Blog - Strona 185 z 1797 - Gazeta Ubezpieczeniowa – Portal
Strona główna Blog Strona 185

Ktoś będzie musiał stracić, żeby zyskać mógł ktoś

0
Dariusz Wołoszka

Za nami trzy kwartały 2025 r. Zamiast wyczekiwanej stabilizacji na rynku motoryzacyjnym nieustannie pojawiają się kolejne czynniki destabilizujące – gospodarcze, regulacyjne i konkurencyjne.

Najbardziej spektakularnym zjawiskiem pozostaje ekspansja chińskich producentów samochodów. W krótkim czasie przestali oni być jedynie egzotycznym dodatkiem do oferty rynkowej, a stali się poważnym wyzwaniem konkurencyjnym dla marek europejskich i japońskich.

Strategia, która łączy niskie ceny, innowacyjny design zewnętrzny, bogate wyposażenie standardowe, konkurencyjne warunki gwarancyjne i coraz lepszą jakość wykonania, trafia w potrzeby polskich klientów.

Ufamy debiutantom

Udział chińskich marek w rejestracjach nowych samochodów w Polsce według IBRM Samar wzrósł z niespełna 1‰ w 2023 r. do 8,9% w samym tylko sierpniu 2025 r. Dodatkowo debiutujące marki nie ograniczają się wyłącznie do modeli elektrycznych i coraz częściej wprowadzają do oferty modele spalinowe i hybrydowe. Auta napędzane czterocylindrowymi silnikami o pojemności 1,5 lub 1,6 l, nawet jeśli charakteryzują się zużyciem paliwa wyższym niż podobne jednostki montowanie w europejskich modelach, wśród wielu klientów budzą większe zaufanie niż np. trzycylindrowe jednostki po downsizingu.

Działania debiutujących marek obejmują również nowatorskie formy dystrybucji. Showroomy w galeriach handlowych czy biurowcach pozwalają szybko dotrzeć do szerokiego grona potencjalnych klientów, budując rozpoznawalność marki wśród konsumentów. Co ważne, również wśród tych, którzy być może nie planowali zakupu auta w najbliższym czasie. Ten model sprzedaży okazuje się efektywny kosztowo i pozwala skrócić czas wejścia na rynek, co jeszcze bardziej wzmacnia ekspansję.

Kluczowe narzędzie walki o klienta

Na rynku nowych samochodów konkurencja jest coraz większa, a walka o klienta bardziej zacięta. Analizując plany sprzedażowe wschodzących marek i sumując je z pozostałymi obecnymi od lat na polskim rynku producentami, można by założyć, że sprzedaż nowych samochodów w 2025 r. przekroczy 700 tys. sztuk. Oczywiście te prognozy są mało realne. Prawdopodobnie zakończymy ten rok sprzedażą zbliżoną do 600 tys. nowych samochodów osobowych. Oznacza to, że przy rosnącej liczbie marek i modeli ktoś będzie musiał stracić, żeby zyskać mógł ktoś.

W tej sytuacji polityka cenowa europejskich marek staje się kluczowym narzędziem walki o klienta. Jedni podążają sprawdzoną ścieżką wysokich rabatów, inni już komunikują „urealnienie” lub „repozycjonowanie”, czyli znaczące obniżki cen katalogowych.

Ciekawostką może być również fakt, że chińskie salony odwiedzają często nabywcy, którzy ostatni nowy samochód kupili kilkanaście lat temu. Później, ze względu na znaczny wzrost cen nowych samochodów, kolejnych aut szukali już na rynku wtórnym. Dzisiaj dla dwu-, trzy-, czteroletniego używanego europejskiego czy japońskiego modelu mają ciekawą alternatywę w postaci nowego chińskiego auta.

Elektromobilność pod znakiem zapytania

Z kolei segment pojazdów niskoemisyjnych, który jeszcze niedawno uchodził za główny i nieodwracalny kierunek rozwoju, w 2025 r. wyraźnie traci na znaczeniu. Sprzedaż nowych samochodów elektrycznych wciąż rośnie, oferta producentów jest coraz szersza i bardziej przystępna cenowo, a infrastruktura ładowania w Polsce przekroczyła już 10 tys. punktów publicznych. Jednakże mały popyt na rynku wtórnym będący m.in. konsekwencją programów wsparcia oraz globalne korekty polityki klimatycznej i rewizje unijnych regulacji zmniejszyły presję na przyspieszoną elektryfikację.

Nadal istotnym problemem w przypadku samochodów elektrycznych jest wysoka utrata wartości oraz krótszy cykl życia związany z dynamicznym rozwojem technologii BEV. Niepewna przyszłość czeka również samochody typu plug-in. Nowa norma Euro 6ebis oraz zmienione procedury testów emisji spalin najprawdopodobniej sprawią, że wiele modeli PHEV straci przewagi podatkowe i wizerunkowe. Wprowadzenie bardziej realistycznych testów pomiaru emisji, które przewidują m.in. wydłużenie dystansu takiego badania, sprawi, że emisja CO2 w PHEV będzie wyższa, a ich atrakcyjność w oczach proekologicznych nabywców może być zdecydowanie niższa.

Podczas gdy producenci pojazdów zeroemisyjnych borykają się z kolejnymi problemami, a przyszłość modeli Plug-in jest niepewna, tradycyjne hybrydy cieszą się coraz większą popularnością. Obecnie hybrydy HEV ustępują popularnością tylko modelom napędzanym silnikami benzynowymi, wyprzedzając zdecydowanie pojazdy wyposażone w jednostki wysokoprężne.

Nowe regulacje podatkowe

Na horyzoncie widać również istotne zmiany podatkowe. Do końca 2025 r. obowiązują obecne limity amortyzacji – 150 tys. zł dla aut spalinowych i 225 tys. zł dla elektrycznych. Od 1 stycznia 2026 r. wejdą w życie nowe przepisy różnicujące limity w zależności od rodzaju napędu i emisji CO2: 225 tys. zł dla elektryków i aut wodorowych, 150 tys. zł dla pojazdów spalinowych o niskiej emisji CO2 do 50g/km i tylko 100 tys. zł dla pozostałych. Oznacza to, że przedsiębiorcy kupujący auta z tradycyjnym napędem spalinowym stracą na możliwościach podatkowych, co może istotnie przełożyć się na strukturę flot i decyzje zakupowe w kolejnych latach.

Oczywiście sytuacja w Polsce jest odzwierciedleniem szerszego europejskiego krajobrazu pełnego napięć i wyzwań. Unijna polityka Zielonego Ładu podlega coraz większej krytyce ze strony producentów i organizacji branżowych, które apelują o korektę strategii mobilności i bardziej realistyczne podejście do transformacji energetycznej. W całej Unii coraz wyraźniej widać rozbieżność między ambicjami polityki klimatycznej a realnymi możliwościami producentów i nabywców.

Dariusz Wołoszka
prezes zarządu INFO-EKSPERT

Ubezpieczenie utraty wartości rynkowej pojazdu na polskim rynku

0
dr Piotr Okrasa

Ubezpieczenie utraty wartości rynkowej pojazdu, znane powszechnie jako GAP (Guaranteed Asset Protection), stanowi jeden z najdynamiczniej rozwijających się segmentów polskiego rynku ubezpieczeń komunikacyjnych. Produkt ten zyskuje na popularności szczególnie wśród właścicieli nowych pojazdów oraz osób korzystających z finansowania zewnętrznego.

Ubezpieczenie GAP zabezpiecza przed stratą finansową wynikającą z różnicy między wartością początkową pojazdu a jego aktualną wartością rynkową w momencie wystąpienia szkody całkowitej lub kradzieży auta. Podstawowym problemem, który rozwiązuje to ubezpieczenie, jest szybka deprecjacja pojazdów, spowodowana takimi czynnikami, jak wiek pojazdu, postęp technologiczny, wprowadzenie nowych modeli, stan techniczny czy też historia wypadkowa. Według ekspertów nowe samochody mogą tracić nawet 20% wartości już w pierwszym roku użytkowania, a w ciągu trzech lat utrata wartości może sięgać nawet 50%.

Mechanizm działania GAP jest stosunkowo prosty: w przypadku szkody całkowitej (w tym kradzieży) ze standardowego ubezpieczenia AC wypłacane jest odszkodowanie odpowiadające aktualnej wartości rynkowej pojazdu, podczas gdy ubezpieczenie GAP pokrywa różnicę do wartości początkowej lub określonej w polisie. Pamiętać należy, że polisa GAP jest uzupełnieniem ubezpieczenia autocasco.

Warianty ubezpieczenia dostępne na rynku

Na polskim rynku funkcjonują cztery główne warianty ubezpieczenia GAP, każdy dostosowany do różnych potrzeb klientów:

GAP Fakturowy – najpopularniejszy wariant, który pokrywa różnicę między wartością pojazdu wynikającą z faktury zakupu a jego wartością rynkową w dniu szkody.

GAP Finansowy (Kredytowy) – dedykowany kredytobiorcom i leasingobiorcom, zabezpieczający różnicę między pozostałą kwotą zadłużenia a wartością rynkową pojazdu.

GAP Indeksowy – gwarantuje wypłatę określonego procentu wartości rynkowej pojazdu, zazwyczaj 20–30% aktualnej wartości rynkowej.

GAP AC – zapewnia wypłatę kwoty, która jest różnicą pomiędzy wysokością odszkodowania z tytułu polisy AC (lub OC) a sumą ubezpieczenia na umowie GAP.

Koszty ubezpieczenia

Analiza kosztów ubezpieczenia GAP wskazuje na stosunkowo stabilny poziom cen w branży. Składka roczna wynosi zazwyczaj od 0,35% do 1,2% wartości pojazdu osobowego, przy czym:

  • GAP Finansowy: około 0,4–0,5% wartości pojazdu rocznie,
  • GAP Indeksowy: około 0,5–0,8% rocznie,
  • GAP Fakturowy: 0,55–1,1% rocznie,
  • GAP Casco – 0,35–0,53% rocznie.

Należy również zauważyć, że koszt ubezpieczenia uzależniony jest od rodzaju ubezpieczanego pojazdu, tj. osobowy, dostawczy do 3,5 t dmc, ciężarowy pow. 3,5 t dmc, ciągnik siodłowy, autobus, motocykl, pojazd kempingowy. Także okres ubezpieczenia zawieranej polisy ma znaczenie. Jeśli umowa zawierana jest na okres np. pięciu lat, koszt ubezpieczenia w przeliczeniu na lata będzie korzystniejszy niż polisa na 12 miesięcy.

Warunki zawarcia ubezpieczenia GAP

Towarzystwa ubezpieczeniowe stosują bardzo zbliżone kryteria kwalifikacji pojazdów do tego ubezpieczenia. Do kryteriów tych zaliczyć należy:

  • wiek pojazdu: z reguły maksymalnie pięć–sześć lat w dniu zawarcia umowy, z perspektywą nieprzekroczenia dziesięciu lat w okresie ubezpieczenia;
  • wartość pojazdu: z reguły nie jest stosowana wartość minimalna pojazdu, choć bywają oferty zakładające próg 15 tys. zł, zaś maksymalna waha się od 500 tys. zł do 1 mln zł w zależności od ubezpieczyciela;
  • wymagane ubezpieczenia: konieczne jest posiadanie ważnego ubezpieczenia AC/OC ppm;
  • ograniczenia użytkowania: z reguły wyłączenia dotyczą pojazdów komercyjnych, jak taxi, przewóz przesyłek kurierskich, rent-a-car, nauki jazdy czy też używanych w rajdach i wyścigach. Niektórzy ubezpieczyciele wyłączają również pojazdy uprzywilejowane, np. przeznaczone do transportu sanitarnego, pojazdy straży pożarnej, straży granicznej, wojskowe, policyjne czy też pojazdy specjalistyczne, np. wyspecjalizowane pojazdy budowlane.
  • ograniczenia dot. marek i modeli pojazdów: w ofertach można spotkać się z włączeniami niektórych marek luksusowych i sportowych (McLaren, Aston Martin, Lamborghini) czy też podlegających modyfikacji (AMG, Brabus) lub też sprowadzone np. spoza Unii Europejskiej;
  • zakres terytorialny: większość polis działa na terytorium Europy z wyłączeniem Rosji, Białorusi czy też Ukrainy.

Zalety i wady ubezpieczenia

Do głównych zalet ubezpieczenia GAP należy wskazać długoterminową ochronę przed utratą wartości pojazdu, możliwość pełnej rekompensaty przy szkodzie całkowitej oraz elastyczność w doborze wariantów ochrony. Szczególnie cenne jest zabezpieczenie zobowiązań finansowych przy pojazdach leasingowanych lub kredytowanych.

Do wad zaliczyć należy brak świadczenia przy braku szkody całkowitej oraz różnorodne ograniczenia dotyczące wieku pojazdu i sposobu użytkowania.

Perspektywy rozwoju

Rynek ubezpieczeń GAP w Polsce wykazuje tendencję wzrostową, napędzaną rosnącą świadomością konsumentów oraz rozwojem rynku leasingu i kredytów samochodowych. Wzrost popularności pojazdów elektrycznych, które podlegają specjalnym regulacjom podatkowym z limitem 225 tys. zł zamiast 150 tys. zł, może dodatkowo stymulować popyt na tego typu ochronę.

Ubezpieczenie utraty wartości rynkowej pojazdu stanowi istotny element kompleksowej ochrony finansowej właścicieli pojazdów na polskim rynku. Różnorodność dostępnych wariantów i konkurencyjne ceny czynią ten produkt atrakcyjnym, szczególnie dla nabywców nowych i drogich pojazdów oraz osób korzystających z finansowania zewnętrznego.

dr Piotr Okrasa
dyrektor Zespołu Ubezpieczeń Komunikacyjnych RENOMIA
adiunkt w Wyższej Szkole Kształcenia Zawodowego we Wrocławiu

Jak skonstruować ubezpieczenie komunikacyjne, które naprawdę działa?

0
Agata Ambroziak-Rogulska

Na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych coraz częściej mówi się o potrzebie upraszczania języka, porządkowania ofert i budowania przejrzystych rozwiązań dla klientów. Prosty przekaz nie musi jednak oznaczać uproszczonego produktu, wręcz przeciwnie.

Ważne jest, aby oferta była jasna w formie, ale elastyczna i dopasowana do rzeczywistych potrzeb. Takie podejście konsekwentnie realizuje LINK4 w konstrukcji swoich produktów, w tym Auto Casco i Smart Casco.

Auto Casco oraz Smart Casco, wspierane przez obowiązkowe OC i pozostałe komunikacyjne ubezpieczenia dodatkowe, pozwalają elastycznie zarządzać zakresem ochrony.

Całość opiera się na zrozumiałych zasadach, czytelnym podziale odpowiedzialności i możliwościach dopasowania ochrony do realnych potrzeb kierowcy: zarówno tego, który szuka maksymalnego zabezpieczenia, jak i tego, który oczekuje funkcjonalnej ochrony w węższym, przez siebie określonym zakresie.

Auto Casco – zrozumiała konstrukcja i konkretne możliwości

AC w LINK4 to propozycja skonstruowana na podstawie kilku przejrzystych wariantów i dodatkowych opcji. W ofercie dostępne są trzy warianty likwidacji szkody:

  • Kosztorys – ubezpieczony otrzymuje odszkodowanie na podstawie wyceny sporządzonej przez LINK4 i sam decyduje, czy, kiedy i gdzie naprawi samochód. Wycena przygotowywana jest na podstawie ceny części alternatywnych oraz stawki za roboczogodzinę w wysokości 85 zł brutto.
  • Warsztat – ubezpieczony może bezgotówkowo naprawić samochód w dowolnym warsztacie nieautoryzowanym z wykorzystaniem oryginalnych części zamiennych Q, czyli części sygnowanych logo producenta części, który dostarcza je na pierwszy montaż pojazdu, ale bez logo producenta pojazdu. To doskonała opcja dla właścicieli aut nieco starszych, już poza okresem gwarancji, gdy nie jest wymagana obsługa warsztatów autoryzowanych.
  • ASO – ubezpieczony może bezgotówkowo naprawić samochód w dowolnym warsztacie, w tym oczywiście Autoryzowanej Stacji Obsługi, z wykorzystaniem oryginalnych części serwisowych. To idealna propozycja dla właścicieli stosunkowo nowych lub leasingowanych aut.

Zasady rozliczeń są jasne i czytelne, więc klient, zawierając umowę, z łatwością wybierze najbardziej odpowiadający mu sposób naprawy jego auta w razie szkody.

Ubezpieczający ma również do wyboru inne klasyczne w AC opcje, takie jak wysokość udziału własnego w szkodzie, stała bądź zmienna suma ubezpieczenia czy zniesienie potrącenia z wartości części podlegających wymianie ze względu na wiek pojazdu (tzw. amortyzacji). Co warte podkreślenia, wypłata odszkodowania nie pomniejsza sumy ubezpieczenia pojazdu, dlatego nie ma konieczności doubezpieczenia pojazdu po szkodzie.

Zakres ubezpieczenia obejmuje również mniej oczywiste elementy, takie jak bagaż podręczny i foteliki dziecięce. Tutaj sumy ubezpieczenia, zarówno pierwszego, jak i drugiego przedmiotu ubezpieczenia, są takie same i wynoszą 2000 zł.

Auto zastępcze dostępne jest jako dodatkowa opcja w wariantach Warsztat i ASO. Dzięki tej opcji klient może skorzystać z samochodu zastępczego przez maksymalnie siedem dni podczas usuwania szkody w ramach Auto Casco.

Smart Casco – funkcjonalność w precyzyjnie dobranym zakresie

Smart Casco to rozwiązanie, które zyskało popularność wśród kierowców poszukujących funkcjonalnej ochrony przy zachowaniu kontroli nad zakresem. LINK4 oferuje tu kilka zakresów ochrony:

  • Żywioły i Zwierzęta – ochrona pojazdu obejmuje szkody spowodowane nagłym działaniem sił przyrody oraz zdarzeniami związanymi ze zwierzętami (w tym zderzenia, przegryzione przewody itp.),
  • Szkoda całkowita – obejmuje szkodę całkowitą w pojeździe, która powstanie m.in. w wyniku zderzenia z innymi pojazdami, osobami, zwierzętami lub przedmiotami pochodzącymi z zewnątrz pojazdu czy działanie osób trzecich,
  • Kradzież pojazdu, w tym na skutek rozboju.

Zakres odpowiedzialności opiera się wyłącznie na zdarzeniach nazwanych, co zapewnia przejrzystość i precyzyjne określenie sytuacji objętych ochroną.

Z punktu widzenia konstrukcji ofertowej poszczególne zakresy połączone zostały w warianty, co umożliwia klientowi dostosowanie ochrony do indywidualnych potrzeb.

Wspólna konstrukcja, spójna komunikacja

Zarówno AC, jak i Smart Casco funkcjonują w ramach wspólnych ogólnych warunków ubezpieczenia, które obejmują także pozostałe komunikacyjne ubezpieczenia dobrowolne znajdujące się w ofercie LINK4, m.in: Mini Assistance po Wypadku, NNW, Auto Assistance czy Szyby24. Ułatwia to nie tylko zrozumienie zasad działania każdego z produktów, ale też pozwala lepiej dopasować ich kombinację do potrzeb właściciela auta.

Konsekwencja zamiast rewolucji

Nie każda zmiana musi być głośnym wydarzeniem. Czasem to właśnie konsekwentna budowa produktu, rozwijanego na podstawie doświadczeń klientów i realiów rynkowych, pozwala osiągnąć najlepszy efekt. W przypadku oferty komunikacyjnej LINK4 to właśnie konsekwencja – w konstrukcji, komunikacji i obsłudze – buduje wartość.

Najważniejsze, by klienci rozumieli, co kupują, i mieli pewność, że w chwili szkody otrzymają odpowiednią pomoc. To właśnie największa wartość prostoty w ubezpieczeniach.

Agata Ambroziak-Rogulska
dyrektorka Departamentu Produktu LINK4

Dwie dekady z IKE

0
Grzegorz Piotrowski

Wiele osób traktuje gromadzenie pieniędzy na własną emeryturę jako jeden z wielu celów oszczędzania, choć powinno to być jednym z priorytetów w budowaniu przyszłości finansowej. Na polskim rynku dostępnych jest całkiem sporo możliwości inwestowania z myślą o emeryturze.

Indywidualne konta emerytalne (IKE) funkcjonują już od 20 lat. Jak na warunki krajowe i stosunkowo młody rynek kapitałowy, to okres na tyle długi, że można pokusić się o próbę oceny nie tylko samego produktu, ale także ogólnej sytuacji w segmencie produktów emerytalnych.

Z raportu Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że na koniec czerwca br. Polacy posiadali 1,05 mln rachunków IKE. Wartość aktywów zgromadzonych na rachunkach to prawie 27 mld zł. Biorąc pod uwagę liczbę aktywnych zawodowo Polaków, a także poziom oszczędności trzymanych w bankach, to wynik raczej skromny.

Kto zatem skorzystał przez dwie dekady z możliwości, jakie oferuje rynek? IKE można otworzyć w ponad 60 instytucjach finansowych: bankach, funduszach inwestycyjnych, powszechnych towarzystwach emerytalnych, towarzystwach ubezpieczeniowych czy domach maklerskich. Nie ma więc praktycznie możliwości, aby ktoś zainteresowany gromadzeniem pieniędzy w IKE nie znalazł odpowiadającej mu oferty – wystarczy tylko chcieć.

Zainteresowanie oszczędzaniem na emeryturę zwykle pojawia się po czterdziestce. Widać wyraźnie, że potrzeba ta uświadamiana jest dopiero po wielu latach aktywności zawodowej. Prowadzane badania i ankiety na przestrzeni ostatnich kilku lat pokazują zmianę podejścia młodych osób – coraz więcej z nich deklaruje chęć jak najwcześniejszego rozpoczęcia oszczędzania. Na razie jednak są to głównie deklaracje, które nie przekładają się na decyzje o oszczędzaniu i nie obserwujemy zmiany struktury wiekowej osób oszczędzających na emeryturę. Staramy się uświadamiać klientów, że to konieczność, aby jak najwcześniej rozpocząć oszczędzanie i inwestowanie. Wszystkie prognozy wskazują, że stopy zastąpienia – czyli stosunek przyszłej emerytury do ostatniego wynagrodzenia – w Polsce mogą wynosić zaledwie ok. 30% – mówi Andrzej Sołdek, prezes zarządu PTE PZU.

W budowaniu przyszłego kapitału, który powinien stać się uzupełnieniem świadczeń otrzymywanych od państwa, bardzo ważne jest, jak długo proces ten będzie trwał. Mówiąc obrazowo – im wcześniej zaczniemy inwestować, a nie tylko odkładać pieniądze, np. na lokacie, tym lepiej. IKE, stworzone 20 lat temu, to jedno z wielu rozwiązań, o których mimo wszystko mówi się niewiele – zwłaszcza w porównaniu z pracowniczymi planami kapitałowymi, którym towarzyszyła szeroko zakrojona kampania medialna i marketingowa. Na ich tle IKE i IKZE (indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego) wypadają słabo pod względem liczby uczestników. A szkoda, gdyż potrzebna jest promocja każdego rozwiązania służącego tworzeniu przyszłości finansowej, w której emerytura jest jednym z najważniejszych, o ile nie najważniejszym elementem.

Nasze przygotowanie do emerytury jest konieczne, w związku z tym każda okazja powinna być wykorzystana do tego, żebyśmy jeszcze więcej o tym mówili i jeszcze więcej o tym wiedzieli i w rezultacie jeszcze lepiej przygotowali się na ten okres, który każdego z nas czeka. Rocznica uruchomienia IKE to właśnie dobra okazja, która powinna skłaniać do mobilizacji oszczędności emerytalnych – dodaje Andrzej Sołdek.

cdn.

Grzegorz Piotrowski

gpiotrowski@o2.pl

Leadenhall Insurance i QBE Europe łączą siły

0
Źródło zdjęcia: Canva

Współpraca Leadenhall Insurance SA i QBE Europe SA/NV otwiera polskim firmom korporacyjnym dostęp do kompleksowych ubezpieczeń majątkowych, utraty zysku oraz odpowiedzialności cywilnej ogólnej. Partnerstwo łączy lokalną znajomość rynku i underwriting Leadenhalla z globalną pojemnością i standardami QBE.

– To jedno z kluczowych przedsięwzięć QBE Europe na kontynencie i uczestniczymy w debiucie firmy na polskim rynku korporacyjnym. Będziemy działać jako lokalne centrum underwritingowe z pojemnością 75 mln euro w ubezpieczeniach mienia i business interruption oraz 15 mln euro w OC ogólnej. To największa pojemność, jaką QBE przekazało dotąd partnerowi w naszej części Europy – podkreślił Marcin Dębicki z Leadenhall Insurance.

Współpraca ma umożliwić polskim przedsiębiorstwom korzystanie z rozwiązań globalnego ubezpieczyciela o ratingu AA-, przy zachowaniu lokalnych standardów oceny ryzyka i krótkiego czasu podejmowania decyzji underwritingowych. Jak dodaje Dębicki, „polskie firmy zyskują dostęp do międzynarodowych rozwiązań, ale w formule, która respektuje specyfikę i tempo polskiego rynku”.

Za likwidację szkód klientów korporacyjnych odpowiada Crawford Polska, część globalnej grupy działającej w ponad 70 krajach i specjalizującej się w zarządzaniu roszczeniami.

Jak podkreśla portal, partnerstwo ma charakter uzupełniający wobec lokalnej pojemności ubezpieczeniowej i koncentruje się na obszarach, w których polskie firmy potrzebują dostępu do wyższych limitów. Wszystkie produkty będą zachowywać elastyczność typową dla rynków macierzystych QBE, przy pełnym dopasowaniu do polskich realiów biznesowych i regulacyjnych.

(AW, źródło: Leadenhall)

Allianz Trade zabezpiecza projekty ONDE gwarancjami Green2Green

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Allianz Trade wspiera transformację energetyczną Polski, zabezpieczając gwarancjami ubezpieczeniowymi projekty związane z rozwojem rynku farm i elektrowni fotowoltaicznych, realizowane przez giełdową spółkę ONDE.

Dzięki innowacyjnym gwarancjom Green2Green Allianz Trade uczestniczy w procesie zabezpieczania należytego wykonania przy pięciu inwestycjach realizowanych przez ONDE – jedną z największych w Polsce firm wykonawczo-developerskich branży OZE. Gwarancje, jakie Allianz Trade zastosował do zabezpieczenia budowy farm fotowoltaicznych oraz elektrowni wiatrowych, mają na celu nie tylko przyśpieszenie zrównoważonej transformacji energetycznej, ale ponadto umożliwiają angażowanie się w projekty związane z technologiami niskoemisyjnymi i odnawialnymi źródłami energii w sposób wielowymiarowy. W ramach udzielonych gwarancji Green2Green kwota rocznej składki netto otrzymanej przez Allianz Trade jest inwestowana w certyfikowane zielone obligacje, tworząc tym samym model obiegu zamkniętego, który nieustannie napędza postęp w zakresie zrównoważonego rozwoju, współtworząc ekosystem finansowy.

Wsparcie gwarancyjne projektów realizowanych przez ONDE jest czymś więcej niż tylko transakcją biznesową. Udzielając gwarancji ubezpieczeniowych Green2Green, przyczyniamy się do realizacji szerszego celu, jakim jest przyspieszenie transformacji energetycznej w Polsce. W ramach Allianz Trade na całym świecie wsparliśmy dotychczas i zaangażowaliśmy się w dziesiątki projektów gwarancji Green2Green w wielu krajach, w tym w Niemczech, Włoszech, Francji, Szwecji, Danii, Singapurze a teraz także w Polsce. To znaczący kamień milowy dla Allianz Trade i krok na drodze do bardziej zrównoważonej przyszłości nas wszystkich. Przeznaczając składki na inwestycje w certyfikowane zielone obligacje tworzymy model gospodarki o obiegu zamkniętym, który nieustannie napędza postęp w zakresie zrównoważonego rozwoju – mówi Andrzej Puta, dyrektor Biura Gwarancji Ubezpieczeniowych w Allianz Trade Polska.

Wybierając ofertę gwarancji Green2Green od Allianz Trade, ONDE potwierdziło, że zasady zrównoważonego rozwoju są istotne w jego długoterminowej strategii rozwoju. Gwarancje Green2Green umożliwiają ONDE realizację projektów związanych z technologiami niskoemisyjnymi, które mają kluczowe znaczenie dla przejścia na gospodarkę zeroemisyjną.

Partnerstwo z Allianz Trade przy projektach objętych gwarancjami Green2Green to dla ONDE istotne wsparcie w realizacji inwestycji, które wymagają zarówno solidnych fundamentów finansowych, jak i najwyższych standardów środowiskowych. Cieszy nas, że dzięki temu modelowi możemy nie tylko przyspieszać rozwój zielonej infrastruktury energetycznej w Polsce, ale też budować wartość ekonomiczną w sposób odpowiedzialny i zrównoważony. Wspólnie tworzymy mechanizm, w którym stabilność finansowa idzie w parze z przyspieszaniem transformacji energetycznej – mówi Paweł Średniawa, wiceprezes ONDE S.A.

(KS, źródło: MultiAn)

Polki chorują na raka rzadziej niż Polacy, ale też bardziej chcą się ubezpieczać

0
Źródło zdjęcia: Unilink

Według GUS w 2023 roku nowotwory były drugą najczęstszą przyczyną zgonów w naszym kraju. Inne statystyki prezentowane przez ekspertów multiagencji Unilink potwierdzają, że temat nadal jest poważny. Polki rzadziej niż Polacy umierają na nowotwory, ale ich śmiertelność nowotworowa spada wolniej.

Dane Global Cancer Observatory (GCO) wskazują, że w 2022 r. pod względem wskaźnika umieralności kobiet na nowotwory (zgony na 100 tys. kobiet), Polska zajmowała na Starym Kontynencie czwarte miejsce od końca, wyprzedzając jedynie Słowenię, Włochy oraz Węgry – podkreśla Iwona Piwowarska-Olbert, ekspertka Unilink.

Sytuacja wygląda jeszcze gorzej, jeśli weźmiemy pod uwagę wskaźnik umieralności kobiet na nowotwory skorygowany o różnice wieku populacji różnych krajów świata. W 2022 r. pod tym względem gorzej od Polski w Europie wypadały jedynie Węgry.

Co ważne, jeśli porównamy zapadalność na nowotwory (skorygowaną wiekowo), to okazuje się, że w przypadku kobiet wynik z Polski jest wyraźnie mniejszy od przeciętnej wartości dla analizowanych krajów Europy. Natomiast śmiertelność wypada fatalnie.

Porównanie zapadalności i śmiertelności nowotworowej kobiet potwierdza, że pod względem skuteczności terapii onkologicznych jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia. Oczywiście chodzi również o nowotwory dotykające mężczyzn – zaznacza Iwona Piwowarska-Olbert.

Jeżeli przyjrzymy się analogicznym wskaźnikom obliczonym dla polskich mężczyzn, to sytuacja wygląda podobnie – zapadalność mniejsza od europejskiej mediany (także po skorygowaniu o wiek ludności) i wysoka śmiertelność. Najnowsze dostępne dane Global Cancer Observatory wskazują, że skorygowany wskaźnik zapadalności na nowotwory jest w przypadku polskich mężczyzn wyższy o 31% (względem kobiet).

Polki bardziej otwarte na polisy, ale mają pewien problem

Trudno zaprzeczyć, że wysokie wskaźniki nowotworowej śmiertelności mają pewien związek ze specyfiką rodzimej służby zdrowia, która odczuwa wzrost obciążenia demograficznego. Świadomość problemów dotyczących publicznego systemu opieki zdrowotnej jest u Polaków widoczna od lat. W ciągu ostatnich około dziesięciu lat, ta świadomość – dzięki poprawie sytuacji finansowej wielu gospodarstw domowych – przełożyła się na decyzje o zakupie szeroko pojętych polis i pakietów medycznych.

Agenci Unilink zwracają uwagę, że od kilku lat większe zainteresowanie wzbudzają polisy umożliwiające sfinansowanie leczenie nowotworu za granicą, na przykład w ramach pakietów Global Doctors – informuje Iwona Piwowarska-Olbert.

Według opublikowanych w maju bieżącego roku wyników badania „Portret Finansowy Polaków” mimo że nie ma dużych różnic między kobietami i mężczyznami w zakresie posiadania różnych ubezpieczeń, widoczna jest pewna odmienność postaw. Kobiety są bardziej pozytywnie nastawione do ubezpieczania się, ale jednocześnie częściej wskazują na ograniczenia finansowe utrudniające zakup ochrony.

(KS, źródło: Unilink)

Brak wiedzy o AI zagraża polskiemu biznesowi

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Jak pokazuje najnowszy raport „Cyberportret polskiego biznesu 2025” opublikowany przez ESET i DAGMA Bezpieczeństwo IT, co piąty pracownik w Polsce udostępnia narzędziom AI dane wrażliwe firmy, np. informacje finansowe, dane klientów czy dokumenty objęte tajemnicą służbową. Jednocześnie aż 58% zatrudnionych nie wie, czym jest deepfake, a 30% błędnie uznała materiały stworzone przez sztuczną inteligencję za autentyczne. Takie połączenie ryzykownych zachowań i braku wiedzy sprawia, że polskie firmy stają się szczególnie podatne na cyberzagrożenia.

Braki w wiedzy o sztucznej inteligencji mają bardzo konkretne skutki. Jedna trzecia pracowników w Polsce (30%) przyznaje, że uznała materiały wideo lub obrazy wygenerowane przez AI za prawdziwe, a niemal tyle samo (29%) nie potrafiło ocenić ich autentyczności. Co czwarty respondent (27%) za wiarygodne uznał również nagrania audio stworzone przez algorytmy. Dane z raportu pokazują więc, że duża część zatrudnionych nie odróżnia fałszu od rzeczywistości, a to otwiera drogę do manipulacji i cyberataków nie tylko w życiu prywatnym, ale przede wszystkim w miejscu pracy.

Skuteczna reakcja na zagrożenia wymaga odpowiedniego poziomu wiedzy i kompetencji. Jeżeli pracownik nie rozumie, że ma do czynienia z incydentem – nie zgłosi go, nawet jeśli odpowiednie procedury istnieją w firmie. Ten problem jest szczególnie widoczny w kontekście nowych form zagrożeń, takich jak manipulacje z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Technologie deepfake, które umożliwiają tworzenie realistycznych, lecz fałszywych komunikatów głosowych i wizualnych, są coraz częściej wykorzystywane przez cyberprzestępców. Tymczasem jak wynika z badania, tylko 42% pracowników deklaruje, że zna to pojęcie. Niska rozpoznawalność takich zjawisk zwiększa ryzyko, że fałszywe komunikaty nie zostaną zidentyfikowane jako potencjalne zagrożenie, które może mieć realne konsekwencje, zarówno na poziomie operacyjnym, jak i reputacyjnym – mówi Beniamin Szczepankiewicz, ekspert cyberbezpieczeństwa ESET.

Brak wiedzy pracowników nie wynika wyłącznie z ich indywidualnych zaniedbań. Dane z raportu pokazują, że to efekt systemowej luki edukacyjnej oraz tego, że cyberbezpieczeństwo nie jest wśród priorytetów firmowych szkoleń. Szkolenia z cyberbezpieczeństwa rzadko obejmują tematykę sztucznej inteligencji i nowych form zagrożeń. W efekcie pracownicy pozostają bezradni wobec deepfake’ów czy ryzyk związanych z udostępnianiem danych narzędziom AI.

Edukacja, która nie nadąża

Ponad połowa pracowników w Polsce (55%) nie odbyła żadnego szkolenia z cyberbezpieczeństwa w ciągu ostatnich pięciu lat. Co więcej, szkolenia organizowane przez firmy skupiają się wciąż na tradycyjnych obszarach, takich jak procedury wewnętrzne (59%) czy ochrona danych osobowych (56%). Niewielka część firm decyduje się na edukację w obszarze zagrożeń związanych z AI. Braki w podstawowej edukacji sprawiają, że całe zespoły pozostają nieprzygotowane na rosnącą skalę zagrożeń cyfrowych.

Braki w szkoleniach przekładają się bezpośrednio na poczucie niepewności pracowników. Z raportu wynika, że wielu z nich nie czuje się przygotowanych do reakcji w sytuacji cyberataku, a tylko niewielka grupa ocenia swoje kompetencje w tym obszarze jako wysokie.

Dlatego tak ważne jest, by działania w zakresie cyberbezpieczeństwa nie ograni­czały się wyłącznie do szkoleniowej wiedzy teoretycznej. Kluczowe jest np. wpro­wadzanie różnego rodzaju praktycznych symulacji ataków z wykorzystaniem nowych technik, aby zwiększać odporność pracowników na zagrożenia. Duże znaczenie ma budowanie kultury organizacyjnej, która sprzyja otwartości, umożliwia zada­wanie pytań i wzmacnia nawyk zgłaszania wszelkich niepokojących sygnałów – dodaje Beniamin Szczepankiewicz.

O raporcie

Cyberportret polskiego biznesu 2025” przygotowany przez ESET i DAGMA Bezpieczeństwo IT, przedstawia aktualny obraz cyberbezpieczeństwa w polskich firmach. To kontynuacja badania zapoczątkowanego w 2024 roku, które ma na celu uchwycenie zmian w podejściu polskich przedsiębiorstw do zagrożeń cyfrowych, a także oceny ich gotowości na coraz bardziej złożone wyzwania technologiczne i geopolityczne. Raport zestawia ze sobą perspektywy pracowników i osób odpowiedzialnych za cyberbezpieczeństwo firm.

(KS, źródło: Linkleaders)

MetLife pod rękę z insurtechem w Ameryce Łacińskiej

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Globalny ubezpieczyciel MetLife nabył 20% udziałów w insurtechu Klimber, zawiązując strategiczne partnerstwo mające na celu transformację sposobu dostępu i dystrybucji ubezpieczeń w Ameryce Łacińskiej.

Inwestycja wzmacnia pozycję Klimber na szybko ewoluującym rynku ubezpieczeń cyfrowych w regionie. Platforma firmy umożliwia partnerom w bankowości, handlu detalicznym, fintechu i e-commerce płynną integrację i dystrybucję produktów ubezpieczeniowych. Własna technologia oparta na danych i AI służy upraszczaniu procesu ubezpieczeniowego od underwritingu po doświadczenie klienta.

Partnerstwo Klimber i MetLife podkreśla wspólne ambicje wypełnienia luk ubezpieczeniowych i zwiększenia penetracji ubezpieczeń w regionie.

(AC za Insurtech Insights)

Ulewne deszcze paraliżują wschodnie wybrzeże Hiszpanii

0
Źródło zdjęcia: 123rf.com

Na wschodzie Hiszpanii, we wspólnotach autonomicznych Katalonii, Walencji, Murcji oraz Balearów doszło w ostatnich dniach do poważnych powodzi, a także lokalnych podtopień. Na południu prowincji Tarragona ponad tysiąc osób spędziło noc z niedzieli na poniedziałek poza domem. Strażacy pomagali dziesiątkom ludzi uwięzionych w zalanych samochodach. Przez ulice miast płynęły rzeki o głębokości półtora metra. Wstrzymano kursowanie pociągów między Walencją a Katalonią. Doszło również do zamknięcia dróg dojazdowych na wybrzeże i lokalnych.

Nawałnice związane z głębokim niżem „Alice” doprowadziły do gwałtownych opadów deszczu, a nawet oberwań chmury. Ulice wielu miejscowości zamieniły się w rwące rzeki. Strażacy oraz żołnierze ze specjalnej jednostki pomocy w sytuacjach wyjątkowych UME pracują bez wytchnienia, ratując pasażerów samochodów, które utknęły w trasie, ewakuując ludność i usuwając skutki ulew blokujące funkcjonowanie miejscowości.

W pięciu regionach na południu prowincji Tarragona (Katalonia) obowiązuje stan wyjątkowy. Zawieszono zajęcia w szkołach i pracę urzędów. A ponad tysiąc osób zostało przeniesionych do tymczasowych schronisk, gdzie spędziło noc z niedzieli na poniedziałek.

Ja donoszą hiszpańskie media, rannych zostało 18 osób, w tym jedna ciężko. Z powodu zalania torowisk w niedzielę na pewien czas zawieszono połączenia kolejowe między Walencją a Katalonią. Jak informował operator kolejowy Renfe, łącznie nie kursowało w tym rejonie 17 składów z ponad 3 tys. pasażerów. Doszło do wielu opóźnień na kolei.

Sytuacja na wybrzeżu nadal jest poważna. Służby meteorologiczne ogłosiły w poniedziałek czerwony alarm dla południowej części wspólnoty autonomicznej Walencja, która już w trakcie weekendu ucierpiała z powodu zalań i podtopień. Spodziewane są także obfite opady deszczu w północnej części Katalonii oraz na Balearach.

Hiszpańscy ubezpieczyciele uaktywnili specjalne protokoły, wzmacniając grupy obsługujące likwidację szkód w dotkniętych powodziami regionach. Uruchomili również specjalne linie do obsługi klientów poszkodowanych, a także wysyłali wiadomości sms ostrzegające przed ryzykiem wystąpienia gwałtownych ulew w ich rejonie oraz z przypomnieniem o tym, jak wystąpić o odszkodowania. Część szkód występujących w wyniku wydarzeń nadzwyczajnych pokrywa organ publiczny Consorcio de Compensación de Seguros.

W październiku 2024 roku w wyniku takiego samego wydarzenia meteorologicznego doszło do poważnych powodzi w Walencji, Andaluzji i Kastylii La Manczy, w wyniku których zginęło ponad 230 osób, a szkody dotykające osób indywidualnych, firm oraz mienia publicznego sięgnęły ponad 10 mld euro, w tym szacuje się blisko 4 mld euro szkód ubezpieczonych.

(KS, źródło: Interia, Rmf.fm, El País)

22,739FaniLubię
822ObserwującyObserwuj

Aktualne wydanie