W ubezpieczeniach uczymy się jednego bardzo skutecznie: działać zgodnie z procedurą. Checklisty, ścieżki decyzyjne, compliance i audytowalność chronią firmę, porządkują chaos i ograniczają ryzyko błędu, więc trudno wyobrazić sobie dobrze funkcjonującą organizację bez tych ram.
Nie chodzi więc o to, żeby działać wbrew procedurom, tylko o coś znacznie mniej oczywistego – o moment, w którym ten sposób funkcjonowania przestaje być wyłącznie narzędziem zawodowym, a zaczyna przenikać do całego życia.
W gabinecie często słyszę zdania zaczynające się od „jestem nauczona, żeby…” albo „zawsze mnie uczono, że…”, a znacznie rzadziej pojawia się refleksja, czy coś nadal służy poza kontekstem, w którym się tego nauczyliśmy. Stoją za tym bardzo konkretne reguły: żeby nie komplikować, nie kwestionować, nie sprzeciwiać się, nie okazywać za dużo, trzymać się faktów, radzić sobie samodzielnie i dowozić niezależnie od okoliczności.
I choć takie podejście bywa nagradzane, ono również ma swoją cenę już w samym środowisku pracy. Ogranicza możliwość realnego dialogu, utrudnia wczesne wychwytywanie błędów, wzmacnia kulturę unikania trudnych tematów i sprawia, że odpowiedzialność częściej jest dowożona indywidualnie niż współdzielona.
Poza pracą te same reguły zaczynają generować jeszcze inne koszty: przewlekłe napięcie, trudność w stawianiu granic, nadmierne branie odpowiedzialności za innych i funkcjonowanie w trybie ciągłej kontroli, a czasem także trudniejsze do uchwycenia doświadczenie, że wszystko działa, cele są realizowane, ale jednocześnie trudno poczuć, że to życie jest naprawdę własne.
Psychoterapia nie polega na odrzuceniu tego, co działa w pracy, tylko na odzyskaniu dostępu do innych sposobów reagowania tam, gdzie procedur już nie ma. Chodzi o zauważenie automatyzmów i sprawdzenie, czy w danej sytuacji można zareagować inaczej, nawet jeśli jest to drobna zmiana, jak wzięcie chwili na zastanowienie zamiast natychmiastowej zgody, nazwanie granicy zamiast jej pominięcia albo powstrzymanie się od przejmowania odpowiedzialności za czyjś problem.
To właśnie w tych momentach pojawia się coś, czego nie da się zapisać w żadnej instrukcji – wybór. A wybór oznacza, że nie jesteśmy skazani wyłącznie na to, czego się nauczyliśmy, nawet jeśli przez lata działało to bez zarzutu.
W branży, która zawodowo zarządza ryzykiem, paradoks polega na tym, że największym ryzykiem bywa sztywność – nie tylko poza pracą, ale również w niej, tam gdzie najbardziej potrzebna jest zdolność zauważenia, że coś wymyka się procedurze.
Czy umiesz działać wtedy, gdy nie ma żadnej procedury – kiedy ktoś bliski mówi coś, co cię rani, a jednocześnie boisz się zareagować; kiedy czujesz, że na coś nie masz zgody, ale automatycznie się dostosowujesz w chwili konfliktu i zamiast w niego wejść, wycofujesz się albo próbujesz go wygasić; kiedy ktoś potrzebuje wsparcia, a ty bierzesz na siebie więcej, niż jesteś w stanie unieść?
W takich momentach nie ma już żadnych wytycznych. Jest tylko to, co zostało w tobie wyuczone i to, czy masz dostęp do czegoś więcej niż tylko do tego.
Jeśli chcesz zacząć zauważać te momenty i sprawdzać, gdzie pojawia się wybór, zapraszam do psychoterapii – przestrzeni, w której można to zobaczyć i stopniowo uczyć się reagować inaczej.
Małgorzata Kulik
psychoterapeutka i trenerka umiejętności językowych







