Detektyw w ubezpieczeniach. Który samochód naprawdę skręcał?

0
804

Leśna droga, dwa uszkodzone samochody i kierowca, który przyznał się do spowodowania kolizji. Z pozoru sprawa nadawała się do szybkiego zamknięcia. Było oświadczenie, były fotografie pojazdów, a Opel po zdarzeniu trafił na złom.

Problem pojawił się wtedy, gdy detektywi osobno wysłuchali obu uczestników. Opowiadali o tej samej kolizji, ale ich relacje różniły się niemal we wszystkim: od daty zdarzenia, przez manewry wykonywane na drodze, aż po pozycję samochodów po zderzeniu.

Trop pierwszy: marzec czy maj?

W dokumentacji szkody wskazano, że do kolizji doszło 24 marca. Kierowca Opla twierdził jednak, że zdarzenie miało miejsce w maju, między godziną 18 a 19.

To nie była jedyna różnica.

Według niego Opel był srebrnym hatchbackiem, a BMW miało kolor niebieski. Nie potrafił powiedzieć, czy było sedanem, czy kombi. Właściciel BMW opisywał natomiast swój samochód jako czarne kombi, a Opla jako srebrnego sedana.

Można pomylić szczegół. Trudniej wyjaśnić, dlaczego uczestnicy tego samego zdarzenia inaczej zapamiętali zarówno miesiąc kolizji, jak i podstawowe cechy samochodów.

Trop drugi: wyprzedzanie czy skręt w lewo?

Kierowca Opla przedstawił scenariusz związany z wyprzedzaniem. Miał jechać z prędkością ok. 70–80 km/h, zauważyć wolniejsze BMW i rozpocząć manewr. Kiedy znalazł się na wysokości jego tylnych drzwi, zobaczył pojazd nadjeżdżający z przeciwka. Zaczął hamować i próbował schować się za BMW. Nie zdążył. Prawym przednim narożnikiem Opla uderzył w lewy tył drugiego auta, a następnie prawdopodobnie uderzył w nie jeszcze raz.

W tej wersji BMW jechało prosto. Nie hamowało i nie miało włączonego kierunkowskazu.

Właściciel BMW opowiadał coś zupełnie innego. Miał zwolnić z ok. 60–70 km/h do 20–30 km/h, włączyć lewy kierunkowskaz i rozpocząć skręt w szutrową drogę prowadzącą w stronę jego działki. Kiedy przód samochodu znajdował się już poza jezdnią, poczuł jedno uderzenie w tył.

Dwie relacje nie opisywały różnych punktów widzenia na ten sam manewr. Przedstawiały dwa odmienne przebiegi zdarzenia.

Trop trzeci: gdzie zatrzymały się samochody?

Sprzeczności dotyczyły również tego, co wydarzyło się chwilę po zderzeniu.

Kierowca Opla twierdził, że oba pojazdy zatrzymały się na jezdni, jeden za drugim. Opel miał znajdować się dwie lub trzy długości samochodu za BMW.

Według właściciela BMW jego samochód został przestawiony uderzeniem i zatrzymał się prostopadle do osi jezdni, z przodem na drodze szutrowej i tyłem na asfalcie. Opel miał stać około półtora metra za lewym tylnym narożnikiem BMW.

Różniła się także liczba uderzeń. Jeden uczestnik mówił o dwóch, drugi zapamiętał tylko jedno.

Nie było świadków. Nie wezwano policji. Oświadczenie nie zostało podpisane na miejscu. Uczestnicy zgodnie twierdzili, że dokument uzupełniono dopiero później, ale nawet tutaj ich relacje nie były identyczne.

Trop czwarty: zdjęcia z innego miejsca

Właściciel BMW zapewniał, że wykonał fotografie obu samochodów bezpośrednio po kolizji. Zapowiedział przekazanie oryginalnych plików, jednak do zakończenia czynności tego nie zrobił.

Detektywi przeanalizowali zdjęcia znajdujące się w zgłoszeniu. W tle fotografii BMW widoczne były światła budynków. Tymczasem wskazane miejsce szkody znajdowało się na leśnym odcinku drogi, przy którym takich zabudowań nie było. Także zdjęcia Opla wykonano gdzie indziej.

Fotografie potwierdzały więc uszkodzenia pojazdów, ale nie dokumentowały ich położenia bezpośrednio po deklarowanej kolizji.

Na poboczu odnaleziono jedynie fragmenty tworzywa bez oznaczeń producenta. Nie pozwalały one jednoznacznie przypisać pozostałości do któregoś z samochodów ani odtworzyć przebiegu zderzenia.

Ślad znika w zgniatarce

Możliwości dalszej weryfikacji dodatkowo ograniczył los Opla. Kierowca twierdził, że po kolizji zabrał samochód lawetą, a następnie uznał naprawę za nieopłacalną.

Detektywi dotarli do stacji demontażu. Ustalili, że pojazd został przyjęty 29 maja i sprasowany. Nie można było już przeprowadzić oględzin uszkodzeń ani sprawdzić, czy odpowiadały deklarowanemu mechanizmowi kolizji.

Pozostały relacje uczestników, zdjęcia wykonane poza miejscem zdarzenia, szkice przedstawiające różne wersje oraz droga, na której nie znaleziono materiału pozwalającego rozstrzygnąć wszystkie wątpliwości.

Finał: zgłoszona wersja nie została potwierdzona

Czynności detektywistyczne wykazały jednoznacznie, że relacje uczestników były istotnie sprzeczne. Różnice dotyczyły daty kolizji, wyglądu pojazdów, manewrów wykonywanych przed zderzeniem, liczby uderzeń oraz końcowego położenia samochodów.

Nie potwierdzono również, aby fotografie załączone do zgłoszenia zostały wykonane w deklarowanym miejscu szkody. Jedyny pojazd, którego uszkodzenia mogły pomóc w technicznej rekonstrukcji zdarzenia, został wcześniej sprasowany.

Zebrany materiał nie pozwalał więc uznać przedstawionego przebiegu kolizji za wiarygodnie udokumentowany. Nie przesądzał samodzielnie, czy zdarzenie zostało upozorowane, ale dawał ubezpieczycielowi mocne podstawy do wstrzymania pochopnej decyzji i zlecenia specjalistycznej rekonstrukcji technicznej.

Wnioski dla branży

Podpisane oświadczenie sprawcy nie zawsze zamyka sprawę. Gdy nie ma policji ani niezależnych świadków, zdjęcia powstały poza miejscem zdarzenia, a pojazd szybko znika w stacji demontażu, szczególnego znaczenia nabiera porównanie relacji uczestników.

Ubezpieczyciele i brokerzy powinni zwracać uwagę nie tylko na zakres uszkodzeń, lecz także na spójność całej historii. Data, kolor i rodzaj nadwozia, wykonywane manewry, liczba zderzeń oraz położenie aut po kolizji mogą zdecydować o tym, czy zgłoszenie zasługuje na uznanie, czy wymaga pogłębionej weryfikacji.

Rola detektywa nie polega wyłącznie na wykrywaniu prób nadużyć. W tej sprawie najważniejsze było oddzielenie tego, co zostało zadeklarowane, od tego, co rzeczywiście dało się potwierdzić. Dzięki temu ubezpieczyciel mógł ograniczyć ryzyko błędnej wypłaty, oprzeć decyzję na rzetelnych informacjach i zachować uczciwość wobec wszystkich klientów.

Marcin Markowski
prezes zarządu
Biuro Bezpieczeństwa Biznesu ALFA Sp. z o.o.
marcin.markowski@bbbalfa.com