Trzy lekcje na nowy rok

0
479

Taka nasza ludzka natura, że nadajemy znaczenie pewnym okresom – nowy tydzień, nowy rok, narodzenie Chrystusa, jego śmierć. Dobrze! Każda okazja, żeby się zatrzymać i pomyśleć, jest świetna. Jest w tym jeszcze jedna cecha. Chcemy się na coś przygotować, bo życie to ciągła niepewność, z którą musimy się borykać, i strach przed nieznanym.

Staramy się więc przygotować na nieznane, co daje nam złudne poczucie kontroli. Wiem, że złudne, bo starałem się kontrolować w życiu właściwie wszystko. A każdy, kto przeżył już trochę, wie, że perfekcjonizm jest po prostu strachem przed popełnianiem błędów. Niemożliwą do spełnienia obietnicą przygotowania na to, co nas spotka.

Tydzień przed wigilią umarł mój ojciec. Wieczorem zawieziono go do szpitala, a rano do kostnicy. Nie przygotujesz się na to. Co więcej – nikt za ciebie tego nie zrobi. Ani nie przeżyje żałoby, ani nie umrze. To wszystko będziemy musieli zrobić sami. Mój ojciec był jednym z trzech moich mistrzów. Chcę się więc z tobą podzielić trzema rzeczami, których mnie nauczył. Takimi, w których sam był mistrzem.

Lekcja pierwsza

Człowiekiem jest się zawsze, nie tylko wtedy, gdy jest to wygodne.

Łatwo jest być etycznym sprzedawcą, jeżeli klienci przychodzą sami, jedzą z ręki i jest ich tak wielu, że nawet mała marża wystarczy na dostatnie życie. Problem jest wtedy, gdy masz ciężki miesiąc i możliwość sprzedania czegoś, na czym zarobisz więcej.

Bycie menedżerem w zespole, w którym idzie świetnie, jest jak kolacja z przyjaciółmi w barze. Człowiek się pośmieje, coś w trakcie zje i idzie do domu. A gdy ludzie nie robią wyników? Mieliście do zaliczenia miesiąc, kwartał, ale nic z tego nie wyszło. Jaki wtedy będziesz? Wyrozumiały, wspierający? Wciąż dający ludziom przestrzeń na rozwój?

A gdy przychodzi do ciebie klient nie po sprzedaż, tylko z roszczeniem – jakim jesteś agentem? Wtedy bardzo często wszystkim przypomina się numer na infolinię i to jest jedyne, czym mamy ochotę się podzielić. Ludzie będą przychodzić do nas źli, zazdrośni, smutni, wystraszeni i będą przez to robić nam problemy, ranić. A my musimy wtedy pamiętać, że oni po prostu nie potrafią odróżnić dobra od zła. My musimy zawsze. Bo duma nie jest wtedy, gdy robimy wszystko, tylko wtedy, gdy robimy mimo wszystko.

Choć wiele razy z ojcem spierałem się o różne rzeczy – bo jak żartował Freud, wszyscy mamy dwa problemy: matkę i ojca – to on nigdy niczego złego o mnie nie powiedział. Komentował oczywiście moje zachowanie, gdy puszczały mi nerwy, mówił: „Ty w ogóle słyszysz, co mówisz?”. I miał rację. Ale zawsze widział dobro w ludziach.

Na szczęście zdążyłem mu powiedzieć, że jestem z niego dumny. Warto więc, by wszyscy bliscy, pracownicy i po prostu ludzie wiedzieli, że ich doceniasz. Oni tego potrzebują. My tego potrzebujemy. Ty tego potrzebujesz.

Lekcja druga

Lekarstwo nie musi smakować – ma pomagać.

Jest nawet takie powiedzenie, że gorzkie lekarstwo leczy najskuteczniej. Najczęściej to, co właściwe, nie jest łatwe do zrobienia. Dlatego często odpuszczamy. Szukamy prostszych rozwiązań. Jakich ubezpieczeń sprzedajemy co roku najwięcej? Jakich najmniej? Co jest łatwiej zrobić – posiedzieć w punkcie i poczekać na klienta czy zadzwonić? Albo analogicznie – lepsze wyniki będzie miał ktoś, kto ćwiczy, czy ktoś, kto kupił karnet na siłownię?

Możemy iść przez życie z przekonaniem, że jeżeli coś jest trudno zrobić, to warto się do tego zabrać. Ci, którzy aktywnie podejmują działania, mają w życiu więcej sensu, bo nawet jeżeli nie wyjdzie, to próbowali i na koniec nie myślą „Co by było, gdyby…”.

Lekcja trzecia

Teraz jest czas, by zacząć.

A wszystkie myśli, które mamy: nie potrafię, nie mam talentu, nie dam rady – to nasze bezpieczniki, które ewolucyjnie mają na celu niemarnowanie energii. Bo wiesz, gdyby chcieć teraz zacząć sprzedawać życie albo rekrutować, to trzeba by się nauczyć, użerać z ludźmi, znosić to, że jedni i drudzy odchodzą. Mózg, który zawsze jest w trybie eko, powie więc: nie da się. Teraz już nie biorą. Dzięki temu ty nie musisz nic robić. Ale przez to też nic nie zrobisz. A nikt inny oprócz ciebie konsekwencji tej decyzji nie będzie musiał dźwignąć. Jeżeli jesteś gotów spojrzeć w lustro i powiedzieć: „Jestem dumny, że w życiu niczego nie zrobiłem”, to OK. Podejrzewam jednak, że nie zrobisz tego z wyprostowanymi plecami i podniesioną głową.

Mój tata zmarł, gdy miał 65 lat. Za szybko. Zbyt nagle. Właśnie robił prawo jazdy kat. E i zakładał nową działalność. Jedną z ostatnich rzeczy, którą powiedział mojemu bratu, to by pamiętał, żeby zawieźć wełnę na budowę. Gdyby mógł, sam już by to zrobił.

Na koniec jeszcze coś ode mnie. Czasu zawsze jest mniej, niż nam się wydaje. Lepiej nie czekać do jutra, do poniedziałku lub do kolejnego nowego roku. Może lepiej się nie zastanawiać, czy warto, i przez rok analizować, tylko spróbować i poprawić?

Zawsze jest teraz. Zawsze marnujemy tyle samo czasu. Nie jest tak, że coś trwa dłużej lub krócej – zawsze trwa teraz.

Marcin Szmidtke