, Służba Cywilna i Polska Agencja Prasowa.

O badaniu:

Badanie CAWI na próbie 2000 klientów różnego rodzaju usług – m.in. finansowych, kurierskich, odbiorców telewizji, Internetu, telefonii, mediów domowych, pasażerów linii lotniczych – przeprowadziła we wrześniu 2020 roku firma Norstat Polska.

(AM, źródło: PZU)

Starter24 wspiera początkujących kierowców

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Wraz z poznańską szkołą nauki jazdy L-Express Starter24 uruchomił pilotażowy projekt wsparcia szkolenia kandydatów na kierowców, prezentując jednocześnie w praktyce ideę Pozytywnego Assistance. Adepci nauki jazdy korzystają z systemu ADAS, który m.in. ostrzega przed kolizją, odstępem od innych pojazdów czy niekontrolowaną zmianą pasa ruchu. Dodatkowo telematyka podłączona do OBD przekazuje informacje o parametrach samochodu do mechaników Starter24, którzy mogą zdalnie reagować na problemy, a nawet przewidzieć awarię i jej zapobiec.

Nowa inicjatywa jest elementem działań, w ramach których Starter24 stawia na szeroko rozumianą prewencję, zarówno w zakresie zapobiegania wypadkom, jak i awariom. Pozytywny Assistance, bo tak została nazwana idea prewencji i aktywnego wsparcia kierowcy, trafiła do szkoły nauki jazdy, gdzie posłuży nauce bezpiecznej jazdy.

– W celu wsparcia edukacji kierowców, a także zaprezentowania szerszej idei Pozytywnego Assistance, zdecydowaliśmy się wdrożyć nasze rozwiązanie w poznańskiej szkole nauki jazdy L-Express. Chcemy w ten sposób pokazać, że przeciwdziałanie wypadkom warto zacząć od podstaw, czyli odpowiedniego szkolenia kierowców z wykorzystaniem dostępnych technologii – wyjaśnia Rafał Staszkiewicz, dyrektor marketing Starter24.

W samochodzie nauki jazdy zastosowano rozwiązanie ADAS firmy Mobileye, które można zamontować nawet w 10-letnim w aucie. System ten wykorzystuje kamerę umieszczoną na przedniej szybie, która pełni funkcję „stróża”, śledząc drogę i przekazując kierowcy dźwiękowe i graficzne ostrzeżenia. Rozwiązanie nie zastępuje kierowcy w hamowaniu czy zmianie pasa ruchu, ale daje ostrzeżenie na min. 2,5 sekundy przed zdarzeniem i odpowiedni czas na reakcję. Ponadto jak pokazują statystyki, wystarczy 10–12 tygodni jazdy z ADAS, aby zmienić nawyki kierowcy, np. zachowanie bezpiecznej prędkości, odległości od innych pojazdów czy poprawę płynności jazdy.

– Wiemy, że przyczyną 90% wypadków jest błąd człowieka, a 80% zdarzeń wynika z nieuwagi kierowcy na 3 sekundy przed wypadkiem. Wykorzystanie systemów ADAS wśród początkujących kierowców to świetny pomysł na kształtowanie poprawnych nawyków na drodze, a w przyszłości może być podstawą do budowania specjalnej oferty ubezpieczeniowej dla tej grupy kierowców – przekonuje Paweł Zawisza, dyrektor Business Development Starter24 odpowiedzialny w firmie za rynek ubezpieczeniowy.

– Zdecydowanie buduje ono (urządzenie – AM) pewność i błyskawicznie koryguje błędy naszych kursantów – podkreśla Łukasz Przybył, właściciel szkoły L-Express. – To bardzo ważne, zwłaszcza na pierwszych jazdach, kiedy kursanci muszą skoncentrować się na kilku elementach prowadzenia samochodu jednocześnie. Nie bez znaczenia jest także wsparcie instruktora, jakie dostarcza ADAS. Zdecydowanie poleciłbym to urządzenie wszystkim początkującym kierowcom – dodaje.

Drugim rozwiązaniem wykorzystywanym przez Starter24 w projekcie jest telematyka bazująca na koncepcji connected car.

– W samochodzie nauki jazy umieściliśmy wtyczkę OBD, która jest elementem zdalnej diagnostyki oraz systemu przewidywania i zapobiegania awariom – wyjaśnia Rafał Staszkiewicz. – Oznacza to, że w czasie rzeczywistym mamy dostęp do podstawowych parametrów samochodu. Jeżeli pojawi się kod błędu lub zapali się kontrolka na desce rozdzielczej, nasi mechanicy mogą natychmiast zdiagnozować problem i skontaktować się z kierowcą. Analiza danych z samochodu umożliwia nam także określanie prawdopodobieństwa wystąpienia awarii i skierowanie auta do serwisu, zanim dojdzie do niej na drodze – dodaje.

– Koncepcja Pozytywnego Assistance, którą proponujemy, jest kompleksowym spojrzeniem na podróż klienta w czasie korzystania przez niego z ubezpieczenia – podsumowuje Paweł Zawisza. – Pozytywny Assistance zaczyna się już w momencie zakupu ubezpieczenia. Możemy zaoferować klientowi korzyści na co dzień oraz uchronić go przed niespodziewanym zdarzeniem, jakim jest wypadek lub awaria. Naszym zdaniem assistance w takim rozumieniu może być istotnym elementem budowania przewagi konkurencyjnej firm ubezpieczeniowych – dodaje.

Film pokazujący działanie rozwiązania Starter24 zastosowanego w poznańskiej szkole nauki jazdy L-Express:

https://www.youtube.com/watch?v=9FtfM4z86Uc&feature=youtu.be&fbclid=IwAR0AvZoOF3t1Z6SuvGo3-hDqjAE-3l6_F8mHIXhP-ZJXTtKfl-M-Gvo74yM

(AM, źródło: Starter24)

Nationale-Nederlanden: Słodko-gorzkie postawy Polaków wobec zdrowia

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Blisko 70% uczestników badania „Cukrzyca – niewidzialna pandemia” przeprowadzonego na zlecenie Nationale-Nederlanden zgadza się z twierdzeniem, że cukrzyca jest poważną chorobą cywilizacyjną, na którą boją się zachorować. Pomimo tych obaw, aż jedna trzecia w ciągu ostatnich 3 lat nie skontrolowała poziomu cukru we krwi.

70% respondentów jest zdania, że wcielanie w życie zdrowych postaw pomoże im uniknąć zachorowania na takie choroby, jak nowotwór, cukrzyca czy zawał serca. Blisko dwie trzecie badanych potwierdza, że stosuje w tym celu odpowiednią i zbilansowaną dietę, natomiast więcej niż co drugi respondent deklaruje, że podejmuje na co dzień działania mające minimalizować ryzyko ciężkich zachorowań.

Jako największą barierę w utrzymaniu zdrowego stylu życia ankietowani wskazują długotrwały stres (30% wskazań). To bardzo duży problem, ponieważ jest on powszechnie uznawany za jedną z głównych przyczyn chorób cywilizacyjnych. Tak samo jak brak aktywności fizycznej i regularnych badań profilaktycznych, które otrzymały po 28% wskazań. Jedna piąta badanych jest zdania, że ciężko im zachować dobre samopoczucie ze względu na kłopoty ze snem. Taki sam odsetek ankietowanych wskazuje na niewystarczającą ilość czasu na odpoczynek.

– Odpowiedzi badanych potwierdzają, jak trudno jest przestrzegać higieny życia. Tryb, w którym funkcjonuje na co dzień wielu z nas, jest sam w sobie czynnikiem wywołującym liczne choroby lub zwiększającym ryzyko ich pojawienia się. Choć świadomość w tym zakresie rośnie, to jednak wciąż nie potrafimy zastosować teorii w praktyce. Tymczasem aktualne wydarzenia pokazują, jak wiele może zagrażać zdrowiu naszemu i naszych bliskich – mówi Joanna Walczuk, menadżer ds. portfela produktów Nationale-Nederlanden.

67% respondentów zgadza się z twierdzeniem, że cukrzyca to poważna choroba i boi się jej konsekwencji. Pomimo tych obaw, aż jedna trzecia deklaruje, że na przestrzeni trzech ostatnich lat nie wykonała badania poziomu glukozy i insuliny.

– Cukrzyca jest chorobą pod pewnym względem paradoksalną – dotyczy ogromnej liczby osób, a zarazem przez długi czas rozwija się bezobjawowo, a nawet gdy już jest rozpoznana, może nie wywoływać istotnych objawów przez kilka lat. Dodatkowo wiele osób z cukrzycą ukrywa swoją chorobę przed bliskimi, normalnie funkcjonując, co stwarza wrażenie, że ta cukrzyca to w sumie nic poważnego. Z tych właśnie powodów jest ona często lekceważona jako problem zdrowotny i niedoceniana w kontekście działań profilaktycznych – doskonałym tego przykładem jest fakt rzadkiego badania poziomu cukru w naszym kraju. A kluczem do niezachorowania na cukrzycę jest z jednej strony prowadzenie jak najzdrowszego trybu życia, a z drugiej szybkie reagowanie, gdy tylko poziom cukru zacznie wzrastać, osiągając wartości charakterystyczne dla stanu przedcukrzycowego. Na tym etapie stosunkowo łatwo można powrócić do prawidłowej regulacji stężenia glukozy we krwi, zwiększając aktywność fizyczną i modyfikując sposób żywienia – mówi prof. dr hab. n. med. Leszek Czupryniak, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

– Wśród respondentów co dziesiąty potwierdza, że boryka się z tą chorobą, jednocześnie blisko jedna trzecia przyznaje, że zmaga się z nią członek ich najbliższej rodziny mówi Joanna Walczuk. – Warty odnotowania jest również fakt, że spośród powikłań związanych z cukrzycą blisko jedna czwarta ankietowanych najbardziej obawia się tych, które dotyczą chorób układu krążenia. Jednocześnie co dziesiąty ankietowany boi się, że cukrzyca może zwiększyć ryzyko zarażenia się koronawirusem – dodaje.

Uczestnicy badania Nationale-Nederlanden dostrzegają bariery w leczeniu cukrzycy w Polsce. Według trzech czwartych dostęp do lekarzy specjalistów i nowoczesnych terapii w naszym kraju jest zbyt ograniczony. Jednocześnie 59% ankietowanych stwierdza, że w związku z trwającą pandemią ma trudność w umówieniu się na wizytę lekarską. Co drugi natomiast zgadza się z opinią, że leczenie cukrzycy i jej powikłań jest w Polsce zbyt kosztowne.

Autorzy badania postanowili również sprawdzić, jaki rodzaj wsparcia byłby najbardziej wartościowy w przypadku zachorowania na cukrzycę. Blisko jedna trzecia ankietowanych jest zdania, że najbardziej pomocne byłoby dla nich wsparcie finansowe, które mogliby przeznaczyć na zakup leków i sprzętu diagnostycznego. Podobna grupa (29%) za dużą wartość w leczeniu cukrzycy uważa pomoc organizacyjną w koordynacji i umówieniu wizyty u lekarza specjalisty.

– Należy pamiętać, że cukrzyca to przewlekła choroba, która nieleczona może doprowadzić nawet do śmierci, a leczenie często wymaga dodatkowych nakładów finansowych. Zgodnie z danymi Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków blisko 80 proc. cukrzyków potwierdza, że nie stać ich na optymalną i nowoczesną terapię. Dlatego warto pomyśleć o rozwiązaniu, które może być realnym zabezpieczeniem i wsparciem w przypadku zachorowania na tę chorobę oraz w trakcie walki z jej powikłaniami – podsumowuje Joanna Walczuk.

O badaniu:

Badanie zrealizowane zostało na zlecenie Nationale-Nederlanden przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych w dniach 2–3 października 2020 roku. W ramach badania ilościowego przeprowadzono wywiady przy użyciu techniki CATI, na grupie dorosłych Polaków (n=1100).

(AM, źródło: Nationale-Nederlanden)

Ergo Hestia: (Un)common ground pokaże, co sztuka wnosi do biznesu

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Dlaczego sztuka jest ważnym elementem strategii biznesowych? W jaki sposób pomaga rozwijać firmę? Jak skutecznie współpracować z artystami? Zagadnienia te omówili eksperci art brandingu podczas debaty (Un)common ground, która odbyła się w Warszawie.

Debata (Un)common Ground została zorganizowana w związku z inauguracją platformy edukacyjno-komunikacyjnej o tej samej nazwie, której inicjatorem jest Fundacja Artystyczna Podróż Hestii. Obejmuje ona konferencję tematyczną w hotelu Raffles, serwis informacyjny uncommonground.pl, publikacje drukowane i elektroniczne, a także cykl spotkań z ekspertami. Celem projektu jest zwrócenie uwagi na rolę art brandingu w działaniach komunikacyjnych oraz CSR firm, a także edukacja i integracja środowiska biznesowego oraz artystycznego.

– Art branding to koncepcja oparta na mądrej relacji sztuki i biznesu. Jest jedną z najciekawszych tendencji we współczesnej komunikacji. Pozwala tworzyć wyjątkowe produkty, usługi i angażujące marki – mówi Magdalena Kąkolewska, prezes Fundacji Artystyczna Podróż Hestii. – Sztuka i biznes potrzebują siebie nawzajem, pomimo widocznych różnic. Zajmują się wieloma podobnymi sprawami, ale potrzebne jest wzajemne zaufanie, aby zaakceptować potencjalne ryzyko po obu stronach i pozwolić, aby wydarzyło się coś naprawdę imponującego. Dziś marki powinny mieć jasno sprecyzowaną wizję, jak inspirować odbiorców. Czas pandemii pokazuje, że takie oczekiwania stawiane przed nimi będą tylko rosnąć. Udana współpraca między markami a artystami jest możliwa i bardzo potrzebna, bo sztuka i przedsiębiorczość to dwa przejawy jednego wspólnego pragnienia: pozostawienia świata trochę innego, niż go zastaliśmy – dodaje.

Art branding w oczach top managerów

Jak wynika z badania Ergo Hestii zrealizowanego wśród top managerów odpowiedzialnych za komunikację marketingową w firmach (CMO), niezależni artyści są często angażowani przez firmy do projektów z obszaru komunikacji. Znakomita większość dyrektorów marketingu (blisko 92%) uważa, że tego typu współpraca może przełożyć się na wyższą jakość komunikacji. Równocześnie art branding jako działanie systemowe jest wśród nich słabo znany. Z takim pojęciem zetknęło się jedynie blisko 50% ankietowanych.

75% CMO angażowało w swojej praktyce zawodowej twórców niezwiązanych na co dzień z agencjami reklamowymi. Najczęściej zapraszają oni do współpracy projektantów wzorów przemysłowych, czyli designerów (50%), artystów malarzy (45%), reżyserów teatralnych i filmowych (37%), architektów (21%) i rzeźbiarzy (8%). Rzadziej współpracują z twórcami operującymi słowem, czyli pisarzami i poetami (10%) czy scenografami teatralnymi i filmowymi (5%), Piosenkarze, aktorzy, kompozytorzy, twórcy street art i inni artyści wspierają marketingowców w realizacji projektów sporadycznie. 

Wśród działań z obszaru art brandingu marketingowcy decydują się najczęściej na sponsoring wystawy lub galerii (45%), tworzenie logo firmy lub produktu (50%), organizują konkursy artystyczne (24%), a także opracowują artystyczne edycje produktu (21%), z kolei 8% realizuje inne działania z zakresu art brandingu, takie jak np. stworzenie muralu.

Zdecydowana większość (90%) dyrektorów marketingu skłonna jest rozważyć w najbliższej przyszłości zaangażowanie twórców przy realizacji strategii marketingowych firm. Większość z nich ocenia, że nie miałaby trudności w realizacji takiego zadania. Ponad 70% z nich szukałaby odpowiedniej osoby do współpracy, wykorzystując sieć kontaktów osobistych, 48% – korzystając z rekomendacji agencji reklamowej, natomiast 34% bazowałoby na swojej wiedzy ogólnej, a 31% zrobiło research w internecie. Jedynie 16% ankietowanych szukałoby artysty w świecie akademickim, poprzez uczelnię artystyczną.

Czym jest art branding?

Art branding to zespół działań promujących firmę lub jej produkty poprzez szeroko rozumianą sztukę. Dziedziny sztuki, które można powiązać z działaniami promocyjno-wizerunkowymi firmy to m.in. malarstwo i sztuki plastyczne, street art, fotografia, film, architektura, design, moda czy muzyka. Art branding obejmuje m.in. tworzenie artystycznych edycji produktów, organizację konkursów artystycznych, projektowanie sklepów, przestrzeni ekspozycyjnych i wystawienniczych przez artystów oraz tzw. branded films.

– Art branding pozwala tworzyć marki zaangażowane, autentyczne, o szerokich społecznych i kulturowych horyzontach, rozumiejące pozabiznesowe role, które powinny odgrywać we współczesnym świecie. Art branding daje także możliwość budowania pozycji marki jako zjawiska kulturowego, zmiany pozycjonowania czy nadawania jej unikalnej tożsamości. Artystyczny wymiar podnosi także potencjał samych produktów czy usług. Mądrze wdrażany art branding może być zatem zarówno efektowną, ale i efektywną strategią marketingową i biznesową firmy – komentuje Igor Gałązkiewicz, ekspert ds. art brandingu. – Ponadto art branding stanowi również potencjalne narzędzie budowania zaangażowania pracowników, wspierania wzrostu rozpoznawalności, potencjału marki czy projektowania konsumenckich doświadczeń i angażujących światów marki. Może także ułatwiać budowanie społeczności wokół marki – dodaje.

Platforma (un)commonground.pl

W ramach projektu fundacja Artystyczna Podróż Hestii planuje m.in. uruchomienie serwisu internetowego uncommonground.pl, którego rolą będzie promocja zjawiska art brandingu, a także edukacja i integracja środowisk biznesowego oraz artystycznego. Na platformie będzie można znaleźć m.in. odpowiedź na pytania: Jak skutecznie wykorzystać działania artystyczne w działaniach marketingowych? Dlaczego sztuka staje się coraz ważniejszym spoiwem pozwalającym budować relacje marek z odbiorcami? Jak skutecznie współpracować z artystami? W ramach portalu zostanie zbudowana baza wiedzy dotyczącej relacji sztuki i biznesu obejmująca wywiady, eseje, case studies, nagrania audio i wideo. Ponadto na łamach (Un)common Ground publikowane będą artykuły dotyczące sztuki, ukazujące ważne artystyczne zjawiska i sylwetki. Dopełnieniem będą artykuły o podróżach, modzie, designie, architekturze, stylu życia. Wśród twórców i ekspertów zaangażowanych do tworzenia serwisu znajdą się Igor Gałązkiewicz, Anna Gacek, Vadim Grigoryan, Jacek Sosnowski i inni zaproszeni eksperci.

(AM, źródło: Ergo Hestia)

UFG: Podróżni ruszyli po zwrot pieniędzy za odwołane wyjazdy

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG) podsumował pierwsze dwa tygodnie funkcjonowania systemu zwrotu środków na imprezy turystyczne odwołane z powodu pandemii. Dane instytucji pokazują, że podróżni i organizatorzy są zainteresowani składaniem wniosków o zwrot pieniędzy za wyjazdy, które nie doszły do skutku w wyniku pandemii.

UFG podał, że do 14 października organizatorzy przesłali 1480 zestawień (paczka/plik ze zbiorem danych w liczbie od 1 rekordu odnośnie do podróżnego do nawet 10 tys. rekordów), z czego wyodrębniono już niemal 60 tys. unikalnych danych podróżnych i ciągle wyodrębniane są nowe. Z kolei podróżni przekazali ponad 46 tys. wniosków. Wartość łącznych kwot z obu rodzajów wniosków wyniosła odpowiednio ponad 184 mln zł oraz ponad 150 mln zł.

Od momentu uruchomienia (23 września) do dnia przed wejściem ustawy w życie (30 września) na infolinii UFG odebrano 1,8 tys. połączeń. Od początku możliwości ubiegania się o zwroty było ich ponad 6,3 tys., średnio ponad 1,8 tys. połączeń przychodzących dziennie. W jeden dzień od momentu wejścia ustawy w życie Fundusz odnotował tyle połączeń ile w cały tydzień przed wejściem ustawy. UFG szacuje, że w dwa tygodnie odnotuje między 15 a 20 tys. połączeń. Głównymi tematami zapytań na infolinii są wszelkie kwestie związane z wnioskiem (pomoc przy wypełnieniu, terminy, etc.), zarówno ze strony podróżnych, jak i organizatorów, oraz inne pytania dotyczące ustawy

W ciągu pierwszych dni od momentu wejścia ustawy w życie założono prawie 20 tysięcy nowych kont w portalu TFG.

Średnia dzienna liczba odwiedzin portalu TFG to między 25 a 30 tys. unikalnych użytkowników.

– Mamy za sobą pierwsze dwa tygodnie obowiązywania ustawy umożliwiającej podróżnym występowanie o zwrot środków za imprezy turystyczne odwołane z powodu pandemii. Już teraz możemy powiedzieć, że zainteresowanie jest olbrzymie, co widać po liczbie wniosków złożonych przez podróżnych i po liczbie kontaktów z Ubezpieczeniowym Funduszem Gwarancyjnym. Organizatorzy i podróżni dzwonią do nas, składają wnioski, odwiedzają naszą stronę – słowem korzystają z rozwiązań przewidzianych przez ustawę – powiedział Damian Ziąber, rzecznik prasowy Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego.

(AM, źródło: UFG)

Pandemia spopularyzowała telemedycynę

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Jak wynika z danych Saltus Ubezpieczenia, o ile w lutym tego roku telekonsultacje stanowiły raptem 3,9% wizyt, to we wrześniu 2020 r. odbyło się w ten sposób aż 40,6% wszystkich porad – zarówno z lekarzami pierwszego kontaktu, jak i specjalistami. Oznacza to ponad 10-krotny wzrost popularności tej metody kontaktu z lekarzem na przestrzeni zaledwie 7 miesięcy.

– Zmieniło się przede wszystkim nastawienie pacjentów do teleporad. Ludzie przekonali się, że większość dolegliwości zdrowotnych może być tak samo dobrze leczona, gdy lekarz nie siedzi za biurkiem naprzeciw nas. W ramach telekonsultacji omawiamy coraz więcej problemów zdrowotnych, także ze specjalistami. Trzeba też zauważyć, że również lekarze i personel medyczny przekonali się do zalet zdalnych porad. Spodziewam się więc, że świadczenia zdalne będą dalej rozwijane – zauważa Xenia Kruszewska, dyrektor Działu Ubezpieczeń Zdrowotnych Saltus Ubezpieczenia.

Telemedycyna stanowi kompromisowe rozwiązanie, pozwalające nie odwoływać zaplanowanych wcześniej wizyt, a jedynie zmieniać ich formę. W szczególności dotyczy to lekarzy POZ, z którymi zdalne rozmowy są już codziennością. Pacjenci coraz częściej korzystają w ten sposób także z porad specjalistów. Najpopularniejsi telespecjaliści to: endokrynolodzy, ginekolodzy, dermatolodzy, kardiolodzy i neurolodzy.

– Oprócz bezpieczeństwa epidemicznego telekonsultacje zapewniają pacjentom wygodę. To korzystne rozwiązanie zwłaszcza dla osób mieszkających poza dużymi miastami, gdzie dostępność poszczególnych specjalistów jest ograniczona. W dobie przeciążenia państwowej służby zdrowia telemedycyna będzie więc zyskiwać na znaczeniu – zostanie z nami nawet po zniesieniu obostrzeń związanych z pandemią. Już niedługo także pewnie część badań będzie można wykonać bez wizyty w przychodni – dodaje Xenia Kruszewska.

Realizacja idei personalizowanej, zdalnej opieki medycznej, znajduje również bogate zastosowanie w grupowych i indywidualnych ubezpieczeniach zdrowotnych. Coraz więcej świadczeń staje się dostępnych w opcjach zdalnych. Oprócz porad telefonicznych rośnie też znaczenie rozmów wideo. Ponadto coraz więcej badań można wykonać bez pomocy personelu medycznego, a ich wyniki są przesyłane bezpośrednio do lekarza. Takie rozwiązania są stosowane na razie przede wszystkim w opiece nad osobami z chorobami przewlekłymi. Przykładowo pacjent z problemami kardiologicznymi nosi nieustannie mały, przenośny aparat do EKG, który regularnie kontroluje jego stan i w razie problemów informuje automatycznie lekarza prowadzącego. 

(AM, źródło: Brandscope)

Roszady kadrowe w światowych strukturach MetLife

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

15 października MetLife ogłosiło szereg zmian na stanowiskach kierowniczych. Obejmą one menadżerów zarządzających rynkami EMEA, Japonii oraz Ameryki Łacińskiej.

Wiceprezes wykonawczy oraz prezes na region Ameryki Łacińskiej Oscar Schmidt odejdzie ze stanowiska po 26 latach kariery w firmie. Z dniem 31 grudnia 2020 r. przestanie on pełnić obowiązki wiceprezesa, ale pozostanie w szeregach firmy do końca marca 2021 r., aby usprawnić realizację planowanych zmian w zarządzie.

– Przez ostatnie ćwierć wieku Oscar pomagał nam rozwijać firmę i jej działalność na rynkach Ameryki Łacińskiej, przyczyniając się do stworzenia kompleksowej oferty w całym regionie ‒ powiedział Michel Khalaf, prezes i dyrektor generalny MetLife. – Pod jego silnym przywództwem zyskaliśmy status największej firmy ubezpieczeniowej w Ameryce Łacińskiej – jest to wyróżnienie osiągnięte w sposób organiczny oraz za pośrednictwem licznych przejęć.

Ustępującego ze stanowiska zastąpi Eric Clurfain, wiceprezes wykonawczy, przewodniczący oraz prezes i dyrektor wykonawczy MetLife na rynek japoński, pod warunkiem uzyskania niezbędnych pozwoleń. Jego bezpośrednim przełożonym będzie Michel Khalaf.  

– Działając w sektorze ubezpieczeń od ponad dwudziestu lat, Eric zgromadził rozległe doświadczenie w budowaniu efektywnych zespołów i oddziałów firmy. Cechuje go również ogromne zaangażowanie na rzecz naszych partnerów i klientów ‒ podkreślił Michel Khalaf. – Od ponad dwóch lat jego silne ukierunkowanie zarówno na wyniki biznesowe, jak i na potrzeby klientów skutkowało zmianą kultury w Japonii i odnotowaniem solidnych wyników w ramach realizowanej przez nas strategii Next Horizon. Jestem przekonany, że pod jego skrzydłami region Ameryki Łacińskiej pozostanie motorem napędowym do dalszego rozwoju MetLife.

W trakcie kariery zawodowej Eric Clurfain pracował w różnych środowiskach i realizował rozliczne obowiązki z zakresu przywództwa strategicznego. Przed objęciem dotychczasowego stanowiska był on dyrektorem na region EMEA, nadzorującym 25 rynków z obszarów Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki. Wcześniej piastował funkcję dyrektora regionalnego na obszar Europy Środkowo-Wschodniej, a jeszcze wcześniej był dyrektorem naczelnym MetLife na rynek turecki. We wcześniejszych okresach kariery zawodowej w AIG/Alico Clurfain mieszkał i pracował w Ameryce Łacińskiej.

Opuszczone przez niego stanowiska obejmie Dirk Ostijn, kierownik ds. regionu EMEA, pod warunkiem uzyskania niezbędnych pozwoleń. Jego bezpośrednim przełożonym będzie wiceprezes wykonawczy Kishore Ponnavolu piastujący funkcję prezesa regionalnego na rynki azjatyckie.

– Dirk z powodzeniem kierował naszą działalnością w regionie EMEA, który stanowi wymagające środowisko operacyjne ‒ powiedział Michel Khalaf. – Pod jego przywództwem zespół działający w regionie EMEA wypracował silną pozycję dzięki szeregowi nowych możliwości biznesowych, ukierunkowaniu na wydajność i zastosowaniu zróżnicowanego modelu działalności na ponad 25 rynkach. Jestem pewien, że jego wzorowe przywództwo, dogłębna wiedza na temat ubezpieczeń oraz pasja w kontaktach z klientami zostaną świetnie przyjęte i docenione przez zespół japoński.

Działając w branży od ponad trzydziestu lat, Dirk Ostijn zgromadził rozległe doświadczenie z zakresu ubezpieczeń na życie, w tym w obszarze produktów, finansów, działań operacyjnych, obsługi klienta i technologii. Przez ponad dekadę zarządzał również operacjami z zakresu pośrednictwa ubezpieczeniowego, pełniąc funkcję dyrektora głównego w Belgii oraz piastując funkcje regionalne, takie jak dyrektor finansowy czy kierownik ds. inicjatyw strategicznych. 

Z kolei dotychczasowe funkcje Dirka Ostijna przejmie Nuria Garcia, starsza wiceprezes i zastępca dyrektora ds. regionu EMEA. Jej bezpośrednim przełożonym będzie Michel Khalaf.

– Nurię cechuje silne ukierunkowanie na rozwój działalności i budowanie relacji partnerskich, a także pasja w kontaktach z klientami ‒ powiedział Michel Khalaf. – Jest bardzo skuteczną liderką, która potrafi budować porozumienie pomiędzy wewnętrznymi i zewnętrznymi partnerami w obrębie poszczególnych podmiotów, stanowisk i rynków. Jej przywództwo odegrało istotną rolę w kontekście osiągania wysokich wyników z działalności w regionie, dlatego wierzę głęboko, że jej doświadczenie będzie w dalszym ciągu przyczyniać się do rozwoju firmy.

Nuria Garcia posiada ponad dwudziestoletnie doświadczenie w dystrybucji, marketingu, działalności operacyjnej i finansach w regionie EMEA, które zgromadziła w pracy dla MetLife i GE.

– Wszystkie wymienione zmiany odzwierciedlają nie tylko nasze zaangażowanie w rozwój talentów i planowanie sukcesji, ale także fakt, że posiadamy szeroką ławkę liderów gotowych do natychmiastowego objęcia wyższych stanowisk i zapewnienia wartości klientom i udziałowcom ‒ podsumował Michel Khalaf.

(AM, źródło: PAP MediaRoom)

Blaski i cienie rosnącej popularności home office

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Liczba firm, które zdecydowały się na pracę zdalną w związku z Covid-19, znacząco wzrosła. Część z nich zapowiada przejście na tzw. home office na stałe, nawet po zakończeniu pandemii. Według prognozy przygotowanej przez ekspertów Atradius niektóre branże mocno ucierpią wskutek przejścia przedsiębiorstw na taki tryb pracy. Z drugiej jednak strony wzrost wykorzystania home office powinien przełożyć się na wzrost zainteresowania ubezpieczeniami cyber.

Wskutek powszechnej pracy zdalnej firmy przeprowadzają wewnętrzne badania dotyczące zasadności utrzymywania ogromnych powierzchni biurowych. Już teraz część z nich zapowiedziała, że całkowicie lub chociaż częściowo zrezygnują z dotychczasowych przestrzeni. Na przykład Google ogłosiło, że przechodzi na hybrydowy model pracy, w którym pracownicy mogę przez dłuższy czas pracować zdalnie.

– Można się spodziewać, że duża część pracodawców nie przedłuży obecnie trwających umów wynajmu powierzchni biurowych, co z kolei wpłynie na niewypłacalność deweloperów – mówi Paweł Szczepankowski, dyrektor zarządzający Atradius Polska. – Z pustymi biurkami bezpośrednio wiąże się też stan chociażby stołówek czy restauracji w dzielnicach biurowych. Zazwyczaj pełne w porach lunchowych, teraz zmagają się z brakiem klientów – dodaje.

Bolesne skutki braku wyjazdów służbowych

Eksperci ubezpieczyciela zauważyli też, że Covid-19 i praca z domu znacznie zmniejszyły zapotrzebowanie na posiłki i wyjazdy służbowe. Rozmowy biznesowe i negocjacje coraz częściej prowadzone są w formie wideokonferencji lub przez telefon, rzadziej w ramach spotkań bezpośrednich. Atradius przewiduje, że jeśli ta tendencja się utrzyma, to doprowadzi do wzrostu niepewności w restauracjach, a także w hotelach, które są uzależnione od osób podróżujących służbowo. Ponadto maleje zapotrzebowanie na odzież biurową, taką jak garnitury, krawaty czy kostiumy. To z kolei będzie miało znaczący wpływ na dostawców, których dużą część sprzedaży stanowi moda biurowa.

W scenariuszu „home office” znacznie zmniejszy się liczba kilometrów przemierzanych przez dojeżdżających do pracy. To z kolei stanowiłoby dodatkowe obciążenie dla przemysłu motoryzacyjnego, który już od około dwóch lat znajduje się w trudnej sytuacji, przy zwiększonym ryzyku niewypłacalności wielu dostawców. Skutki odczułyby również warsztaty i stacje benzynowe.

Meblarze i producenci komputerów zacierają ręce

Są jednak sektory, które na trybie zdalnym mogłyby skorzystać.

– Przede wszystkim dotyczy to wszelkich sektorów z branż wnętrzarskich. Przeprowadzenie się z pracą do domu bardzo często wymaga od nas przeorganizowania przestrzeni w mieszkaniu – kupienia biurka, krzesła itd. Można więc sobie wyobrazić, że w lepszej kondycji będą firmy produkujące meble – mówi Paweł  Szczepankowski. – Podobnie jest z branżą komputerową. W rodzinie będziemy potrzebować większej liczby laptopów, zwłaszcza jeśli szkoły powrócą do zdalnego trybu prowadzenia zajęć – dodaje. 

Nowy tryb pracy wymaga głębszej cyfryzacji

Istnieje spore prawdopodobieństwo, że w wielu przypadkach praca stacjonarna we wcześniejszej formie przejdzie do historii, ponieważ okazało się, iż sporo osób jednak woli pracować z domu lub przynajmniej tylko część czasu spędzać w firmie, a pracodawcy – przede wszystkim z sektora małych i średnich przedsiębiorstw – odkryli, że jest to możliwe i efektywne.

– Zainteresowanie przestrzeniami i rozwiązaniami coworkingowymi rosło już w zeszłym roku, ale w tej chwili ten trend się nasilił. Zwłaszcza w sektorze MŚP, który mocno odczuł finansowe skutki wiosennych ograniczeń i szuka rozwiązań, które ograniczą koszty stałe. Część przedsiębiorców idzie nawet o krok dalej i w ogóle rezygnuje z wynajmowania powierzchni biurowych, nawet czasowo, i przenosi firmę całkowicie do sfery wirtualnej. Trzeba jednak pamiętać, że oba zjawiska wiążą się z daleko posuniętą cyfryzacją firmy, co z kolei stwarza dodatkowe zagrożenia, których wcześniej nie było lub były minimalne – zauważa Łukasz Zoń, prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych (SPBUiR).

Firmy przenoszą się do chmury

Niezależnie od tego, czy firma zdecyduje się na wynajęcie powierzchni w strefie coworkingowej, czy też zmieni biuro na mniejsze ze współdzielonymi stanowiskami pracy, musi zainwestować w dodatkowe rozwiązania IT, które pozwolą sprawnie działać przy rozproszonym personelu. Wielu przedsiębiorców rezygnuje więc również z rozbudowanej infrastruktury informatycznej (własnych serwerowni, banków danych) i przenosi gromadzone dane do chmury. Siłą rzeczy rośnie też znaczenie i popularność komunikatorów internetowych i narzędzi do wideokonferencji.

Wszystkie te działania mają jednak jeden minus – stwarzają dodatkową furtkę dla hakerów.

– Dlatego trzeba się ubezpieczyć. Cyberpolisy już od kilku lat zyskują na znaczeniu i popularności. W wielu krajach są już standardową ochroną, kupowaną przez większość przedsiębiorców, niezależnie od wielkości. Spodziewam się, że podobnie będzie w Polsce i już niedługo zainteresowanie cyberpolisą będzie wyrażane w tym samym zdaniu, co pytanie o OC działalności i ubezpieczenie mienia. Zwłaszcza że ich koszt jest niewielki w porównaniu z wysokością strat, jakie mogą wyrządzić hakerzy. Obecnie standardowe ceny wynoszą od 0,5% do 1% sumy gwarancyjnej. Warto pamiętać, że cyberpolisa może też chronić przed skutkami naruszenia RODO – dodaje Łukasz Zoń.

Co powinno wejść w skład cyberpolisy?

Ekspert podkreśla, że choć szczegółowy zakres ubezpieczenia cyber różni się w zależności od ubezpieczyciela, to można wyróżnić trzy główne grupy wydatków. Przede wszystkim są to koszty potrzebne do ustalenia przyczyny wycieku oraz znalezienia i likwidacji luki bezpieczeństwa, włącznie z zapłatą ewentualnego okupu hakerom. Do drugiej można zaliczyć wszelkie obciążenia z tytułu zadośćuczynień, odszkodowań i opłat zewnętrznych, m.in. koszty akcji informacyjnej (jeżeli wyciekły dane osobowe) czy zatrudnienie ekspertów od wizerunku do ratowania utraconej reputacji. Trzecią grupą są z kolei wydatki związane z kwestiami prawnymi, które można przeznaczyć na obronę sądową, a w niektórych przypadkach także na zapłatę ewentualnych kar i grzywien z tytułu naruszenia RODO.

– Tak szeroki zakres ochrony sprawia, że będzie to podstawowe ubezpieczenie dla firm w związku z wciąż postępującą cyfryzacją biznesu i codziennego życia. Zwłaszcza że w warunkach pracy zdalnej czasem trudno zapewnić jednakowy poziom bezpieczeństwa dla każdego pracownika, ponieważ nie zawsze będą mieli oni możliwość korzystania z odpowiednio zabezpieczonych urządzeń czy łączy – wskazuje Łukasz Zoń.

AM, news@gu.home.pl

(źródło: Havas, Brandscope)

PZU ubezpieczy zarządzających MŚP

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Ubezpieczenia na wypadek roszczeń z tytułu niewłaściwego pełnienia obowiązków bądź błędów popełnianych podczas wykonywania czynności zarządczych cieszą się coraz większą popularnością wśród kadry zarządzającej. Dotychczas tego typu produkty były domeną dużych przedsiębiorstw. Zawirowania gospodarcze związane z Covid-19 sprawiły, że tego typu ochroną zainteresowały się również małe i średnie firmy, co nie uszło uwadze ubezpieczycieli.

– Osoby pełniące funkcje zarządcze w spółkach są narażone na podwójny stres. Z jednej strony są odpowiedzialne za zarządzanie spółką – dążą do rozwoju prowadzonej działalności, a z drugiej strony muszą się mierzyć ze zmieniającym się otoczeniem prawnym i ekonomicznym przedsiębiorstwa. Postępujący rozwój gospodarczy wymusza tworzenie coraz bardziej wyspecjalizowanych form zabezpieczenia przedsiębiorstwa. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom rynkowym, przygotowaliśmy nowe, stworzone właśnie z myślą o małych i średnich przedsiębiorstwach, ubezpieczenie PZU Dla Zarządzających Spółkami. Jest to uzupełnienie naszej oferty produktowej, obok już istniejącego ubezpieczenia Odpowiedzialności Cywilnej Członków Władz Spółki (D&O – AM) – mówi Piotr Nettik, dyrektor ds. underwritingu ubezpieczeń pozakomunikacyjnych PZU.

Członek władz spółki ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje zgodnie z przepisami prawa, m.in. kodeksu spółek handlowych, kodeksu cywilnego, prawa upadłościowego i naprawczego, ordynacji podatkowej, ustawy o ofercie publicznej oraz kodeksu pracy. Odpowiedzialność członka zarządu określa również statut czy umowa spółki. Członkowie władz spółki ponoszą także odpowiedzialność za zgodność swoich decyzji z  wieloma innymi przepisami właściwymi dla danej branży.

Ubezpieczenie PZU Dla Zarządzających Spółkami chroni członków zarządu oraz inne osoby, które pełnią funkcje zarządcze, a także ich bliskich i spadkobierców, przed odpowiedzialnością cywilną za straty spowodowane niewłaściwym pełnieniem obowiązków i wykonywaniem czynności zarządczych w spółce kapitałowej. To także swoisty parasol ochronny dla samej spółki w przypadku, gdy poniesie ona szkodę spowodowaną decyzjami  członków jej władz.

–  PZU wypłaci odszkodowanie, jeśli zostanie wniesione roszczenie lub wszczęte oficjalne postępowanie wobec członka władz spółki, który dopuścił się czynu bezprawnego podczas wykonywania swojej funkcji lub w związku z jej wykonywaniem. Przykładowo – członek zarządu przekroczył umocowania do działania w imieniu spółki, ujawnił poufną informację czy podjął decyzję, która naraziła spółkę na straty – wyjaśnia Piotr Nettik.

W ramach ubezpieczenia PZU pokryje m.in. koszty obrony – w tym koszty pełnomocników procesowych, opinii prawnych i porad prawnych, a także koszty wsparcia psychologicznego czy koszty konsultanta ds. public relations. Ubezpieczenie jest bezimienne, co oznacza, że chroni każdego członka władz spółki lub innych ubezpieczonych bez wskazywania ich imienia i nazwiska. Ochrona ubezpieczeniowa będzie nadal obowiązywać niezależnie od zmian personalnych.

Z nowej oferty PZU może skorzystać spółka kapitałowa, czyli spółka z ograniczoną odpowiedzialnością lub spółka akcyjna (także europejska), która prowadzi działalność gospodarczą na terytorium RP, a jej przychody nie przekraczają  10 mln zł. Dla klientów, którzy przekraczają ten próg przychodowy, odpowiednie będzie D&O, czyli ubezpieczenie Odpowiedzialności Cywilnej Członków Władz Spółki.

(AM, źródło: PZU)

18,338FaniLubię
822ObserwującyObserwuj

Aktualne wydanie